wtorek, 11 października 2016

Chapter eleven




"No one but you got me feeling this way
There's so much we can't explain
Maybe we're helping each other escape"

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

- Ojojoj, ale narobiłem bigosu. – mruknął sam do siebie Bartek Kapustka, który chcąc uniknąć spojrzenia kolegów z wielkim zainteresowaniem przyglądał się swoim sznurówkom. Wcześniej jakieś 15 minut po odjeździe Piszczków, a co za tym idzie również panny Zuzanny przez długi czas patrzył w jeden i ten sam punkt, z którego oddalił się samochód.
- Stary, powiesz mi w końcu co się stało? – nalegał Piotrek Zieliński, który zastał swojego kumpla w nieciekawym stanie.
- Ja też chciałbym to wiedzieć. W końcu zostałem niechcący wciągnięty w całą tę sytuację. – dodał Salamon. Pomocnik naszej reprezentacji nadal jednak uparcie milczał. W dodatku w pewnym momencie zaczął się bujać na stopach do przodu i do tyłu i mruczeć pod nosem dziwną mantrę.
- Masz chorobę sierocą? – zapytał pomocnik.
- Szkoda, że w naszym sztabie brakuje psychiatry. Teraz byłby jak znalazł. – podsumował Bartek Salamon.
Tymczasem Kapustka bez słowa oddalił się od kolegów i wszedł do hotelu. Wydawało się, że idzie do swojego pokoju, ponieważ po chwili zaczął wspinać się po schodach. Piotr i Bartek niewiele myśląc ruszyli za nim.
- Serio nic ci nie powiedział? – zapytał Salamon idącego obok Ziela.
- Rano wpadł do mojego pokoju i zaczął lamentować, jednak nie rozumiałem niczego, co do mnie mówi, bo byłem zaspany. Obudził moją Luizę a ona z kolei zaczęła wrzeszczeć, że przez niego będzie miała brzydką cerę. Nie mam pojęcia, co ma sen do wyglądu twarzy, ale miałem już poranek z głowy.
Bartek w zrozumienia kiwnął głową.
- Ja tylko widziałem, jak Zuzia ukryła się przed nim. Bez powodu tego nie zrobiła.
Bartosz Kapustka natomiast właśnie wszedł do pokoju i zamknął  kolegom drzwi przed nosem. Chłopaki spojrzeli po sobie, Zieliński szarpnął za klamkę, jednak nic to nie dało. Przyłożył twarz do drzwi i najpierw zaczął spokojnie:
- Bartuś, otwórz proszę! Koledzy chcą z tobą porozmawiać…
Odpowiedziała mu głucha cisza, więc Zielu od razu zmienił nastawienie.
- Otwieraj natychmiast, ty kapusto jedna! – wrzasnął łomocząc w drzwi.
Kapustka niestety nie zareagował na wołanie kolegi, a walenie w drzwi sprawiło, że z pokoju obok wychylił się Krychowiak.
- Pojebało cię? – jęknął drapiąc się po głowie. – Przerwałeś mi regeneracyjną drzemkę.
- Drzemka? – zdziwił się Bartek Salamon. – Jest przecież dziesiąta.
- Aj tam! – machnął ręką zawodnik Sewilli i wrócił do pokoju.
- Chyba nic z tego. – skrzywił się Salamon widząc poczynania Piotrka, który nadal naprzemiennie delikatnie pukał i walił w drzwi pokoju Kapustki.
- Będę tutaj koczował dopóki mi nie otworzy. – oświadczył twardo Zieliński.
- Jak chcesz. Ja lecę się pakować. – rzucił Salamon i oddalił się do własnego lokum.
***
- Ja na Twoim miejscu nie miałbym takiego dobrego humoru. – rzekł Jędrzejczyk, który właśnie przysiadł się do stolika, gdzie Arek Milik w świętym spokoju pił właśnie kawę. Napastnik słysząc słowa kolegi spojrzał na niego znad filiżanki i uniósł brwi w geście zdziwienia.
- No co? Klara wyjechała. Przegrałeś zakład. – oznajmił bez ogródek obrońca naszej reprezentacji.
Arek zaklął cicho. No tak, nadeszła sobota czas wyjazdu, a więc i termin na spełnienie zakładu, który on przegrał. Jednak nie tylko to go poruszyło, bo dopiero teraz zrozumiał, że Klara wyjechała i nawet się z nim nie pożegnała. Chociaż czego on się spodziewał po tym jak ją potraktował? Było, minęło. Spędzili ze sobą kilka miłych chwil i na pewno będzie ją wspominał naprawdę ciepło. Tylko czy to było ich ostatnie spotkanie? Napastnik miał nadzieję, że nie, a fakt, iż Klara należała do rodziny Piszczka dawał nadzieję.
- Aha… - odpowiedział niezbyt mądrze, nie wiedząc jak zareagować. Bo i co miał mu powiedzieć? Że się cieszył z czyszczenia jego butów?
- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. – zachichotał Jędza. – Nie martw się, Stary. – klepnął go w ramię czym sprawił, że Arek po części wrócił do rzeczywistości. – Przemyślałem pewne kwestie i ten zakład to było coś głupiego. Zapomnijmy o nim.
Milik aż wstrząsnął się na te słowa.
- Nie rozumiem. – spojrzał z ukosa na piłkarza Legii.
- Słuchaj… - Artur splótł dłonie i położył je na stole pochylając się w stronę kolegi. - Stwierdziłem, że to było chamskie z naszej strony zakładać się o Klarę. To fajna, porządna dziewczyna i wiadome było, że nie pójdzie z tobą do łóżka.
Milik już chciał skomentować słowa obrońcy, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Zresztą takie zakłady nie przystoją kulturalnym dżentelmenom, prawda?
Arek skinął mu głową dalej będąc w szoku.
- Widziałem, że smalisz do niej cholewki, ale uwierz mi, to nie jest laska, która poleci na byle jaką bajerę. Musisz się bardziej wysilić. – rzekł mu jeszcze Artur, nomen omen, starszy i bardziej doświadczony w takich sprawach i zostawił osłupiałego Milika w kawiarni.

