środa, 9 listopada 2016

Chapter fifteen




 “You're in for a little more, it's getting scandalous
Yeah, all my life, yeah
I'm waiting for, the girl next door to get real dangerous”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

1.06.2016r. Gdańsk, Długie Pobrzeże
- Jesteś naprawdę słodki, ale chyba nic z tego nie będzie. – stwierdziła patrząc na niego swoimi wielkimi brązowymi oczami. Brunet aż zatrzymał się w miejscu na jej słowa.
- Dlaczego? – zapytał od razu chowając ręce w kieszeniach.
Szatynka oparła się plecami o barierki i westchnęła.
- Nasze oczekiwania chyba się rozmijają. Zrozum, ja lubię się bawić facetami, a ty? Byłeś z jedną dziewczyną prawie dwa lata. Ja niestety nie potrafię być stała w uczuciach.
Piłkarz wypuścił głośno powietrze z ust. Podszedł do niej, oparł się o barierki blokując jej możliwość ucieczki i znacznie ograniczając jej przestrzeń życiową.
- Ale kto powiedział, że ja szukam dziewczyny na stałe?
- A nie jest tak?
- Nie. – odpowiedział i wyzywająco spojrzał w jej oczy. Zuzia nie ugięła się pod ciężarem jego wzrok i również wpatrywała się w jego tęczówki, których kolor zlał się ze źrenicami. Pragnął jej – widziała to w jego oczach.
- A to, co wydarzyło się jeszcze w Juracie?
- To był tylko nic nieznaczący incydent, za który powinienem był cię przeprosić. Nie byłem wtedy sobą. – wyjaśnił. – To było tuż po rozstaniu i nie potrafiłem poradzić sobie sam. Dopiero teraz doceniam zalety bycie singlem. – błysnął białymi zębami.
- Ach tak. – szatynka głośno cmoknęła ustami.
- Na przykład mogę wymieniać smsy z pięknymi dziewczynami…
- Więc nie jestem jedyna? – uniosła wysoko brwi.
- Ktoś tu niedawno mówił, że nie lubi zobowiązań. – uśmiechnął się drwiąco, ale Zuzia machnęła ręką na jego słowa. Złapał ją – nie lubiła być jedną z wielu.
- Rozumiem, że teraz masz ochotę na ognisty romans, tak?
- Mam ci to udowodnić? – szepnął pochylając się nad nią i niebezpiecznie zbliżając się do jej szyi. Poczuła jego gorący oddech, a po jej ciele rozpłynął się przyjemny dreszcz podniecenia.
- Wierzę ci na słowo. Ale to nie dzisiaj. Jestem trochę śpiąca. – udała, że ziewa, a jej słowa całkowicie zdeprymowały Kapustkę.
Nie ogarniał tej dziewczyny, ale ta jej tajemniczość fascynowała go. Od początku jak tylko przyjechała do Juraty wpadła mu w oko. Piękna, pewna siebie, wygadana, wszędzie jej było pełno i co najważniejsze lubiła się dobrze zabawić. Miał już serdecznie dość dziewczyn, które liczyły albo na dozgonną miłość albo jego pieniądze. Zuzia niczego nie oczekiwała i to było w niej najlepsze.
– Odwieziesz mnie do domu? – zapytała a on od razu kiwnął głową i razem skierowali się w stronę auta.
KLARA
Czwartek, 2.06.2016r.,Gdańsk
Kolejny dzień upłynął mi na próbach wyciągnięcia od Zuźki, co robiła wczoraj po meczu. W końcu po wielogodzinnym błaganiu dowiedziałam się, że spędziła kilka godzin z Kapim. Niestety moje oczekiwania, że może nareszcie dopadła ją strzała Amora rozpadły się w pył, to miał być kolejny romans, nic więcej. Jednak ludzie się nie zmieniają.
Po południu razem z rodzicami i Piszczkami wybraliśmy się na spacer po gdańskiej starówce, a potem na kolację. To miał być ostatni wspólnie spędzony czas przed naszym wyjazdem na EURO. Ponieważ jutro rodzice mieli wrócić do Olszewa, Asia i Łukasz wybierali się wieczorem do jego rodzinnego domu, a Zuzia i ja miałyśmy w sobotę przyjechać do Krakowa.
Skłamałabym mówiąc, że nie chciałabym tam jechać, bo kto by nie chciał? Poza tym obroniłam się na piątkę, załatwiłam wszystkie formalności na studiach, więc to miał być zasłużony odpoczynek.
Był czwartkowy wieczór, chilloutowa muzyka sączyła się z głośników, na stole stały kieliszki i opróżniona do połowy butelka winy, a Zuzia i ja biegałyśmy jak opętane po mieszkaniu. Powód tego zamieszania był jeden – pakowałyśmy się na wyjazd do Francji. Amelka, o dziwo, bardzo grzecznie bawiła się na dywanie w salonie, a Aśka oczekując na męża, który właśnie wyszedł do sklepu, z pilotem w ręku skakała po kanałach telewizyjnych. Niedługo mieli ruszyć do Goczałkowic.
- Cholera jasna! – sarknęła Zuzia przetrząsając szafę w przedpokoju. – Klara, widziałaś może tę moją różową rozkloszowaną spódnicę?
- Nie! – odkrzyknęłam z własnej sypialni. – A może mignął ci gdzieś mój szary sweter?
Moja przyjaciółka jednak nie odpowiedziała i po chwili usłyszałam, jak ciężkimi krokami zbliża się do mojego pokoju.
- Czy ty oszalałaś? – zapytała stając w drzwiach ze skrzyżowanymi na piersi rękoma.
