"No one but you got me feeling this
way
There's so much we can't explain
Maybe we're helping each other escape"
There's so much we can't explain
Maybe we're helping each other escape"
WSZECHWIEDZĄCY
NARRATOR
- Ojojoj, ale narobiłem
bigosu. – mruknął sam do siebie Bartek Kapustka, który chcąc uniknąć spojrzenia
kolegów z wielkim zainteresowaniem przyglądał się swoim sznurówkom. Wcześniej
jakieś 15 minut po odjeździe Piszczków, a co za tym idzie również panny Zuzanny
przez długi czas patrzył w jeden i ten sam punkt, z którego oddalił się
samochód.
- Stary, powiesz mi w końcu co
się stało? – nalegał Piotrek Zieliński, który zastał swojego kumpla w
nieciekawym stanie.
- Ja też chciałbym to
wiedzieć. W końcu zostałem niechcący wciągnięty w całą tę sytuację. – dodał
Salamon. Pomocnik naszej reprezentacji nadal jednak uparcie milczał. W dodatku
w pewnym momencie zaczął się bujać na stopach do przodu i do tyłu i mruczeć pod
nosem dziwną mantrę.
- Masz chorobę sierocą? –
zapytał pomocnik.
- Szkoda, że w naszym sztabie
brakuje psychiatry. Teraz byłby jak znalazł. – podsumował Bartek Salamon.
Tymczasem Kapustka bez słowa oddalił
się od kolegów i wszedł do hotelu. Wydawało się, że idzie do swojego pokoju,
ponieważ po chwili zaczął wspinać się po schodach. Piotr i Bartek niewiele
myśląc ruszyli za nim.
- Serio nic ci nie powiedział?
– zapytał Salamon idącego obok Ziela.
- Rano wpadł do mojego pokoju
i zaczął lamentować, jednak nie rozumiałem niczego, co do mnie mówi, bo byłem
zaspany. Obudził moją Luizę a ona z kolei zaczęła wrzeszczeć, że przez niego
będzie miała brzydką cerę. Nie mam pojęcia, co ma sen do wyglądu twarzy, ale
miałem już poranek z głowy.
Bartek w zrozumienia kiwnął
głową.
- Ja tylko widziałem, jak
Zuzia ukryła się przed nim. Bez powodu tego nie zrobiła.
Bartosz Kapustka natomiast
właśnie wszedł do pokoju i zamknął
kolegom drzwi przed nosem. Chłopaki spojrzeli po sobie, Zieliński szarpnął
za klamkę, jednak nic to nie dało. Przyłożył twarz do drzwi i najpierw zaczął
spokojnie:
- Bartuś, otwórz proszę!
Koledzy chcą z tobą porozmawiać…
Odpowiedziała mu głucha cisza,
więc Zielu od razu zmienił nastawienie.
- Otwieraj natychmiast, ty
kapusto jedna! – wrzasnął łomocząc w drzwi.
Kapustka niestety nie
zareagował na wołanie kolegi, a walenie w drzwi sprawiło, że z pokoju obok
wychylił się Krychowiak.
- Pojebało cię? – jęknął
drapiąc się po głowie. – Przerwałeś mi regeneracyjną drzemkę.
- Drzemka? – zdziwił się
Bartek Salamon. – Jest przecież dziesiąta.
- Aj tam! – machnął ręką
zawodnik Sewilli i wrócił do pokoju.
- Chyba nic z tego. – skrzywił
się Salamon widząc poczynania Piotrka, który nadal naprzemiennie delikatnie
pukał i walił w drzwi pokoju Kapustki.
- Będę tutaj koczował dopóki
mi nie otworzy. – oświadczył twardo Zieliński.
- Jak chcesz. Ja lecę się
pakować. – rzucił Salamon i oddalił się do własnego lokum.
***
-
Ja
na Twoim miejscu nie miałbym takiego dobrego humoru. – rzekł Jędrzejczyk, który
właśnie przysiadł się do stolika, gdzie Arek Milik w świętym spokoju pił
właśnie kawę. Napastnik słysząc słowa kolegi spojrzał na niego znad filiżanki i
uniósł brwi w geście zdziwienia.
- No co? Klara wyjechała.
Przegrałeś zakład. – oznajmił bez ogródek obrońca naszej reprezentacji.