KLARA

- Na gondoli, na gondoli jakaś pala się całuje! Wiatl gondolą lekko buja, ona tsyma go za lękę i śpiewają sobie taaaaaak! – śpiewała Amelka na cały samochód.
- Jezus Maria! Skąd to dziecko zna takie piosenki? – jęknęłam.
Aśka obejrzała się przez ramię i spojrzała na mnie z bólem w oczach.
- Mówiłam Łukaszowi, żeby nie puszczał jej piosenek disco polo, ale on nie posłuchał i widzisz, jak to się skończyło.
Przewróciłam oczami w odpowiedzi. Zostało nam do przejechania jeszcze jakieś 100 km, także przez te 1,5h byłam skłonna przeżyć nawet śpiewanie Amelki. Zuźka miała włożone słuchawki, z których zapewne płynęły kojące dźwięki Metalliki i zdawała się nie zauważać wszystkiego, co dzieje się dookoła. W ogóle dzisiaj od śniadania była dziwnie cicha. Czyżby jej zachowanie było związane z nocnymi wydarzeniami?
Łukasz oczywiście nie reagował na poczynania Amelki, jakby nie słyszał, że jego dziecko właśnie śpiewa zboczone piosenki. Jak to maleństwo ma wyrosnąć na porządnego człowieka, gdy jedyne próby jego wychowania podejmuje jego matka? No jak?
- Kochanie, a może zaśpiewasz nam jakąś piosenkę z przedszkola? – zaproponowałam. – Np. „Wlazł kotek na płotek”?
Amelka na nasze szczęście przerwała piosenkę i uśmiechnęła się jak aniołek.
- Dobze, ciociu. – zgodziła się ochoczo i już myślałam, że nastąpił koniec naszych trosk. Och jak srogo się myliłam. – Wlazł kotek na płotek, pieldolnął go młotek. Siekiela dobiła i kotka zabiła. – zaintonowała, jednak tym razem nie czekałam na zakończenie piosenki, tylko od razu zareagowałam.
- Amelka! – wrzasnęłam. Przykro mi, że to ja musiałam doprowadzić ją do porządku. – Skąd ty znasz takie piosenki?!
Moja siostrzenica spojrzała na mnie bardzo smutno i tylko czekałam, aż dostanie histerii.
- Kalol mnie nauczył. – odpowiedziała. Ach tak, Karol, nasz mały sąsiad. Cudowne dziecko nauczycieli. No cóż, chyba nasza mama będzie musiała pogadać z sąsiadami.
- Kochanie, ale to jest bardzo brzydka piosenka. Nie można takich śpiewać. – zaczęłam jej tłumaczyć, a ona tylko otworzyła szeroko te swoje brązowe oczy (które odziedziczyła akurat po mnie, no dobra, może po swojej babci, a mojej mamie) i patrzyła uważnie.
- Pewnie juz mnie nie lubisz, plawda, ciociu? – posmutniała i zrobiła usta w podkówkę. Och, chciałabym umieć tak manipulować ludźmi, jak to dziecko.
- Nie, Skarbie. Ciocia nadal bardzo cię lubi i kocha. – pogłaskałam ją po głowie. – Tylko nie śpiewaj tak już więcej, dobrze?
- Tak. – skinęła głową i wyciągnęła w moją stronę łapki. Złapała mnie za szyję, jak zwykle bardzo mocno przytulając. – A wies, ciociu? Chciałabym mieskać w Polsce. Mogłabym cię codziennie psytulać. I babcię tez.
Zrobiło mi się bardzo przykro na te słowa, bo mi również bardzo brakowało na co dzień tej całej trójki, jednak na dzień dzisiejszy ich przeprowadzka do Polski była niemożliwa. Może za kilka lat?
Pocałowałam Amelkę w policzek i spojrzałam na Joannę. Słysząc słowa córki miała łzy w oczach i odruchowo odwróciła się do szyby, głośno pociągając nosem.



