czwartek, 5 stycznia 2017

Chapter twenty-two




 “You're the fear, I don't care
Cause I've never been so high
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites”

KLARA

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, wtorek, 14.06.2016r. godz. 05:30
Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem drugie. Wnętrze pomieszczenia, w którym przebywałam za nic w świecie nie przypominało mojego pokoju w hotelu Mercure. Już zaczynałam się zastanawiać, gdzie jestem, gdy uświadomiłam sobie, że leżę na prawym boku, a na mojej talii spoczywa czyjaś ręka. Po jej ciężarze wywnioskowałam, że jest to kończyna należąca zapewne do jakiegoś mężczyzny i w dodatku zorientowałam się, że jestem całkiem naga. Delikatnie i powoli przekręciłam się na plecy i zobaczyłam, że obok mnie leży śpiący Łukasz Teodorczyk. W jednej chwili przypomniałam sobie wszystko, co wydarzyło się dzisiejszej nocy i… Cholera jasna, więc to wszystko jednak mi się nie przyśniło!
Z wrażenia i nagłego przypływu podniecenia aż zacisnęłam powieki, a po chwili ponownie spojrzałam na blondyna i próbowałam poukładać sobie w głowie pewne rzeczy. Zacznijmy od tego, że wczoraj niesiona dziwną siłą przypałętałam się do hotelu reprezentacji, spotkałam Łukasza, poszliśmy do jego pokoju i potem wszystko potoczyło się samo…
Ups, no zapomniałam przecież, że jeszcze w międzyczasie on wyznał mi miłość, a ja zrozumiałam, że chyba czuję do niego to samo. No pięknie Klara, więc już po zemście doskonałej. Zresztą, co mi tam jakaś zemsta za jedną nieudaną randkę, gdy byliśmy jeszcze małolatami, gdy ja dzisiaj przeżyłam najlepszą noc w moim życiu. Nie żebym miała ogromne doświadczenie w sprawach łóżkowych, bo w sumie to było ono znikome, ale to co wydarzyło się między mną a piłkarzem to było chyba właśnie to, o czym tak rozpisują się te wszystkie Cosmopolitany i Claudie w dziale „seks”.
Łukasz był z jednej strony taki delikatny, a z drugiej bardzo męski. Wiedział, gdzie i jak ma mnie dotykać, mimo, że nie mówiłam mu o tym. Z niczym się nie spieszył, nawet gdy rozpalona do granic możliwości zaczęłam błagać, żeby nareszcie znalazł się we mnie. To było takie cudowne, że w jednej chwili poczułam, że chciałabym to powtórzyć nawet teraz.
Spojrzałam jeszcze raz na niego z rozczuleniem i delikatnie uniosłam jego ręce przyglądając się tatuażowi na wewnętrznej stronie przedramienia. „Vivere militare est” – muszę kiedyś zapytać go, skąd pomysł na taki napis. Bo, że między nami będzie ciąg dalszy byłam tego po prostu pewna. Spojrzałam na tarczę zegaru wiszącego na ścianie naprzeciwko łóżka. Wskazywał 5:30. Idealna pora, żeby uciec z łóżka faceta, z którym spędziło się noc.
Bezszelestnie wyślizgnęłam się spod kołdry i rozpoczęłam rundkę po pokoju w poszukiwaniu kolejnych części mojej garderoby. Majtki znalazłam na podłodze tuż przy szafce nocnej, spódniczka i top walały się po podłodze, jedynie sweter leżał na fotelu. Na moje nieszczęście niestety nie mogłam nigdzie znaleźć stanika. W gimnazjum miałam w klasie koleżankę, która miała na imię Dominika. I ta Dominika pewnego dnia zapomniała (nie wiem jakim cudem) założyć do szkoły biustonosz, a że miała się czym pochwalić, chłopaki 9typowe gimbusy) w lot to złapali i do końca procesu edukacji nazywali ją „Dominika, co nie nosi stanika”. Losie słodki, dobrze, że rodzice dali mi na imię Klara.
Po cichu się ubrałam i w duszy podziękowałam samej sobie, że założyłam wczoraj top, który jako tako ukrywał częściowy brak bielizny. W lusterko wolałam nie patrzeć, bo i tak wiedziałam, że makijaż po nocy nie wygląda dobrze, a włosy sterczały mi we wszystkie strony. Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju w poszukiwaniu czegokolwiek do pisania i chociażby kawałka papieru na którym mogłabym napisać chociaż jednego zdanie, ponieważ nie chciałam zostawiać Łukasza bez słowa. W końcu w szufladzie szafki nocnej znalazłam notes i długopis. Uklękłam obok mebla i gryząc skuwkę od długopisu zaczęłam zastanawiać, co miałabym napisać. Rozmyślałam dobrych kilkadziesiąt sekund, jednak ostatecznie zdecydowałam się umieścić na kartce proste w przekazie zdanie: „To była najpiękniejsza noc w moim życiu. K.”.
I wcale nie skłamałam, bo taka właśnie była.
Wzięłam do ręki szpilki i bezszelestnie wyszłam z pokoju, modląc się w duchu, żeby nie spotkać na korytarzu mojego szwagra, który lubił wstawać wcześnie rano. Cicho zamknęłam drzwi i uradowana faktem, że korytarz był o tej porze totalnie pusty zaczęłam skradać się w stronę windy. Pech  chciał, że gdy zrobiłam kilka kroków z pokoju nieopodal wyszła moja siostra. Widząc mnie tutaj i o tej porze stanęła jak wryta.
- Co ty tutaj robisz?! – syknęła patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
Niewiele myśląc postanowiłam nie tłumaczyć jej jednak, dlaczego próbuje po cichu wyślizgnąć się z pokoju jednego z piłkarzy naszej reprezentacji i od razu zaatakować.