- O co chodzi? – zmarszczyłam brwi. – Zadałam zwykłe pytanie.
- Słońce… - dla odmiany uśmiechnęła się słodko i podeszła do mojej szafy. – Zamiast zabierać ten paskudny i bezpłciowy sweter, weź to. – podała mi czerwony kombinezon, w którym byłam w klubie w Juracie. Nie ukrywam, że wiązało się z nim wiele wspomnień, a byłoby tego jeszcze więcej, gdybym wtedy nie przesadziła z alkoholem i nie urwał mi się film.
- Przecież to mi się tam nie przyda! – zaoponowałam. No bo gdzie miałabym założyć taki seksowny ciuszek? Przecież  nie na mecz.
- Ja uważam wręcz przeciwnie. – odpowiedziała składając ubranie i wkładając je do mojej walizki. – Tyle randek się tam szykuje…
Jakiś czas temu sprzeciwiłabym się jej słowom, że przecież nie zamierzam chodzić na żadne rendez-vous, ale teraz sytuacja była zgoła odmienna i ostatecznie skapitulowałam.
- No dobra, może i masz rację. – zgodziłam się, a Zuźka uśmiechnęła się triumfalnie.
- Nasze rendez-vous tylko w wyobraźni… Rendez-vous z moich snów… - zaintonowała Zuźka kawałek zespołu Kombi i tanecznym krokiem wyszła z pokoju. Pokręciłam tylko głową – ona była niereformowalna.
Jakieś 15 minut, gdy dalej męczyłam się z pakowaniem, zauważyłam kątem oka, że do sypialni wchodzi Amelka. Nic się nie odzywała, więc i ja nie odrywałam się od układania ubrań w walizce. Kilka chwil później poczułam, jak stuka mnie w ramię.
- Ciociu… - zaczęła, a ja powoli odwróciłam się.
- Tak, Kochanie? – odpowiedziałam i dopiero wtedy zauważyłam, że dziecko trzyma coś w ręku. Coś czarnego, koronkowego i… Cholera jasna, ona miała w ręku moje najseksowniejsze stringi! Przełknęłam głośno ślinę, ale nie dałam po sobie niczego poznać. – Amelka, po co ci to?
- Bo widziałam, jak tata dał podobny ciusek mamie i powiedział, zeby nosiła to jak najcęściej. A ja chcę, zebyś i ty Ciociu, ładnie wyglądała. – wyjaśniła rezolutnie. Och, jakie to wszystko było proste w oczach dziecka.
- Masz rację, Kochanie, wezmę to. – powoli odebrałam jej stringi i włożyłam je do walizki cała czerwona. Na szczęście w porę odezwał się dzwonek do drzwi. Rzuciłam się szybko, myśląc że to Piszczek, ale tam stał facet z ogromnym bukietem czerwonych róż w ręku. Otworzyłam szeroko oczy i stwierdziłam, że pewnie mężczyzna się pomylił, co nie zmienia faktu, że szczęściarą była tak, która miała dostać te kwiaty. Facet miał gest.
- Pani Klara Bajkowska? – zapytał. Otworzyłam szeroko ze zdziwienia i kiwnęłam głową. – To dla pani. – powiedział i wręczył mi bukiet. Zrobiłam krok i stanęłam na środku przedpokoju.
- Kto to był? – krzyknęła Zuźka.
- Posłaniec. – odpowiedziałam. Dostałam przepiękne kwiaty, tylko od kogo? Przez 5 lat związku z Krystianem otrzymałam tylko kilka pojedynczych róż, a tutaj taki bukiet. No proszę i niech mi ktoś powie, że bycie singlem nie jest lepsze od chodzenia z byle kim?
- Wooooow. – moja siostra weszła do przedpokoju. – To twoje?
- Chyba tak. – odpowiedziałam słabo.
- Ojacieżpierdzielę. – zaklęła Zuźka i dopiero po chwili zmitygowała się, że obok stoi Amelka i wszystko słyszy.
- Od kogo są te kwiatki, ciociu? – zapytała moja siostrzenica.
- Nie wiem, Kochanie. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. W końcu ocknęłam się i znalazłam ukryty w bukiecie bilecik. - „Moje oczy są oczami wariata, gdy spotkają się z Twoimi oczami. Ł.” – przeczytałam na głos i aż usiadłam z wrażenia na kanapie. A więc to Łukasz przysłał mi te kwiaty…
- Fiu, fiu, fiu. – moja przyjaciółka aż zagwizdała z wrażenia.
- Hmmm, jednak ten Teodorczyk nie jest taki zły jak się wydaje. – zachichotała Joanna.
- Zdecydowanie nie… - odrzekłam. Wstałam, włożyłam je do wazonu i wzięłam do ręki telefon – musiałam jakoś za nie podziękować.
KLARA - „Dziękuję za kwiaty. Są przepiękne.” – wystukałam na klawiaturze i wysłałam do Teodorczyka. Odpowiedź przyszła minutę później.
ŁUKASZ -  „Chciałem pokazać Ci, że cały czas myślę o Tobie i nie potrafię przestać. Co Ty ze mną robisz?”
Ups, czyżby mój plan zaczął działać? Aż uśmiechnęłam się na tę myśl, chociaż z nim to nigdy nic nie wiadomo do końca.
KLARA - „Myślę, że nic dobrego :P” – odpisałam.
ŁUKASZ - „A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Chciałbym, żeby ten stan trwał jak najdłużej.”
KLARA - „Postaram się, żeby tak było… Kolorowych snów :)”
ŁUKASZ - „Będą takie, jeżeli się w nich pojawisz… Śpij dobrze Księżniczko :*”
Spełniła się dokładna odwrotność, tego, czego chciał Teo, ponieważ to on przez całą noc nie dawał mi spokoju i męczył mnie w moich snach…