Arek zaklął cicho. No tak,
nadeszła sobota czas wyjazdu, a więc i termin na spełnienie zakładu, który on
przegrał. Jednak nie tylko to go poruszyło, bo dopiero teraz zrozumiał, że
Klara wyjechała i nawet się z nim nie pożegnała. Chociaż czego on się
spodziewał po tym jak ją potraktował? Było, minęło. Spędzili ze sobą kilka
miłych chwil i na pewno będzie ją wspominał naprawdę ciepło. Tylko czy to było
ich ostatnie spotkanie? Napastnik miał nadzieję, że nie, a fakt, iż Klara
należała do rodziny Piszczka dawał nadzieję.
- Aha… - odpowiedział niezbyt
mądrze, nie wiedząc jak zareagować. Bo i co miał mu powiedzieć? Że się
cieszył z czyszczenia jego butów?
- Wyglądasz jakbyś zobaczył
ducha. – zachichotał Jędza. – Nie martw się, Stary. – klepnął go w ramię czym
sprawił, że Arek po części wrócił do rzeczywistości. – Przemyślałem pewne
kwestie i ten zakład to było coś głupiego. Zapomnijmy o nim.
Milik aż wstrząsnął się na te
słowa.
- Nie rozumiem. – spojrzał z
ukosa na piłkarza Legii.
- Słuchaj… - Artur splótł
dłonie i położył je na stole pochylając się w stronę kolegi. - Stwierdziłem, że
to było chamskie z naszej strony zakładać się o Klarę. To fajna, porządna
dziewczyna i wiadome było, że nie pójdzie z tobą do łóżka.
Milik już chciał skomentować
słowa obrońcy, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Zresztą takie zakłady nie
przystoją kulturalnym dżentelmenom, prawda?
Arek skinął mu głową dalej
będąc w szoku.
- Widziałem, że smalisz do
niej cholewki, ale uwierz mi, to nie jest laska, która poleci na byle jaką
bajerę. Musisz się bardziej wysilić. – rzekł mu jeszcze Artur, nomen omen,
starszy i bardziej doświadczony w takich sprawach i zostawił osłupiałego Milika
w kawiarni.
KLARA
- Na gondoli, na gondoli jakaś
pala się całuje! Wiatl gondolą lekko buja, ona tsyma go za lękę i śpiewają
sobie taaaaaak! – śpiewała Amelka na cały samochód.
- Jezus Maria! Skąd to dziecko
zna takie piosenki? – jęknęłam.
Aśka obejrzała się przez ramię
i spojrzała na mnie z bólem w oczach.
- Mówiłam Łukaszowi, żeby nie
puszczał jej piosenek disco polo, ale on nie posłuchał i widzisz, jak to się
skończyło.
Przewróciłam oczami w
odpowiedzi. Zostało nam do przejechania jeszcze jakieś 100 km, także przez te
1,5h byłam skłonna przeżyć nawet śpiewanie Amelki. Zuźka miała włożone
słuchawki, z których zapewne płynęły kojące dźwięki Metalliki i zdawała się nie
zauważać wszystkiego, co dzieje się dookoła. W ogóle dzisiaj od śniadania była
dziwnie cicha. Czyżby jej zachowanie było związane z nocnymi wydarzeniami?
Łukasz oczywiście nie reagował
na poczynania Amelki, jakby nie słyszał, że jego dziecko właśnie śpiewa
zboczone piosenki. Jak to maleństwo ma wyrosnąć na porządnego człowieka, gdy
jedyne próby jego wychowania podejmuje jego matka? No jak?
- Kochanie, a może zaśpiewasz
nam jakąś piosenkę z przedszkola? – zaproponowałam. – Np. „Wlazł kotek na
płotek”?
Amelka na nasze szczęście
przerwała piosenkę i uśmiechnęła się jak aniołek.
- Dobze, ciociu. – zgodziła
się ochoczo i już myślałam, że nastąpił koniec naszych trosk. Och jak srogo się
myliłam. – Wlazł kotek na płotek, pieldolnął go młotek. Siekiela dobiła i kotka
zabiła. – zaintonowała, jednak tym razem nie czekałam na zakończenie piosenki,
tylko od razu zareagowałam.
- Amelka! – wrzasnęłam.
Przykro mi, że to ja musiałam doprowadzić ją do porządku. – Skąd ty znasz takie
piosenki?!
Moja siostrzenica spojrzała na
mnie bardzo smutno i tylko czekałam, aż dostanie histerii.
- Kalol mnie nauczył. –
odpowiedziała. Ach tak, Karol, nasz mały sąsiad. Cudowne dziecko nauczycieli.
No cóż, chyba nasza mama będzie musiała pogadać z sąsiadami.