Oh and I can't wait to see her
Your love made me a believer
And I won't fight these feelings anymore

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Eleganckie audi właśnie wjechało na podwórko, gdzie znajdował się rodzinny dom Klary i Joanny. Wcześniej Piszczek odstawił Zuzię do jej rodzinnego domu, który znajdował się nieopodal posiadłości Bajkowskich. Łukasz zaparkował, zgasił silnik i powoli wysiadł z samochodu. Amelka jednak nie była taka powolna jak jej ojciec. Szybko wybiegła z auta i rzuciła się w ramiona babci, która już czekała na nich przed domem. Irena Bajkowska, elegancka brunetka po pięćdziesiątce mocno uściskała swoją jedyną i ukochaną wnuczkę, po czym przywitała się ze starszą córką.
- Joasiu! – przytuliła mocno panią Piszczek, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zawsze płakała ze szczęścia, gdy jej starsza córka przyjeżdżała do domu. Chociaż na co dzień dzieliło ich ponad 1000 km, zawsze miały dobry kontakt. Generalnie, Irena była matką idealną. Kochała córki nad życie, zawsze je wspierała, pomagała w życiowych wyborach, ale nie wtrącała się i pozostawiała im  pewną dozę samodzielności. – Chyba trochę ci się przytyło. – szepnęła.
- Mamo! – Joanna zmrużyła brwi w geście zniecierpliwienia.
Tymczasem z domu powolnym krokiem wyszedł właśnie Ryszard Bajkowski. Patrząc na niego i Piszczka sprawdzało się powiedzenie, że kobiety wybierają mężów podobnych do ojców. Ani Łukaszowi, ani ojcu Joanny nigdy nigdzie się nie spieszyło. Tak i teraz powoli posuwał nogę za nogę, a po chwili już trzymał na rękach swoją wnuczkę, która bardzo mocno go przytulała.
Irena natomiast uściskała Klarę, której nie widziała zaledwie kilka dni i zmierzyła wzrokiem jej sylwetkę.
- Nie dość, że zmizerniałaś, to widzę, że wróciłaś do swojego stylu. Nie takie rzeczy ci spakowałam. – zachichotała.
- Bardzo zabawne. – rzekła z ironią w głosie młodsza córka. – Przez ciebie cały tydzień musiałam chodzić w szpilkach.
- I na dobre ci to wyszło. – dodała Joanna ze śmiechem, po czym przytuliła się do ojca.
- A co, poderwała tam kogoś? – podłapała od razu Irena. Może i zrobiła córce na złość, pakując ją do Juraty, ale wiedziała, że ostatecznie robi to tylko dla jej dobra.
- Nawet kilku. – odgryzła się Klara i podeszła do ojca.
Piszczek tymczasem wyjął wszystkie walizki z bagażnika  i dopiero podszedł do teściowej.
- Mamusia, jak zawsze taka piękna i promienna. – ucałował brunetkę w obydwa policzki, a ta zachichotała.
- Oj, Łukaszku, a ty niezmiennie czarujący.
- Ja po prostu mam najlepszą i najpiękniejszą teściową na świecie. – wyszczerzył się. – I teścia również. – dodał i przywitał się z Ryszardem.
Joanna i Klara zgodnie przewróciły oczami, po czym wszyscy zgodnie weszli do domu.
***
- Pierożki jak zwykle palce lizać! – rzekł rozanielony Piszczek i rozłożył się na krześle klepiąc się po brzuchu.
Rodzinka właśnie skończyła jeść obiad na tarasie, na który Irena przygotowała zupę-krem z dyni i swoją specjalność – pierogi ruskie. Państwo Bajkowscy mieszkali w niewielkiej miejscowości pod Szczytnem, a ich dom znajdował się na skraju lasu i nieopodal jeziora Łęsk. Irena i Ryszard prowadzili spory pensjonat, do którego latem przyjeżdżało mnóstwo gości. Teraz było ich trochę mniej niż zwykle, toteż mogli spokojnie zająć się swoją rodziną.
- Nie lubię się z nim zgadzać, ale mamusiu, jesteś w formie. – rzekła przekornie Klara z pełną buzią jedzenia.
Irena tylko się zarumieniła, po czym przy pomocy córek zaczęła sprzątać ze stołu. Amelka jak szalona biegała po ogrodzie z piłką i psem, a Łukasz zaczął rozmawiać z teściem.
- I jak tam? Odpoczęliście trochę w tej Juracie?
- Tak. Fajnie się zintegrowaliśmy, ale teraz czeka nas ciężka praca. W końcu każdy chce pojechać na EURO. – odpowiedział Łukasz, a Ryszard skinął głową.
- Jestem pewny, że dla ciebie na pewno znajdzie się miejsce w kadrze.
- Chciałbym, żeby tak było. – uśmiechnął się piłkarz. – A wy się przypadkiem nie wybieracie do Francji?
- Niestety nie. – pokręcił głową ojciec Joanny. – Wiesz, musimy pilnować interesu. Ale Klarę z miłą chęcią bym tam wysłał. Musi jeszcze tylko pozdawać ostatnie egzaminy, a za 2 tygodnie przecież broni pracę licencjacką.
- A właśnie jaki ona ma tytuł?
- Zabij mnie, ale ci nie powiem. – roześmiał się Ryszard. – Coś tam związanego z linią brzegową Oceanu Atlantyckiego.
- Rozumiem. – Łukasz skinął głową, a po chwili na tarasie pojawiły się trzy panie niosące ciasto i kawę.