“I’ll just keep holding on
I’ll just be all you need”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

2.06.2016r. Autostrada A1
- Nie podoba mi się to. – mruknął Łukasz Piszczek jadąc autostradą gdzieś pomiędzy Gdańskiem a Łodzią.
- Oj, Kochanie… - zaczęła Joanna. Kierowali się w stronę rodzinnego domu piłkarza. Amelka na szczęście szybko usnęła w samochodzie. – Zaufajmy Klarze, przecież jest dorosła.
- Może i jest dorosła, ale ten związek z Teodorczykiem… Coś mi tutaj nie gra. – obrońca poruszył śmiesznie ustami i zredukował bieg przygotowując się do wyprzedzania ciężarówki.
Joanna w ostatniej chwili ugryzła się w język, ponieważ miała zaprotestować stwierdzeniu swojego męża, ale przecież nie mogła wyjawić mu sekretu siostry. Stwierdziła, że Łukasz i tak nie zrozumiałby misternego planu Klary.
- Dajmy im czas. Dlaczego od razu ich skreślasz?
- Bo to niereformowalny podrywacz. – odparł krótko. - Nie chcę, żeby Klara cierpiała przez niego.
- Ja też tego nie chcę. Ale póki co nic nie wskazuje na to, że stanie się coś złego. Przecież Łukasz stara się o nią. Widziałeś jakie piękne kwiaty jej przysłał… - powiedziała znacząco brunetka. – Swoją drogą to ja dawno takich nie dostałam…
Piszczu spojrzał szybko na żonę, a ta uśmiechała się tajemniczo i w lot zrozumiał aluzję ukochanej. Chyba jutro czekał go spacer do kwiaciarni…
KLARA
3.03.2016r. Gdańsk
Popijałam właśnie poranną kawę, gdy odezwał się mój telefon. Odblokowałam smartphona, a moim oczom ukazało się powiadomienie z Facebooka: „Łukasz Piszczek i Łukasz Teodorczyk mają dziś urodziny. Prześlij życzenia!”.
- O jasna cholera. – mruknęłam pod nosem.
- Co się stało? – Zuźka wyjrzała zza drzwi łazienki.
- Łukasz ma dzisiaj urodziny…
- Twój szwagier? Pamiętam. – odpowiedziała obojętnie.
- Nie tylko on. Teodorczyk. – jęknęłam.
- No co ty gadasz?! – moja przyjaciółka otworzyła szeroko oczy i przyszła do kuchni. – Masz prezent? – zaśmiała się.
- A powinnam? No bez przesady…
- To chociaż złóż mu życzenia. – wzruszyła ramionami i wróciła przed lustro.
Odstawiłam kubek z kawą na stół i ponownie wzięłam do ręki telefon. Kilkukrotnie zmieniałam treść smsa, no bo czego powinnam mu życzyć? Żeby wpadł w moje sidła? Bez sensu. W końcu wybrałam jego numer i zdałam się na żywioł. Odebrał już po dwóch sygnałach.
- No proszę, proszę, kto do mnie dzwoni! Już wiem, że ten dzień będzie piękniejszy niż zwykle.
- Cześć Łukasz. Właśnie dowiedziałam się, że kończysz dzisiaj 25 lat i chciałabym życzyć ci wszystkiego, co najlepsze, spełnienia marzeń, dużo zdrowia i piłkarskich sukcesów. – złożyłam mu życzenia i odetchnęłam z ulgą.
- Bardzo dziękuję. – czułam, że się uśmiecha do słuchawki.
- A co do prezentu…
- Prezenty przyjmuję tylko w naturze. – przerwał mi i całkowicie wytrącił z równowagi.
- No dobrze… - odpowiedziałam słabym głosem. – To do zobaczenia jutro. – i rozłączyłam się.
- I jak tam? – zapytała moja przyjaciółka.
- Powiedział, że prezenty przyjmuje tylko w naturze. – jęknęłam.
- Ciesz się. Dostanie buzi i po problemie. – stwierdziła wzruszając ramionami. No ja nie wiem, czy tak od razu po problemie… Bo czy on oczekiwał jedynie pocałunku jako prezentu? Aż wzdrygnęłam się na tę myśl.
Kilka minut później od razu wykręciłam numer do mojego szwagra, życząc mu dużo miłości, pociechy z żony i dziecięcej drużyny piłkarskiej. Piszczkowi bardzo spodobały się moje życzenia, czym od razu podzielił się z moją siostrą. Ta stwierdziła, że chyba mam nie po kolei w głowie. Może i mam, ale to w końcu rodzinna cecha. Na koniec rozmowy dodałam, że tradycyjnie jak co roku dostanie w prezencie torbę słodyczy i rozłączyłam się, bo przecież jutro mieliśmy się spotkać ponownie.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