- Kochanie, ale to jest bardzo
brzydka piosenka. Nie można takich śpiewać. – zaczęłam jej tłumaczyć, a ona
tylko otworzyła szeroko te swoje brązowe oczy (które odziedziczyła akurat po
mnie, no dobra, może po swojej babci, a mojej mamie) i patrzyła uważnie.
- Pewnie juz mnie nie lubisz,
plawda, ciociu? – posmutniała i zrobiła usta w podkówkę. Och, chciałabym umieć
tak manipulować ludźmi, jak to dziecko.
- Nie, Skarbie. Ciocia nadal
bardzo cię lubi i kocha. – pogłaskałam ją po głowie. – Tylko nie śpiewaj tak
już więcej, dobrze?
- Tak. – skinęła głową i
wyciągnęła w moją stronę łapki. Złapała mnie za szyję, jak zwykle bardzo mocno
przytulając. – A wies, ciociu? Chciałabym mieskać w Polsce. Mogłabym cię
codziennie psytulać. I babcię tez.
Zrobiło mi się bardzo przykro
na te słowa, bo mi również bardzo brakowało na co dzień tej całej trójki, jednak
na dzień dzisiejszy ich przeprowadzka do Polski była niemożliwa. Może za kilka
lat?
Pocałowałam Amelkę w policzek
i spojrzałam na Joannę. Słysząc słowa córki miała łzy w oczach i odruchowo
odwróciła się do szyby, głośno pociągając nosem.
Oh and I can't wait to see her
Your love made me a believer
And I won't fight these feelings anymore
Your love made me a believer
And I won't fight these feelings anymore
WSZECHWIEDZĄCY
NARRATOR
Eleganckie audi właśnie
wjechało na podwórko, gdzie znajdował się rodzinny dom Klary i Joanny. Wcześniej
Piszczek odstawił Zuzię do jej rodzinnego domu, który znajdował się nieopodal
posiadłości Bajkowskich. Łukasz zaparkował, zgasił silnik i powoli wysiadł z
samochodu. Amelka jednak nie była taka powolna jak jej ojciec. Szybko wybiegła
z auta i rzuciła się w ramiona babci, która już czekała na nich przed domem. Irena
Bajkowska, elegancka brunetka po pięćdziesiątce mocno uściskała swoją jedyną i
ukochaną wnuczkę, po czym przywitała się ze starszą córką.
- Joasiu! – przytuliła mocno
panią Piszczek, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zawsze płakała ze szczęścia,
gdy jej starsza córka przyjeżdżała do domu. Chociaż na co dzień dzieliło ich
ponad 1000 km, zawsze miały dobry kontakt. Generalnie, Irena była matką
idealną. Kochała córki nad życie, zawsze je wspierała, pomagała w życiowych
wyborach, ale nie wtrącała się i pozostawiała im pewną dozę samodzielności.
– Chyba trochę ci się przytyło. – szepnęła.
- Mamo! – Joanna zmrużyła brwi
w geście zniecierpliwienia.
Tymczasem z domu powolnym
krokiem wyszedł właśnie Ryszard Bajkowski. Patrząc na niego i Piszczka
sprawdzało się powiedzenie, że kobiety wybierają mężów podobnych do ojców. Ani
Łukaszowi, ani ojcu Joanny nigdy nigdzie się nie spieszyło. Tak i teraz powoli
posuwał nogę za nogę, a po chwili już trzymał na rękach swoją wnuczkę, która
bardzo mocno go przytulała.
Irena natomiast uściskała
Klarę, której nie widziała zaledwie kilka dni i zmierzyła wzrokiem jej
sylwetkę.
- Nie dość, że zmizerniałaś,
to widzę, że wróciłaś do swojego stylu. Nie takie rzeczy ci spakowałam. –
zachichotała.
- Bardzo zabawne. – rzekła z
ironią w głosie młodsza córka. – Przez ciebie cały tydzień musiałam chodzić w
szpilkach.
- I na dobre ci to wyszło. –
dodała Joanna ze śmiechem, po czym przytuliła się do ojca.
- A co, poderwała tam kogoś? –
podłapała od razu Irena. Może i zrobiła córce na złość, pakując ją do Juraty,
ale wiedziała, że ostatecznie robi to tylko dla jej dobra.
- Nawet kilku. – odgryzła się
Klara i podeszła do ojca.
Piszczek tymczasem wyjął
wszystkie walizki z bagażnika i dopiero
podszedł do teściowej.
- Mamusia, jak zawsze taka
piękna i promienna. – ucałował brunetkę w obydwa policzki, a ta zachichotała.