Po deserze rodzinka przeniosła się do salonu, gdzie zasiedli przed telewizorem i zaczęli oglądać „Familiadę”. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, a sielski, rodzinny klimat, sprawiał, że nikomu nie chciało się robić niczego innego, no może prócz Amelki, która biegała jak szalona po całym domu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby Ryszard Bajkowski nie wziął do ręki gazety „Fakty i plotki”. Nie był to magazyn wysokich lotów, ale ojciec dziewczyn lubił czasem tak się odmóżdżyć. Teraz rozsiadł się w swoim bujanym fotelu, założył na nos okulary do czytania i zajął się gazetą. Najpierw przeczytał, jak to pani Janina dziękuję strażakom, którzy zdjęli z drzewa jej kotka, a potem o panu Kazimierzu, któremu UFO po raz kolejny w tym roku zniszczyło pole pszenicy. Jednak na dziesiątej stronie znajdował się artykuł, który przyprawił mężczyznę o palpitacje serca.
- Jezus Maria, dziecko, ty jesteś w gazecie! – wrzasnął burząc sielski klimat.
- Znowu coś napisali o Łukaszu? Przywykłam. – odparła obojętnie Joanna, która przez te kilka lat spędzonych z Piszczkiem przyzwyczaiła się do dziennikarzy, którzy lubili rozmijać się z prawdą.
- Nie o tobie! – machnął ręką ojciec. – O Klarze!
Tym razem wszyscy czworo zareagowali i ruszyli do Ryszarda stając za jego plecami. Artykuł nosił znamienny tytuł: „Nowa wybranka wschodzącej gwiazdy piłki nożnej” i zawierał zdjęcia z kolacji Klary i Teodorczyka. Zdjęcia zostały zrobione z ukrycia i może nie były zbyt wyraźne, ale od razu można było rozpoznać brunetkę i piłkarza. Na jej nieszczęście było też ujęcie z najbardziej romantycznej chwili tego wieczoru, tj. z ich pocałunku.
- Fiu, fiu. – zagwizdał Piszczek. - Widzisz, a mówiłaś, że nie było tam żadnych romansów. – zachichotał widząc swoją szwagierkę w ramionach jego imiennika, po czym od razu dostał prztyczka w nos od żony. Może nie tak wyobrażał sobie idealnego wybranka dla Klary, bo wieści o podbojach miłosnych Teodorczyka niosły się po całej kadrze, ale lepszy rydz niż nic.
- Ja pierdzielę. – wymsknęło się Klarze, która starała się nie przeklinać przy rodzicach, a teraz cały czas przetrawiała fakt, iż znalazła się w gazecie.
Tymczasem Ryszard otarł pot z czoła, a żona od razu spojrzała na niego z wyrzutem.
- No i po co się tak wycierasz? Ciesz się, że nasza córka jest sławna. Kolejna w ramionach słynnego piłkarza. – rozmarzyła się Irena, gdy tymczasem jej córki zajęły się lekturą artykułu.
„Jak widać, zgrupowanie polskiej reprezentacji w piłce nożnej ma charakter relaksacyjny. Nasi kadrowicze nie próżnują, co szczególnie da się zauważyć w przypadku Łukasza Teodorczyka. Napastnik, który pojawił się w Juracie dopiero w połowie zgrupowania, od razu ruszył na łowy i upolował zjawiskową brunetkę. 
Kim jest ta tajemnicza piękność widziana na romantycznej kolacji z piłkarzem naszej reprezentacji? Czy jest to tylko podopieczna fundacji „Spełniamy marzenia” a może nowa wybranka serca polskiego piłkarza?
Sam zainteresowany zapytany o śliczną nieznajomą oznajmił, że jest to jego nowa dziewczyna. Zakochanej parze życzymy szczęścia i wytrwałości. Mamy również nadzieję, że szczęście osobiste Teodorczyka przełoży się na jego osiągnięcia na EURO 2016.”
- Klara, nie chwaliłaś się, że masz chłopaka… - Piszczek nadal śmiał się z tej całej sytuacji.
- Bo nie mam! – warknęła brunetka.
- Że też ty zawsze musisz tak kłapać buzią. – rzekła z wyrzutem Joanna do męża.
- Nie no ja go zabiję! – wrzasnęła Klara, po czym od razu zwróciła się do Łukasza. – Telefon!
- Ale Klara… - zaczął łagodnie. – Nie rób niczego pochopnie…
- Powiedziałam: telefon!
- No dobrze, już dobrze. – Piszczek wyciągnął z kieszeni smartphona, odnalazł numer do Teodorczyka i podał go Klarze. Dziewczyna szybko wystukała odpowiedni ciąg cyfr i nacisnęła słuchawkę, jednak napastnik nie odbierał. Udało jej dodzwonić dopiero za czwartym razem.
- Ty półgłówku! Jak mogłeś mi to zrobić?! – zaczęła bez ogródek.
- Ooooo, dzwoni moja nowa dziewczyna. Miło cię słyszeć.
- Nie dość, że zrujnowałeś mi nastoletnie lata, to teraz też chcesz to zrobić?! Co ty sobie wyobrażasz! Ty intelektualna amebo, ten artykuł ma zostać usunięty, rozumiesz?!
- Nie, Skarbie. – odrzekł słodko, czym wprawił Klarę w jeszcze większą furię. – Artykuł ma zostać dla potomnych.
- Zobaczysz, gorzko tego pożałujesz!
- Niczego w życiu nie żałuję. I zrozum, Piękna, gra się dopiero zaczęła. – odpowiedział spokojnie i… rozłączył się.