4.06.2016r. Kraków
Piłkarze powoli zjeżdżali się do Hotelu Starego na krakowskiej starówce. Każdy z nich musiał przebrnąć przez ogromny tłum kibiców, którzy z telefonami i notesami w ręku czekali na zdjęcia i autografy zawodników. Większość z reprezentantów cierpliwie spełniała prośby fanów, część natomiast przemknęła do hotelu tylnym wyjściem.
Piotrek Zieliński i Bartek Salamon, którzy jako jedni z pierwszych przyjechali na zgrupowanie, właśnie zjeżdżali windą na parter.
- Powiedz mi, Zielu, ale tak czysto hipotetycznie – wierzysz w przyjaźń damsko-męską? – zagaił obrońca włoskiego Cagliari.
Kumpel spojrzał na niego z ukosa.
- Nie. – odpowiedział rzeczowo. – Wierzę w miłość, namiętność, nienawiść, pożądanie między mężczyzną a kobietą, ale na pewno nie w przyjaźń.
- Bo ja się zastanawiam… - zamyślił się głęboko Bartek. – W sumie dlaczego nie? Przecież kobieta i facet mogą się lubić, fajnie dogadywać, mieć podobne zainteresowania, lubić spędzać ze sobą czas. Co z tym złego.
- Stary, to jest zgubne. – oznajmił Zielu, gdy winda zatrzymała się na parterze. – Przerabiałem już to kiedyś i nie polecam. Wystarczy, że laska jest naprawdę ładna i chociaż przez chwilę pomyślisz o niej inaczej jak o przyjaciółce albo ktoś ci szepnie, że pasowalibyście do siebie. Bańka mydlana pryska, a ty cierpisz, bo ona widzi w tobie tylko kumpla.
- Ale zawsze jest jakaś szansa na czystą duchową przyjaźń… - odparł nieśmiało Salamon.
- Taaaa… To wychodzi jedynie w przypadku, gdy przyjaźnisz się z totalnym paszczurem, a obaj wiemy, że Klara nim nie jest, wręcz przeciwnie. – puścił mu oko Piotrek, a jego kolega aż poczerwieniał i nie odezwał się już ani słowem.
Zieliński naprawdę dał mu do myślenia, ale na tę chwilę Bartek nie potrafił zrezygnować z Klary i cały czas powtarzał sobie, że przecież tylko ją bardzo lubi. Mieli podobne zainteresowania, dobrze się dogadywali i rozumieli, znali swoje tajemnice (no może oprócz jednej, której jak dotąd jeszcze piłkarz jej nie wyjawił), ale nic poza tym. Zdawał sobie sprawę z tego, że brunetka jest naprawdę piękna i nie jeden facet chciałby ją mieć, ale on miał na razie dosyć związków i zobowiązań. Bardzo lubił Klarę i koniec kropka. Szkopuł w tym, że jednak trochę zabolało go, gdy zobaczył ją na stadionie w koszulce Teodorczyka, a potem w jego ramionach. Cały czas jednak wmawiał sobie, że to nic takiego i dziewczyna nadal jest dla niego tylko przyjaciółką. 

KLARA

Około godziny 13 byłyśmy już z Zuzią w hotelu na krakowskiej starówce, niedaleko miejsca, gdzie rozlokowani byli piłkarze. Traf chciał, że w tym samym miejscu pokoje wynajęło większość z żon i dziewczyn zawodników naszej reprezentacji, w tym moja siostra, która akurat miała pokój centralnie pomiędzy moim lokum a mojej przyjaciółki. Podróż trwała dobrych kilka godzin, ale na szczęście większość czasu przespałam i teraz miałam mnóstwo sił do zwiedzania.
Dzień był przepiękny, słoneczny i bardzo ciepły. Aż nie chciało się siedzieć w murach hotelu. Postanowiłyśmy z Zuzią i Joanną, że za jakąś godzinę zobaczymy się przy recepcji i wspólnie ruszymy na podbój Krakowa.
Postawiłam dzisiaj na słodki look i już kończyłam malowanie rzęs, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam pewna, że to moja siostra albo Zuzia, dlatego od razu wykrzyknęłam: „Otwarte!”.
- Klara? – usłyszałam nieznajomy głos. Chociaż, ja go gdzieś już słyszałam… Wyszłam z łazienki, a moim oczom ukazała się… Angela!
Od razu stanęłam w pozycji obronnej splatając ramiona na piersi.
- Co ty tutaj robisz?!
- Spokojnie, przyszłam tutaj w pokojowych zamiarach. – odpowiedziała spokojnie. – Musisz mi pomóc. – oznajmiła.
Tylko niby w czym ja miałabym jej pomóc?
------------------------------------------------------------------------------- 
 Cześć Kochane! :*

Przybywam ze świeżutkim rozdziałem piętnastym :)

Jak widzicie, Teo stara się i to bardzo, ale to nie jest jeszcze szczyt jego możliwości :D
Dzisiaj w końcu w rozdziale jest trochę Piszczka, obiecuję, że będzie go jeszcze więcej :)

Mam pewną zagwozdkę, ponieważ w ostatnim czasie bardzo spadła mi liczba komentarzy. Myślałam, że jest Was po prostu mniej, bo opowiadanie przestało się Wam podobać albo się znudziło, ale nie, czytelniczek nadal jest dużo, bo i licznik na blogu niedługo wybije okrągłą liczbę 10000! 
Tylko, pytam, czy tak ciężko napisać chociaż jedno zdanie? :( Same wiecie, że nic tak nie motywuje do pisania jak Wasze opinie. Wówczas mamy interakcję autor-czytelni, co naprawdę pomaga w tworzeniu opowiadania i jest budujące dla piszących. 