- Oj, Łukaszku, a ty
niezmiennie czarujący.
- Ja po prostu mam najlepszą i
najpiękniejszą teściową na świecie. – wyszczerzył się. – I teścia również. –
dodał i przywitał się z Ryszardem.
Joanna i Klara zgodnie
przewróciły oczami, po czym wszyscy zgodnie weszli do domu.
***
- Pierożki jak zwykle palce
lizać! – rzekł rozanielony Piszczek i rozłożył się na krześle klepiąc się po
brzuchu.
Rodzinka właśnie skończyła
jeść obiad na tarasie, na który Irena przygotowała zupę-krem z dyni i swoją
specjalność – pierogi ruskie. Państwo Bajkowscy mieszkali w niewielkiej
miejscowości pod Szczytnem, a ich dom znajdował się na skraju lasu i nieopodal
jeziora Łęsk. Irena i Ryszard prowadzili spory pensjonat, do którego latem
przyjeżdżało mnóstwo gości. Teraz było ich trochę mniej niż zwykle, toteż mogli
spokojnie zająć się swoją rodziną.
- Nie lubię się z nim zgadzać,
ale mamusiu, jesteś w formie. – rzekła przekornie Klara z pełną buzią jedzenia.
Irena tylko się zarumieniła,
po czym przy pomocy córek zaczęła sprzątać ze stołu. Amelka jak szalona biegała
po ogrodzie z piłką i psem, a Łukasz zaczął rozmawiać z teściem.
- I jak tam? Odpoczęliście
trochę w tej Juracie?
- Tak. Fajnie się
zintegrowaliśmy, ale teraz czeka nas ciężka praca. W końcu każdy chce pojechać
na EURO. – odpowiedział Łukasz, a Ryszard skinął głową.
- Jestem pewny, że dla ciebie
na pewno znajdzie się miejsce w kadrze.
- Chciałbym, żeby tak było. –
uśmiechnął się piłkarz. – A wy się przypadkiem nie wybieracie do Francji?
- Niestety nie. – pokręcił głową
ojciec Joanny. – Wiesz, musimy pilnować interesu. Ale Klarę z miłą chęcią bym
tam wysłał. Musi jeszcze tylko pozdawać ostatnie egzaminy, a za 2 tygodnie
przecież broni pracę licencjacką.
- A właśnie jaki ona ma tytuł?
- Zabij mnie, ale ci nie
powiem. – roześmiał się Ryszard. – Coś tam związanego z linią brzegową Oceanu
Atlantyckiego.
- Rozumiem. – Łukasz skinął
głową, a po chwili na tarasie pojawiły się trzy panie niosące ciasto i kawę.
Po deserze rodzinka przeniosła
się do salonu, gdzie zasiedli przed telewizorem i zaczęli oglądać „Familiadę”.
Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, a sielski, rodzinny klimat, sprawiał, że nikomu
nie chciało się robić niczego innego, no może prócz Amelki, która biegała jak
szalona po całym domu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby Ryszard Bajkowski nie
wziął do ręki gazety „Fakty i plotki”. Nie był to magazyn wysokich lotów, ale
ojciec dziewczyn lubił czasem tak się odmóżdżyć. Teraz rozsiadł się w swoim
bujanym fotelu, założył na nos okulary do czytania i zajął się gazetą. Najpierw
przeczytał, jak to pani Janina dziękuję strażakom, którzy zdjęli z drzewa jej
kotka, a potem o panu Kazimierzu, któremu UFO po raz kolejny w tym roku zniszczyło
pole pszenicy. Jednak na dziesiątej stronie znajdował się artykuł, który przyprawił
mężczyznę o palpitacje serca.
- Jezus Maria, dziecko, ty
jesteś w gazecie! – wrzasnął burząc sielski klimat.
- Znowu coś napisali o
Łukaszu? Przywykłam. – odparła obojętnie Joanna, która przez te kilka lat
spędzonych z Piszczkiem przyzwyczaiła się do dziennikarzy, którzy lubili
rozmijać się z prawdą.
- Nie o tobie! – machnął ręką
ojciec. – O Klarze!
Tym razem wszyscy czworo
zareagowali i ruszyli do Ryszarda stając za jego plecami. Artykuł nosił
znamienny tytuł: „Nowa wybranka wschodzącej gwiazdy piłki nożnej” i zawierał
zdjęcia z kolacji Klary i Teodorczyka. Zdjęcia zostały zrobione z ukrycia i
może nie były zbyt wyraźne, ale od razu można było rozpoznać brunetkę i
piłkarza. Na jej nieszczęście było też ujęcie z najbardziej romantycznej chwili
tego wieczoru, tj. z ich pocałunku.