- Co ja tutaj robię?! Co TY tutaj robisz?! – zapytałam z wyrzutem.
Aśka wzięła się pod boki i prychnęła śmiechem.
- Byłam u własnego męża. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, co robią w nocy małżonkowie? - Joanna zmrużyła oczy, przyjrzała mi się uważnie. – Ale z tego co wiem, ty nie masz męża… - Z kim spałaś? – zadała bez ceregieli nomen omen bardzo tendencyjne pytanie.
Uśmiechnęłam się głupawo i odrzekłam:
- Asia… Zapytaj lepiej, kto dzisiejszej nocy sprawnie zakłócał mój sen…
Moja siostra w odpowiedzi zachichotała.
- Chodź, opowiesz mi wszystko po drodze. – pociągnęła mnie za rękę i poprowadziła w stronę windy.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, wtorek, 14.06.2016r. godz. 07:30
Łukasz Teodorczyk przeciągnął się z ogromnym bananem na ustach. Co prawda, gdy obudził się, miał nadzieję, że jego dłoń natrafi na pewne nagie, gorące ciało, jednak ostatecznie miejsce po Klarze zdążyło już wystygnąć, a mimo to piłkarz czuł się w tym momencie najszczęśliwszą osobą na świecie.
Był z siebie taki dumny – nareszcie udało mu się pokonać lęk przed wyznaniem uczuć dziewczynie. Mimo, że wcześniej istniało dla niego tylko pożądanie, teraz odkrył, że w jego duszy odzywa się cała gama różnych emocji, w większości tych pozytywnych. Jeszcze nigdy w życiu nie roznosiła go taka energia. Czuł się jak Herkules, zdolny do przeniesienia Himalajów w miejsc Alp i odwrotnie.
Napastnik był po prostu szczęśliwy jak nigdy przedtem. I to wcale nie dlatego, że po ładnych kilku tygodniach abstynencji seksualnej nareszcie miał kobietę. Zakochał się po raz pierwszy w życiu i, mimo że wcześniej tak bardzo się przed tym bronił, teraz wiedział, że postępował źle. Według Łukasza było to najpiękniejsze uczucie, jakie człowiek jest w stanie czuć. I nieważne już było dla niego, czy Klara również jest w nim zakochana, chociaż jej wczorajsze zachowanie na to wskazywało.
Poza tym, nie spodziewał się, że po tak licznych podbojach kobiecych, jakaś przedstawicielka płci przeciwnej jest w stanie zaskoczyć go w łóżku. Zastanawiał się, co wpłynęło na to, że dla niego był to najlepszy seks w życiu. Przecież wiele razy spędzał noc z pięknymi kobietami, które były równie piękne, co napalone. Ale on nie miał dość Klary i chciał mieć ją jeszcze więcej i więcej.
Powoli zwlókł się z łóżka i skierował do łazienki. Wziął chłodny prysznic i gdy będąc spowrotem w pokoju wycierał mokre włosy, jego uwagę przykuła kartka leżąca na stoliku nocnym. Wziął ją do ręki i odczytał. „To była najpiękniejsza noc w moim życiu. K.”. – autorką tych słów musiała być Klara. Mimowolnie zrobiło mu się gorąco i odczuł narastające podniecenie. Przycisnął kartkę do serca i westchnął:
- Oj, Klara, Klara…
Gdzie podział się Łukasz, który nie wierzył w jakiekolwiek uczucia i traktował kobiety przedmiotowo? Chyba zaginął bezpowrotnie…
***
Godzinę później w restauracji hotelu L’Ermitage…
Jędza właśnie rozpoczął jedzenie śniadania, a Mączka rozkoszował się smakiem pysznej kawy w ten niezwykle spokojny poranek. Mimo, że już pojutrze czekało ich najtrudniejsze w fazie grupowej Mistrzostw Europy, oni wydawali się tym nie przejmować i cieszyli się chwilą.
- A ja coś wiem, ale nie powiem. – zachichotał nagle Krzysiu.
- Niemcy wycofali się z Euro? – zapytał Artur z buzią pełną jedzenia.
- Coś znacznie bardziej spektakularnego. – oznajmił pomocnik Wisły.
Jędza powoli przełknął kawałek kanapki, który na dźwięk słów wypowiadanych przez kumpla stanął mu w gardle.
- Mów! – warknął. – Aga mnie zdradza?!
Mączyński zrobił face palma w odpowiedzi na pytanie Jędrzejczyka.
- Ty to jednak jesteś głupszy niż ustawa przewiduje. Prędzej zawali się Wieża Eiffla niż Aga cię zdradzi.
- To mów o co chodzi! – niecierpliwił się Artur.
Mączka nachylił się konspiracyjnie w stronę kolegi i wyszeptał powoli:
- Widziałem Klarę, jak wychodziła nad ranem z pokoju Teo.
Artur sprawiał wrażenie, jakby miał za chwilę zbierać szczękę z podłogi.
- No nie mów! – wrzasnął na całą hotelową restaurację, czym zwrócił na siebie uwagę gości i trenera, który karcącym gestem popukał się w czoło. Jędza tylko uśmiechnął się głupkowato w stronę Nawałki i zachichotał. – Ale jaja! Krzysiu… A tak swoją drogą, co ty robiłeś rano na korytarzu?
- Bo ja wiesz… Mam chyba RLS…
- RLS?
- No zespół niespokojnych nóg. – odpowiedział Mączyński, a obrońca Legii się skrzywił. Nie miał jednak czasu na dłuższe zastanawianie się nad dolegliwościami kolegi, ponieważ do restauracji w glorii chwały wszedł Łukasz Teodorczyk.
- Jest i nasz Romeo. – oznajmił Jędrzejczyk.
- Chyba Edward Cullen. – zauważył słusznie Krzysztof. Teodorczyk bowiem z daleka promieniał szczęściem i przy tym wszystkim jego włosy i twarz zdawały się być jaśniejsze niż zwykle.