Już więcej nie nudzę, tylko przypominam, że w piątek i poniedziałek mocno trzymamy kciuki z chłopaków! :D
A kolejny rozdział pojawi się w za tydzień, w środę wieczorem :)

Dzisiaj w prezencie Teo i Piszczek, którzy naprawdę obchodzą tego samego dnia urodziny :))





czwartek, 3 listopada 2016

Chapter fourteen




“Than a heart that feel and a heart that's true
Somethin' that you've got to know this girl”

KLARA

Stadion Energa Gdańsk, 1.06.2016r.
J A S N A C H O L E R A. Dawno nie było mi tak głupio.
Łukasz wręczył mi wczoraj swoją reprezentacyjną koszulkę i nie miałam wyjścia – musiałam pojawić się dzisiaj w niej na trybunach, żeby utrzymać tatę w przekonaniu o naszym związku. Rodzice byli poinformowani w przeciwieństwie do licznych WAGs, które teraz jedna przez drugą gratulowały mi, że dołączyłam do ich grona. Marta Glik nawet życzyła nam dużo dzieci, żartownisia jedna.
Powiedzcie mi, w co ja się wpakowałam? I na co mi to było?
Na szczęście humor poprawiała mi myśl, że te wszystkie cierpienia teraz to część zemsty idealnej. O moim planie jak do tej pory wiedziały tylko Zuzia i Joanna, z tą różnicą, że pierwsza z nich pochwalała mój pomysł, a druga była nastawiona dosyć sceptycznie. Ale co moja siostra, która prawie zawsze miała w życiu ogromne szczęście może wiedzieć o zemście?
W każdym razie starałam się zachowywać chłodną głową i z przyklejonym uśmiechem na ustach przyjmować kolejne gratulacje. Inaczej było z moją przyjaciółką – Zuźka bowiem siedziała jak na szpilkach i pilnie wypatrywała na boisku pewnego bruneta, z którym od czasów zgrupowania dosyć często wymieniała namiętne smsy. Była totalnie czerwona i przez to nie przypominała samej siebie, bo odkąd ją znam to ona sprawiała, że faceci puszczali przysłowiowego buraka.
- Zuzia, nic nie chcę mówić… - zaczęłam niepewnie.
- No to nie mów. – odrzekła krótko.
- Ale… Jesteś cała czerwona. – zauważyłam, na co ona spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach. – Może przynieść ci butelkę zimnej wody?
- Mam. – sarknęła i przyłożyła lodowaty napój do czoła i policzków. – Dlaczego dzisiaj jest tak gorąco? – jęknęła.
- Zuzia… Ale dzisiaj jest zaledwie 20 stopni. To żaden upał.
- To wszystko przez niego! – tupnęła nogą i wskazała na Bartka Kapustkę, który właśnie zauważył nas i uśmiechnął się do Zuzi, a ta tylko odwzajemniła grymas i szybko zasłoniła twarz włosami. – Nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy w życiu głupie smsy tak na mnie nie działały. Nie potrafię ogarnąć samej siebie.
- Słońce, po prostu się zakochałaś. – położyłam jej dłoń na ramieniu i próbowałam uspokoić. Przyniosło to skutek całkowicie odwrotny. Zuźka strzepnęła moją rękę i prychnęła.
- Wypluj to słowo. Miłość nie istnieje.
- Zobaczymy. – wyszczerzyłam się i zauważyłam, że obok Kapustki pojawił się też drugi Bartek. Trochę już się nie widzieliśmy i w sumie to trochę tęskniłam za naszymi rozmowami. Pomachałam mu i zawołałam go do siebie. Fajnie dla odmiany było pogadać z kimś normalnym.
***
- Cześć! Jak się cieszę, że cię widzę! – kilka minut później już ściskałam Bartka na powitanie. – Gratuluję powołania.
- Dzięki. W sumie to nic takiego. – odpowiedział jak zwykle skromny.
- Jak to nie?! Trochę wiary w siebie! Jedziesz reprezentować nasz piękny kraj na Mistrzostwach Europy. – uśmiechnęłam się.
Usiedliśmy na trybunach, a Bartek wskazał na Zuzię, która tylko mruknęła pod nosem „cześć”.
- Co jej jest?
Nachyliłam się konspiracyjnie i szepnęłam mu do ucha:
- Zakochała się. Tylko jeszcze o tym nie wie.
Bartek w odpowiedzi roześmiał się, a po chwili usłyszeliśmy głos jak z zaświatów, sorry, zza włosów Zuźki:
- Słyszałam.
Wypięłam jej język, co sprawiło, że moja przyjaciółka chociaż na chwilę się rozchmurzyła.
- Opowiadaj, co tam u ciebie. Czekałam na wieści, a tu nic, tylko głupie zaproszenie na fejsie. – zrobiłam minę smutnego szczeniaczka.
- Klara, naprawdę przepraszam cię. – Bartek chyba nie zrozumiał żartu. – W Arłamowie byłem taki zajarany treningami, że nie potrafiłem myśleć o niczym innym jak o piłce, a potem… Musiałem załatwić pewne sprawy we Włoszech, ale już wszystko jest ok. Obiecuję odzywać się częściej.
- No ja myślę. – spojrzałam na niego poważnie ale z uśmiechem błąkającym się na moich ustach. – Ale rozumiem, że te problemy, o których nie chciałeś mi powiedzieć to już przeszłość?
- Tak. – kiwnął głową i jakby odetchnął z ulgą. – A u ciebie widzę trochę się pozmieniało? Chyba stara miłość nie rdzewieje. – Bartek znacząco popatrzył na koszulkę, którą miałam na sobie.