----------------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć Kochane! Witam Was z nowym rozdziałem :D

Dzisiaj mecz z Armenią, więc obowiązkowo kibicujemy naszym! :D
Niestety bez Arka, Łukasza i Michała...
Trzymajmy kciuki szczególnie za Milika. Aż nie mam słów, żeby to opisać, tak jest mi przykro. 

Cóż, Kapustka ma pewne problemy natury psychicznej, Jędza i Arek zrozumieli, że zakład był sporym błędem, a w domu Państwa Bajkowskich panuje sielanka. No może trochę zakłócona przez artykuł w gazecie plotkarskiej. :D

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba :)
Do następnego! :*

Dzisiaj w roli głównej Piszczek :)


wtorek, 4 października 2016

Chapter ten





Let's talk about sex baby,
Let's talk about you and me
Let's talk about all the good things and the bad things that may be
 
KLARA

Obudziłam się, jednak strasznie raziło mnie światło poranka. Zmrużyłam odruchowo oczy i rozejrzałam się. Na całe szczęście byłam w swoim pokoju. Sama. Chociaż tyle dobrego, bo czułam , jakbym miała głaz zamiast głowy.
Totalnie niczego nie pamiętam z poprzedniego wieczoru. Moja świadomość zakończyła się w momencie wypicia któregoś z kolei drinka. Dość powiedzieć, że wcześniej raczyłyśmy się z Zuźką shotami, a wiadomo, że takie kombo potrafi być zabójcze. Tak więc w pewnym momencie mój organizm się poddał i pozbył świadomości sprawiając, że większość wczorajszych wydarzeń pamiętałam jak przez mgłę.
Pozostawało tylko pytanie, jak znalazłam się we własnym łóżku? Co prawda obudziłam się w ubraniu, a nie naga, co nie zmienia faktu, że na pewno musiał czuwać nade mną jakiś anioł stróż.
Zaraz… Oprócz mnie nie było w pokoju nikogo, więc gdzie do cholery podziewała się moja przyjaciółka?! Ostatkiem sił próbowałam wytężyć umysł i przypomnieć sobie, co takiego robiła wczoraj w klubie Zuzia. Uświadomiłam sobie, że przecież tańczyła prawie cały czas z Kapustką, co dawało jasny ogląd sytuacji. Może i pobiegłabym jej teraz szukać, ale po co? Jest dorosła, wie co robi, a ja nie zamierzam jej matkować.
Chyba przywołałam ją myślami, bo po chwili pojawiła się w pokoju. Nie, ona nie pojawiła się, a wpadła jak burza trzaskając drzwiami.
- Zwariuję. – jęknęła przekraczając próg pokoju. Spojrzałam na nią pytająco i podniosłam się do pozycji siedzącej. Zuźka klapnęła na łóżku i westchnęła głośno.
- A może by tak: „cześć przyjaciółko! Miło cię widzieć”? – zapytałam kąśliwie.
- Cześć. – mruknęła. – Nie wyglądasz dobrze. – stwierdziła przyglądając mi się uważnie. Już miałam ochotę odburknąć jej, że właśnie odkryła Amerykę, no bo jak może wyglądać osoba z kacem jak stąd do Zakopanego?
- Ty też nie. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo Zuźka miała rozmazany tusz na twarzy, włosy sterczały jej we wszystkie strony świata, a ubranie prosiło, żeby je zmienić.
- Nie spałam z Kapustką jeżeli ci o to chodzi. – powiedziała szybko.
- Zuzia. – uśmiechnęłam się. – Nie musisz mi się tłumaczyć. Jesteś dorosła.
Zuźka wytrzeszczyła oczy i przyłożyła mi dłoń do czoła.
- Chryste Panie, Klara! Ty masz gorączkę!
Roześmiałam się tylko w odpowiedzi.
- Daj spokój.
- Nie spałam z nim, choćbym i chciała. Ale ta noc to chyba największa porażka w moim życiu. – kontynuowała niezrażona.
Uniosłam brwi i czekałam, co powie dalej.
- Najpierw tańczył ze mną, flirtował, powiedział tylko, że pokłócił się bardzo z dziewczyną, więc myślałam, że możemy się razem zabawić. Potem chcieliśmy wrócić do hotelu. Nie gniewaj się, że cię nie pilnowałam, ale ty miałaś zdecydowanie lepszą obstawę. Bartek odholował cię tutaj.
Ach, no tak. Bartuś. Mogłam się tego domyślić. On od początku pobytu tutaj był taki… Niezawodny. Powinnam mu podziękować za to, że nie obudziłam się gdzieś w rowie albo co gorsza w lesie bez ubrań. Swoją drogą, pewnie jak zwykle po alkoholu mówiłam za dużo. Ciekawe co tym razem palnęłam.