- Fiu, fiu. – zagwizdał Piszczek.
- Widzisz, a mówiłaś, że nie było tam żadnych romansów. – zachichotał widząc
swoją szwagierkę w ramionach jego imiennika, po czym od razu dostał prztyczka w
nos od żony. Może nie tak wyobrażał sobie idealnego wybranka dla Klary, bo
wieści o podbojach miłosnych Teodorczyka niosły się po całej kadrze, ale lepszy
rydz niż nic.
- Ja pierdzielę. – wymsknęło się
Klarze, która starała się nie przeklinać przy rodzicach, a teraz cały czas
przetrawiała fakt, iż znalazła się w gazecie.
Tymczasem Ryszard otarł pot z
czoła, a żona od razu spojrzała na niego z wyrzutem.
- No i po co się tak
wycierasz? Ciesz się, że nasza córka jest sławna. Kolejna w ramionach słynnego
piłkarza. – rozmarzyła się Irena, gdy tymczasem jej córki zajęły się lekturą
artykułu.
„Jak widać, zgrupowanie
polskiej reprezentacji w piłce nożnej ma charakter relaksacyjny. Nasi
kadrowicze nie próżnują, co szczególnie da się zauważyć w przypadku Łukasza
Teodorczyka. Napastnik, który pojawił się w Juracie dopiero w połowie
zgrupowania, od razu ruszył na łowy i upolował zjawiskową brunetkę.
Kim jest ta tajemnicza
piękność widziana na romantycznej kolacji z piłkarzem naszej reprezentacji? Czy
jest to tylko podopieczna fundacji „Spełniamy marzenia” a może nowa wybranka
serca polskiego piłkarza?
Sam zainteresowany zapytany o
śliczną nieznajomą oznajmił, że jest to jego nowa dziewczyna. Zakochanej parze
życzymy szczęścia i wytrwałości. Mamy również nadzieję, że szczęście osobiste
Teodorczyka przełoży się na jego osiągnięcia na EURO 2016.”
- Klara, nie chwaliłaś się, że
masz chłopaka… - Piszczek nadal śmiał się z tej całej sytuacji.
- Bo nie mam! – warknęła brunetka.
- Że też ty zawsze musisz tak
kłapać buzią. – rzekła z wyrzutem Joanna do męża.
- Nie no ja go zabiję! –
wrzasnęła Klara, po czym od razu zwróciła się do Łukasza. – Telefon!
- Ale Klara… - zaczął
łagodnie. – Nie rób niczego pochopnie…
- Powiedziałam: telefon!
- No dobrze, już dobrze. –
Piszczek wyciągnął z kieszeni smartphona, odnalazł numer do Teodorczyka i podał
go Klarze. Dziewczyna szybko wystukała odpowiedni ciąg cyfr i nacisnęła
słuchawkę, jednak napastnik nie odbierał. Udało jej dodzwonić dopiero za czwartym
razem.
- Ty półgłówku! Jak mogłeś mi
to zrobić?! – zaczęła bez ogródek.
- Ooooo, dzwoni moja nowa
dziewczyna. Miło cię słyszeć.
- Nie dość, że zrujnowałeś mi
nastoletnie lata, to teraz też chcesz to zrobić?! Co ty sobie wyobrażasz! Ty intelektualna
amebo, ten artykuł ma zostać usunięty, rozumiesz?!
- Nie, Skarbie. – odrzekł słodko,
czym wprawił Klarę w jeszcze większą furię. – Artykuł ma zostać dla potomnych.
- Zobaczysz, gorzko tego
pożałujesz!
- Niczego w życiu nie żałuję.
I zrozum, Piękna, gra się dopiero zaczęła. – odpowiedział spokojnie i…
rozłączył się.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Cześć Kochane! Witam Was z nowym rozdziałem :D
Dzisiaj mecz z Armenią, więc obowiązkowo kibicujemy naszym! :D
Niestety bez Arka, Łukasza i Michała...
Trzymajmy kciuki szczególnie za Milika. Aż nie mam słów, żeby to opisać, tak jest mi przykro.
Cóż, Kapustka ma pewne problemy natury psychicznej, Jędza i Arek zrozumieli, że zakład był sporym błędem, a w domu Państwa Bajkowskich panuje sielanka. No może trochę zakłócona przez artykuł w gazecie plotkarskiej. :D
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba :)