- No cóż… - westchnęłam i uśmiechnęłam się krzywo. Miałam teraz sporą zagwozdkę, bo z jednej strony czułam się głupio, że oszukuję swojego przyjaciela, ale z drugiej, to nadal jest facet i chyba nie zrozumiałby planu mojej wyrafinowanej zemsty. Tak więc, niestety nie mogłam powiedzieć mu całej prawdy. Szkoda. – Pewnie masz rację. Ale przecież to i tak nie zmienia niczego między nami. Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
- Jasne. – uśmiechnął się, a ja nadal miałam wyrzuty sumienia, że nie mogę w tej chwili powiedzieć mu, że to wszystko to jedna wielka farsa. No cóż, czasami trzeba się poświęcić.
- Ale nie tylko u mnie się pozmieniało. – szybko zmieniłam temat i wskazałam na Angelę, która siedziała w arkowej koszulce.
- Nie nadążam już za nimi. – zaśmiał się piłkarz. - Najpierw się rozstają, potem się godzą, pomieszanie z poplątaniem.
No i po raz kolejny musiałam ugryźć się w język, bo Bartek nie wiedział, co działo się między ich rozstaniem a rzekomym pogodzeniem. Strasznie rozwiązłe życie prowadziłam w tej Juracie…
- Co ty tutaj robisz?! – dało się słyszeć dosyć burzliwą rozmowę Angeliki i Arka. – Miało cię tu nie być.
- Aruś, zrobię wszystko, żebyśmy znowu mogli być razem. – dziewczyna jak widać nie dała za wygraną, a ja i Bartek spojrzeliśmy po sobie i roześmieliśmy się. Nie było sensu dalej słuchać tej głośnej wymiany poglądów.
Opowiedziałam mu jeszcze o mojej obronie, Bartek pokazał mi zdjęcie swojego małego siostrzeńca, który urodził się kilka dni temu i bylibyśmy jeszcze dłużej tak miło gawędzili, gdybym nie usłyszała głosu mojego „chłopaka”. Mając jednak na uwadze mój dalekosiężny cel, tylko zaklęłam w myśli, ale po chwili przykleiłam na twarz uśmiech i odwróciłam się.
- No nie, tak krótko jesteśmy razem a już mnie zdradzasz? – zażartował Teodorczyk i pochylił się, żeby przywitać się ze mną. Co z tego, że obok nas siedział Bartek i moi rodzice? Swoją dziewczynę trzeba pocałować na dzień dobry i koniec. Ja w ostatniej chwili delikatnie się odwróciłam, dlatego trafił tylko w kącik ust.
- Ja już uciekam. Chcę jeszcze jakoś zmotywować się przed meczem. – Salamon uniósł ręce do góry i wstał z miejsca.
- Bartuś, polecam znalezienie dziewczyny – to najlepsza motywacja. – polecił mu Łukasz.
- Pomyślę o tym. – Salamon puścił oczko i poszedł.
- Nie za bardzo wczuwasz się w rolę? – zmrużyłam oczy patrząc na napastnika.
- Jeżeli mam być szczery, nie miałbym nic przeciwko gdybyś chciała jeszcze dłużej poudawać. – pochylił się nad moim uchem i objął mnie ramieniem. – Bo to właśnie w mojej koszulce siedzi najpiękniejsza dziewczyna na trybunach. – szepnął, a mi zrobiło się gorąco.
Wyprostowałam się i odchrząknęłam głośno, jednak nie skomentowałam tego w żaden sposób.
- Gdybyś pojechała na EURO jako moja dziewczyna, gwarantuję ci, że byłbym w takiej formie, że nasza reprezentacja zdobyłaby mistrzostwo.
Spojrzałam na niego i roześmiałam się głośno.
- Wolałabym jednak, żebyś na razie dzisiaj coś strzelił. Mam nadzieję, że nie przyszłam tutaj na darmo. – zmierzyłam go wzrokiem.
- Zrobię dla ciebie wszystko, Kochanie. – powiedział głośno, zbyt głośno, tak żeby to doleciało do moich rodziców.
- Leć już, bo chłopaki wyjdą na boisko bez ciebie i nici z obietnic. – poleciłam mu, a on znowu mnie pocałował, ale tym razem trafił w usta i odszedł. Cóż, Klara, chciałaś to masz.
- Nic nie mów. – zwróciłam się do Zuźki, która spojrzała na mnie z głupim uśmieszkiem na ustach.
- Nic nie mówię. Chciałam tylko cię pochwalić, że dobrze ci idzie. Niedługo Teodorczyk będzie jadł ci z ręki. – zaśmiała się.
Zgromiłam ją wzrokiem, bo zauważyłam, że zbliża się do nas moja mama. Klapnęła ciężko na krzesełku, które przed chwilą grzał Łukasz i spojrzała na mnie poważnie.
- Dziecko, czy ty jesteś pewna, że to właściwy chłopak?
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. – skrzywiłam się.
- Bo ten Bartek tak na ciebie patrzy, że aż iskry lecą.
Przewróciłam oczami w odpowiedzi.
- Mamo, idź do okulisty. Chyba wzrok ci się popsuł.
Mama jednak nie dawała za wygraną. No cóż, po kimś musiałam odziedziczyć silny charakter.
- Pytam więc, czy Łukasz to ten właściwy?
- Żaden z nich nie jest właściwy, mamusiu. – odpowiedziałam ucinając dyskusję i pierwszy raz od kilku dni nie skłamałam. Bo aktualnie nie planowałam zakochania. Chociaż… Czy miłość można zaplanować? Nie sądzę.