- Przyjechaliśmy w końcu taksówką do hotelu. No cóż, on też nie był całkiem trzeźwy, a wręcz przeciwnie. Wiedziałam już do czego to wszystko zmierza, ale cieszyłam się, bo mogłabym wtedy odhaczyć kolejnego do kolekcji, a taki piłkarz reprezentacji to nie jest byle jakie ciacho poznane w klubie. Zaczęliśmy się całować już w jego pokoju, włożył mi rękę pod bluzkę i odskoczył jak poparzony. Spojrzałam na niego pytająco i wiesz co zrobiła ta kapusta-głowa pusta? Usiadła na łóżku i zaczęła płakać.
Miałam ochotę roześmiać się w tym momencie, ale nie chciałam sprawić przykrości Zuzi. Dla niej to musiało być traumatyczne przeżycie.
- Zaczął mi opowiadać, jak to zerwał z dziewczyną i boi się być sam, ale z drugiej strony wszystkie laski lecą na jego kasę i sławę. Totalna masakra. Stałam tam i patrzyłam na niego jak jakaś idiotka i nie potrafiłam ruszyć się z miejsca, tak mnie zamurowało! Ale to nie jest najgorsze. W pewnym momencie poprosił, żebym z nim została, a gdy odmówiłam zaczął grozić mi, że zacznie krzyczeć na cały hotel. No totalny psychol. I ja z nim tam zostałam, rozumiesz to?!
W tym momencie już nie wytrzymałam i zaczęłam rechotać. No cóż, ja wiem, że to wielki dramat Zuźki-podrywaczki, ale ta sytuacja była naprawdę komiczna. Każdy inaczej reaguje na alkohol – jeden dużo gada, w drugim rośnie agresja, a takiemu Bartusiowi załączyła się melancholia.
- Jak można się śmiać z ludzkiego nieszczęścia?! – jęknęła.
- Wiesz, Kochana, zawsze to jakieś nowe doświadczenie dla ciebie. – oznajmiłam próbując się uspokoić.
- Ty dalej nie rozumiesz. – zezłościła się. – Jak jakikolwiek facet mógł mnie tak potraktować? Zawsze wszystko kończyło się w łóżku, a ten? Przyjaciółki mu się zachciało. – jęknęła.
- Cóż, nie ma miłości bez przyjaźni. – zachichotałam, żeby jeszcze bardziej wkurzyć Zuźkę. Ta sytuacja totalnie mnie bawiła.
Podziałało. Brunetka od razu spojrzała na mnie z pogardą w oczach.
- Jakiej miłości? – wrzasnęła. – Chyba już całkiem pomieszało ci się w głowie od tych twoich adoratorów.
Adoratorów? Ale jakich?
- Czuję się taka upokorzona. – lamentowała dalej.
- Zuzia, daj spokój. – pogłaskałam ją po głowie. – Płaczesz dlatego, że facet cię nie przeleciał, bo wolał z tobą rozmawiać?
Spojrzała na mnie tymi wielkimi brązowymi oczami jak u Bambi i wymruczała:
- Mhm. – i uderzyła w głośny ryk.
Starałam się ją pocieszyć, ale nic to nie dawało. Musiała sama jakoś przeboleć tę porażkę.
Ja natomiast poszłam do łazienki, ogarnąć się. Głowa co prawda nadal mnie bolała, ale starałam się o tym nie myśleć.
Na moje nieszczęście jednak uświadomiłam sobie, że dzisiaj jest sobota. Ostatni dzień tutaj. Zrobiło mi się naprawdę przykro. Jeszcze kilka dni temu nie sądziłam, że tak bardzo będzie mi szkoda odjeżdżać stąd i zostawiać tą całą ekipę. Poznałam tutaj nowych ludzi, mniej (Arek) lub bardziej wartościowych (Bartek). Z pewnością będę długo wspominała przyjazd do Juraty. Wiedziałam, że za kilka godzin nadejdzie czas pożegnań, których nie lubiłam najbardziej na świecie. Najchętniej bez słowa wsiadłabym do samochodu i odjechała do domu, bo nigdy nie potrafiłam bezboleśnie rozstać się z ludźmi. Wiedziałam, że będzie bolało i to bardzo.
Wzięłam prysznic, ubrałam się tym razem na sportowo, bo nie czułam się na siłach, żeby znowu ubrać się mega kobieco. Moje dzisiejsze samopoczucie ze względu na wszechobecny kac nie było zbyt dobre, toteż  dres i airmaxy, które kupiłam dwa dni temu będąc na zakupach z Joanną zdecydowanie pasowały do mojego nastroju. Związałam włosy w kucyk i zrobiłam delikatny makijaż, żebym z daleka nie świeciła ogromnymi worami pod oczami.
Wyszłam z łazienki, a Zuźka dalej skrzywiona siedziała na łóżku.
- Zuzia, proszę, ogarnij się. – oznajmiłam stanowczo. Wyjęłam z jej walizki zestaw ubrań, wcisnęłam jej go w ręce i dosłownie wepchnęłam ją do łazienki.
Po 15 minutach moja przyjaciółka odświeżona, ale dalej z kwaśną miną pojawiła się w pokoju.
- Nareszcie wyglądasz jak człowiek. – uśmiechnęłam się, ale ona nadal nie wyglądała na zadowoloną. Ciekawe jak długo zamierzała rozpaczać przez Kapustkę?
- Chodźmy już, bo jestem naprawdę głodna. – oznajmiła i już wiedziałam, że powoli wraca do siebie. Skinęłam głową i poszłyśmy na śniadanie.


 Oh you know when you're alone
I'm holding on and on and on and on

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

- Wiesz, Kochanie, martwię się o Klarę… - zaczęła Joanna. Była siódma rano, słońce już pojawiło się ponad horyzontem i zapowiadał się kolejny piękny dzień. Łukasz leżał na plecach z rękami za głową, a jego żona ułożyła się na jego klatce piersiowej.
- Asiu, nie możesz tak cały czas się nią zadręczać. – pogłaskał brunetkę po głowie i pocałował ją w czoło. – Klara jest dorosła i na pewno sobie poradzi.
- Ale wiesz, 4 dni i żadnego nawet najmniejszego romansu? – zachichotała już mniej poważnie i uniosła głowę. Splotła dłonie pod brodą i spojrzała mężowi prosto w oczy.
- No cóż, skoro jest taka wybredna, to jej problem.
- To nasza rodzinna cecha. – Joanna wymownie spojrzała na męża czekając aż zrozumie komplement.
- Rozumiem, że mam teraz czuć się wyróżniony, że wybrałaś właśnie mnie? – zaśmiał się Piszczu.
- Dokładnie. – uśmiechnęła się.
- Chciałem ci przypomnieć, że to ją cię wybrałem i poderwałem. – zauważył mądrze, a Joanna tylko prychnęła w odpowiedzi.
- A to nie wiesz, Kochanie, że to kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze?
- Dobra, dobra. – Łukasz nie potrafił przyznać żonie racji. – I tak wiem, że specjalnie pojawiłaś się wtedy na meczu z Werderem.
- Bardzo zabawne. Przecież wiesz, że to Iza wtedy zmusiła mnie, żebym poszła z nią na ten mecz, a ja nawet nie miałam zielonego pojęcia, jakie drużyny grają.
Dyskutowaliby jeszcze dłużej, gdyby obok nich nie pojawiła się zaraz Amelka ciągnąc za łapkę sporej wielkości misia.
- Dzień dobly, Mamusiu. – ziewnęła.
 - A ja to pies? – zauważył Piszczek z lekka obrażony na córkę, która była jego oczkiem w głowie.
- Dzień dobly, Tatusiu. – przywitała się słodko i wskoczyła na łóżko rodziców. Wsunęła się pomiędzy Łukasza i Joannę.
- Wyspałaś się? – zapytała brunetka całując córeczkę w policzek.
- Tak. – odpowiedziała. – Miałam piękny sen. Śniło mi się, że byłyśmy z ciocią Lalą w fablyce cekolady. Wsystko było tam takie cekoladowe. Mamusiu, ja chcę tam pojechać! – oznajmiła Amelka tonem nie znoszącym sprzeciwu. Joanna spojrzała na męża szukając w jego oczach ratunku, jednak on tylko wzruszył ramionami. Amelka chciała pojechać do fabryki czekolady i koniec. Szkoda tylko, że taka nie istniała w prawdziwym świecie.
***
Bartek Salamon nie spał dobrze tej nocy. Cały czas stała mu przed oczami Klara i chociaż starał się pozbyć tego obrazu z głowy, czynność ta okazała się naprawdę trudna do wykonania.
„Każda marzy o takim facecie jak ty”, ale czy ona też? Tego się raczej nie dowie, bo cały czas wisiało nad nim widmo dziecka z Olivią. Teraz nie miał czasu, ale obiecał sobie, że po zgrupowaniu w Arłamowie poleci do Włoch chociaż na jeden dzień, żeby wyjaśnić tę sprawę.
Chciał jednak trzymać się blisko Klary, chociażby do końca życia miałby pozostać jej przyjacielem. Wolał tkwić w friendzone niż całkiem zniknąć jej z oczu.
Teraz był niemiłosiernie niewyspany i siedział sam w hotelowej restauracji próbując ratować się mocną kawą. Czarna gorąca ciecz powoli rozlewała mu się w żołądku i czuł, że wraca do świata żywych. Jego koledzy, którzy wczoraj balowali na zakończenie zgrupowania pewnie jeszcze smacznie spali.
Nagle w restauracji pojawiły się dwie dziewczyny. Bartek nie od razu je rozpoznał, ale gdy tylko zobaczył ten uśmiech, wiedział, że to Klara i jej przyjaciółka. Brunetka wyglądała całkiem inaczej niż zwykle i mimo, że nie miała na sobie sukienki i szpilek, według Bartka wyglądała i tak najładniej ze wszystkich.
- Cześć, ranny ptaszku. – przywitała się z nim Klara, gdy tymczasem Zuźka od razu skierowała się do szwedzkiego stołu.
- Cześć. – odpowiedział i przyjrzał się jej uważnie mając na uwadze szczególnie napis na bluzie Klary. – Wyglądasz dzisiaj jakoś inaczej.
- No cóż, od chodzenia przez prawie cały tydzień w szpilkach bolą mnie nogi. Już pomijając kwestię tego, że nie czuję się dzisiaj za dobrze.
- W pełni to rozumiem.
- No nie wiem. – Klara na chwilę się zawiesiła. – Bo z tego co wiem od innych to ty mnie wczoraj ratowałeś z opresji. I bardzo chciałabym ci podziękować za to.
Bartek uśmiechnął się ciepło jak miał w zwyczaju.
- Od tego są przyjaciele. – specjalnie zaakcentował to ostatnie słowo, ale Klara tego nie zauważyła.
- A powiedz mi tylko… - rzekła konspiracyjnie pochylając się nad stołem. – Czy nie powiedziałam wczoraj o jedno słowo za dużo?
Bartek uniósł brwi i spojrzał na nią pytająco.
- No bo wiesz… - kontynuowała. – Po alkoholu zawsze rozwiązuje mi się język i mówię wiele rzeczy, które normalnie nigdy nie wypłynęłyby z moich ust.
- Nie, byłaś grzeczna jak aniołek, tylko się dobrze bawiłaś. – skłamał gładko. Nie chciał przyznać się Klarze, co takiego wyznała mu po pijaku, bo chyba bał się, że teraz na trzeźwo zaprzeczy tym słowom.
- Ufff, jaka ulga. – westchnęła, a zaraz przy stoliku pojawiła się Zuzia z talerzem pełnym jedzenia i Piszczkowie.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z naszą Larą?! – rzekł bez ceregieli Łukasz widząc swoją szwagierkę, która wyglądała całkiem inaczej.
- Upiłam i zamknęłam w pokoju. – sarknęła w odpowiedzi brunetka. Piszczkowie natomiast usiedli razem przy stole uprzednio witając się z Bartkiem, a Zuźka w skupieniu konsumowała przyniesione przez siebie dobra. – „Drunk on love”. – zachichotał Piszczek czytając napis na bluzie szwagierki. – Ciekawe kto jest tym wybrańcem.
Klara spłoniła się aż po czubki uszu. Jednak miała sporego kaca, skoro nawet nie zauważyła, że wkłada bluzę z tak głupim napisem.
- Moją wybranką jest Amelka. – szybko wybrnęła z tej niekomfortowej sytuacji, a jej siostrzenica szybko wskoczyła jej na kolana i mocno przytuliła.
- Nic nie jesz? – zauważyła Joanna. Nie potrafiła wyzbyć się matczynych odruchów względem Klary.
- Nie, jakoś niezbyt się dzisiaj czuję. – odpowiedziała.
- Słyszałem, że wczoraj chyba ktoś zabalował. – zarechotał Piszczek.
- Dobra zabawa nie zawsze oznacza ostrego baletu. – Klara wypięła język w jego stronę. Oczywiście pominęła fakt, że wczoraj urwał jej się film i gdyby nie Bartek nie wiadomo, co by się z nią stało.
Tymczasem Piszczek zmienił przedmiot zainteresowania. Spojrzał na Zuzię, która nadal w ciszy pałaszowała wszystko, co znajdowało się na talerzu. Łukasz już miał ochotę rzucić jej jakiś komentarz, jednak szatynka w pewnym momencie skończyła i wygodnie rozsiadła się na krześle.
- Nooo! Nareszcie czuję, że żyję. – westchnęła zadowolona.
Tymczasem Amelka bardzo zmartwiła się, że jej ciocia nie chce nic jeść. Spojrzała na Klarę bardzo poważnie i zapytała:
- Ciociu, moze chces moje kanapki?
- Nie, Kochanie. – Klara pocałowała ją w czółko. – Ale dziękuję ci, jesteś naprawdę kochana.
Amelka uśmiechnęła się szeroko i zabrała za jedzenie. Dzisiaj była wyjątkowo miła dla swojej Lali.
Tymczasem pech chciał, że do restauracji wszedł drugi Bartek, Kapustka. Zuzia widząc go wytrzeszczyła oczy.
- Jezus Maria! Nie ma mnie tutaj! – wrzasnęła i… zanurkowała pod stół.
Łukasz, Joanna i Bartek spojrzeli pytająco na Klarę.
- Długa historia. – odrzekła tylko nie chcąc opowiadać im o zdarzeniu, które spotkało w nocy jej przyjaciółkę. – Bartek, mógłbyś jakoś odwrócić uwagę Kapustki, żebym mogła jakoś wyprowadzić ją stąd?
- Jasne. – blondyn zgodził się bez wahania i skierował w stronę swojego kolegi z drużyny.
- Dobra, wychodź stąd. Już go nie ma. – syknęła Klara pod stół. Zuzia szybko wyłoniła się z ukrycia, spojrzała przepraszająco na Piszczków i wybiegła z przyjaciółką z restauracji.