„Don't you give up, nah-nah-nah,
I won't give up, nah-nah-nah,
Let me love you,
Let me love you”


WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

- No i mówię wam chłopaki, wysiadamy z Anią i dzieciakami z samochodu pod stadionem, a tutaj podlatuje do nas taka młoda blondynka, na oko ze dwadzieścia lat, rzuca mi się na szyję i pyta mnie, czy kiedyś pójdziemy razem na wódkę. Na to ja ją odpycham, mówię, że piję tylko w gronie rodzinnym, a ona ucieka z głośnym płaczem. Ania patrzy na mnie, ja na nią i już wiem, że zaraz dostanę w mordę. Na szczęście, moja żona jest aniołem i pyta mnie, kto to był. Ja wzruszam ramionami i idziemy na stadion, jak gdyby nigdy nic. Jednak ciężko był sławnym. – sapnął Peszkin i usiadł na ławce pomiędzy Lewandowskim a Grosickim.
- Peszkin ty to masz zawsze takie przygody, że zastanawiam się, czy to nie ty przypadkiem napisałeś „Opowieści z Narni”. – skomentował Robert, na co wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.
- A wiesz, Stary, że kiedyś myślałem o tym, żeby zostać pisarzem.
- Ale zostałeś Peszkinem polskiej piłki i wszyscy są z tego powodu zadowoleni. – przerwał mu Grosicki, po czym cała szatnia znowu zadrżała od śmiechu piłkarzy.
***
- Dobrze, że nie zakładałem się z Teo o to samo, co z tobą. – wyszczerzył się Jędza do Milika wiążąc sznurówki przy butach.
Arek spojrzał na niego znad plastikowej butelki, z której przed chwilą wypił kilka łyków wody.
- Chyba mylisz pojęcia. - napastnik potrząsnął głową. - Teodorczyk nie ma wypisane na czole, że się z nią przespał.
Artur w odpowiedzi zrobił facepalma.
- Stary! Na jakim ty świecie żyjesz?! Wierzysz, że Teo potrafiłby żyć w celibacie? Bo ja nie.
- Ale Klara… - zaczął niepewnie Milik, ale Jędrzejczyk od razu mu przerwał.
- Ja wiem, że Klara to porządna dziewczyna, ale sam wiesz, że miłość nie wybiera i ogłupia człowieka. - rzekł filozoficznie obrońca. - Musisz uznać wyższość umiejętności uwodzicielskich kumpla. Może ma lepszy bajer. - roześmiał się i pocieszająco poklepał Arka po plecach.
A tymczasem Łukasz, o którym przed chwilą rozmawiali, wszedł do szatni. Jego myśli cały czas wypełniała Klara. Na maksa go pociągała, chciał ją mieć tu i teraz i był zadowolony z faktu, że wszyscy uważali, że są razem. Nie zastanawiał się, co będzie za kilka dni, ani gdy wyjdzie na jaw cała prawda. Liczyło się dla niego tylko to, co jest teraz. Był dumny, że to w jego koszulce siedzi na trybunach najpiękniejsza dziewczyna i że przyszła dla niego, niezależnie od pobudek jakie nią kierowały. Cieszył się, że chociaż teoretycznie ona należy teraz do niego.
Co prawda wszystko to nie było podszyte uczuciami, bo napastnik po prostu jeszcze nigdy w życiu nie był tak naprawdę zakochany i obce mu były takie emocje. Potrafił odczuwać jedynie pożądanie, słowo „kochać” nie istniało w jego słowniku. W jego dwudziestopięcioletnim życiu było już bardzo dużo dziewczyn, ale żadna z nich nie zagościła w nim na dłużej. A może to on po prostu nie potrafił odczuwać więcej niż tylko pociąg fizyczny. Potrafił docenić walory kobiecej urody i nigdy nie brał pierwszej lepszej, a do jego łóżka trafiały tylko dziewczyny z najwyższej półki. Czasami musiał się napocić, żeby sprawić, że konkretna laska akurat z nim spędziła noc, ale gra była warta świeczki.
Teraz miał sporą zagwozdkę, bo Klara zdecydowanie stanowiła nielada wyzwanie. Wiedział, że tak łatwo mu z nią nie pójdzie, zważywszy chociażby na ich krótką wspólna przeszłość. Zdawał sobie sprawę z tego, że pewnie będzie musiał postarać się bardziej niż zwykle, ale pragnienie posiadania brunetki było silniejsze niż cokolwiek innego. Będąc obok niej czuł ją całymi zmysłami, wdychał zapach jej perfum, dotykał jej rozpalonej skóry. Nawet, gdy ją całował, nie było to automatyczne, on zasmakowywał się w niej. I myślał o niej coraz częściej. Czuł, że dziewczyna powoli zaczyna władać jego życiem. Nie wiedział do końca co się z nim dzieje, ale chciał, żeby ten stan trwał jak najdłużej.
Teraz jego gorące rozmyślania przerwał głos kapitana drużyny. Robert jak zawsze przed meczem zapodał im motywacyjną gadkę i wyszli z szatni.
***
Niestety nasi piłkarze nie popisali się, a mecz nie należał do gatunku tych, które dobrze się wspomina. Co prawda było to spotkanie towarzyskie, ale przedostatnie przed EURO i nie nastrajało zbyt optymistycznie. Nasi zawodnicy nie potrafili przebić się przez mur holenderski, a jedyną bramkę dla Polski strzelił Artur Jędrzejczyk.
Milik spędził na boisku całe 87 minut starając się nie patrzeć w stronę trybuny rodzinnej, gdzie Angela cały czas skandowała jego imię. Jego zmiennikiem okazał się Teo, który obiecał Klarze tyyyyle bramek, a w sumie to nie zrobił na boisku prawie nic. Salamon całe spotkanie obejrzał z ławki rezerwowych, a Piszczek rozegrał tylko pierwszą połowę.
Polacy schodzili z boiska z kwaśnymi minami chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym meczu.
- Powiem tylko jedno, chłopaki. – rzekł Kamil Grosicki tuż po wejściu do szatni. – Szkoda kurwa gadać, szkoda strzępić ryja.
- Dobra, dobra, luzik. – atmosferę próbował uspokoić Grzegorz Krychowiak. – Nie popisaliśmy się, to fakt, ale odbijemy sobie na EURO.
- Przypominam, że w poniedziałek gramy w Krakowie z Litwą i wypadałoby jeszcze przed EURO zetrzeć złe wrażenie. – zauważył Robert Lewandowski. Nie był zadowolony zarówno ze swojej drużyny, jak i samego siebie. Uważał, że stać ich na dużo więcej i miał nadzieję, że we Francji uda im się stworzyć prawdziwy team spirit.

KLARA

- No i gdzie były te bramki, które mi obiecałeś? – zaczepiłam Teodorczyka, zaraz po wyjściu ze stadionu. Chciałam go trochę podenerwować.
- Gdybym grał cały mecz wszystko wyglądałoby inaczej. – mruknął. Ups, chyba dotknęłam bolesnej struny.
- Wierzę. – cmoknęłam ustami. – Muszę uciekać. – rzekłam świdrując go oczami.
Łukasz jakby się otrząsnął.
- Rozumiem, że widzimy się w Krakowie? – zbliżył się do mnie na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Czułam jego oddech na mojej twarzy.
- Tak, tylko jest jeden problem… - spojrzałam na niego z wyczekiwaniem, a on uniósł brwi ze zdziwienia.
- Nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać. – odpowiedział.
- Tylko, że teraz nasz układ ulega rozwiązaniu. – przejechałam palcem wzdłuż jego ramienia. Widziałam, że przeszył go prąd. Wiedziałam, że działam na niego i to sprawiało mi sporą przyjemność. Mój plan coraz bardziej zaczynał mi się podobać.
- Mogę chociaż w przyjemny sposób go zakończyć? – zapytał cicho patrząc mi głęboko w oczy, a ja skinęłam głową.
Pochylił się, ujął moją twarz w dłonie, dotknął swoimi ustami moich, a nasze wargi rozpoczęły szalony taniec. Czułam go całym ciałem, a w moim wnętrzu rozpłynęło się niezwykle przyjemne ciepło. Nie potrafiłabym skłamać, że mi się to nie podobało, bo robił to w naprawdę idealny sposób. Z ogromną niechęcią oderwaliśmy się od siebie.
- To jeszcze nie koniec… - powiedział tajemniczo.
- Wiem o tym. – uśmiechnęłam się szelmowsko i odeszłam do samochodu siostry czując, że Teodorczyk odprowadza mnie wzrokiem.
Rodzice już wcześniej zabrali ze sobą Amelkę, której chciało się spać i teraz wracałyśmy we dwie do mojego mieszkania. Zuźka była niezwykle tajemnicza i powiedziała, że wróci później. Nie zamierzałam w nic ingerować i wypytywać, wiedząc, że prędzej czy później ze wszystkiego mi się wyspowiada. Joanna miała nocować u mnie, ponieważ chciałyśmy zrobić sobie damski wieczorek. Nie odzywała się ani słowem praktycznie przez całą drogę do mieszkania. Wymieniałyśmy tylko uwagi dotyczące meczu.
Dojechałyśmy w końcu do bloku, weszłyśmy do środka, a ja od razu skierowałam się do kuchni. Zrobiłam nam po herbatę i z dwoma parującymi napojami wkroczyłam do pokoju.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. – powiedziała Asia. Wiedziałam, że jak zwykle martwi się o mnie, ale naprawdę w tym wypadku nie było potrzeby. Kontrolowałam sytuację.
- Oczywiście, że tak . – zapewniłam ją. – Po prostu łączę przyjemności z pożyteczną zemstą.
- No dobrze, jesteś dorosła. Tylko uważaj, żeby się nie zakochać.
- Asia… - spojrzałam na nią z wyrzutem. – Proszę cię. Nie ma takiej opcji. Tutaj chodzi tylko o to, żeby to Łukasz wpadł w moje sidła. Po prostu mi zaufaj.
Ale czy ja ufałam samej sobie? Wszystko fajnie, udawaliśmy parę, a teraz układ uległ rozwiązaniu. I co dalej? Dalej miałam zamiar uwodzić Teodorczyka. A potem? Potem się zobaczy. 
----------------------------------------------------------------------------------
Wracam do Was trochę wcześniej niż zapowiadałam :)

Mój laptop śmiga aż miło, tak więc od razu zaznaczam, że nowy rozdział pojawi się w środę wieczorem :)

Jak widzicie, Klara dalej wciela swój plan w życie i wychodzi jej to coraz lepiej :)

Przepraszam za moją lakoniczność, ale jeszcze przeżywam wczorajszy mecz Legii, a w dodatku nasz bohater Teo dzisiaj znowu strzelił dwie bramki! :D
Chapeau bas!

Życzę Wam miłej lektury i śmigam nadrabiać zaległości na Waszych blogach :)

Dzisiaj na deser siostry Bajkowskie :)



P.S. Liczę na Wasze komentarze! :))