KLARA

Kilka godzin później byłyśmy już spakowane i tylko czekałyśmy na sygnał od Łukasza, kiedy możemy wynieść bagaże. Z walizkami na szczęście pomógł nam Bartek i chwilę później stałyśmy już na dworze. Nie tylko my mieliśmy zaraz wyjeżdżać, bo przed budynkiem kłębił się tłum ludzi, których biegali w tę i spowrotem z walizkami.
Jeszcze raz przyjrzałam się hotelowi. Na długo zapamiętam pobyt tutaj i w większości będą to na pewno miłe wspomnienia.
- Klara, pospiesz się! – krzyknął Piszczek, który właśnie układał nasze walizki w bagażniku. Zuźka natomiast tylko pomachała wszystkim, którzy tam stali i wsiadła do samochodu.
Podeszłam do Bartka i uśmiechnęłam się.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek powiem to jakiemuś piłkarzowi, ale naprawdę będzie mi ciebie brakowało. – przytuliłam go i znowu poczułam się tak miło, jak wtedy na plaży.
- I vice versa. – odpowiedział. – Mam nadzieję, że przyjedziesz na Euro, o ile się tam dostanę.
- No daj spokój. – rzekłam i spojrzałam mu w oczy. – Kto jak nie ty?
Bartek zaśmiał się i jeszcze raz mnie przytulił. Odsunęłam się delikatnie i skierowałam do samochodu. Wsiadłam, zapięłam pasy i pomachałam mu jeszcze. Po chwili po policzku spłynęła mi jedna łza, a za nią kilka kolejnych. Będę tęsknić. Tego byłam pewna. 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
 Melduję się z rozdziałem dziesiątym! :)

Przygoda w Juracie się skończyła i wszyscy będą tęsknić, to pewne. Ale teraz na chłopaków czeka Arłamów, a potem Euro. 

Jak widzicie Zuzia nie mogła sobie poradzić z upokorzeniem przez Kapustkę, a Bartek po raz kolejny uratował Klarę. Dobrze mieć takiego przyjaciela, prawda?

Mam nadzieję, że spodoba Wam się rozdział :)

 A dzisiaj łapcie Zuzię i Bartka :)