“Every time I see you, I die a little more
(…)
And nobody knows I'm in love with someone's baby”

Hotel Mercure, La Baule, Francja, wtorek, 14.06.2016r. godz. 08:30
W tym samym czasie kilka ulic dalej Zuzanna Iwaszkiewicz siedząca właśnie w pokoju swojej przyjaciółki zastanawiała się nad sensem znanej życiowej maksymy: „Jak masz miękkie serce, musisz mieć twardą dupę”. Bo, że ma twardy tyłek szatynka nie miała co do tego żadnych wątpliwości. W końcu codziennie od ponad roku robiła przysiady i teraz mogła pochwalić się zgrabnymi pośladkami jak dojrzałe arbuzy.
Pytanie tylko jakie serce miała dziewczyna?
Jak do tej pory było ono zdecydowanie twarde i nikt nie był w stanie w żaden sposób go poruszyć. Dopiero Bartek Kapustka zagrał na nim jak na dobrze nastrojonej harfie i wprawił w nieustające drganie, czego Zuzia nie potrafiła opanować. Była wściekła na chłopaka, ale z drugiej strony usychała z tęsknoty za nim.
Ich układ był prosty – gdy któreś z nich odczuwało potrzebę bycia z drugą osobą dzwonili do siebie, spotykali i spełniali swoje zachcianki. Początkowo ich relacja ograniczała się jedynie do sfery seksualnej, jednak potem rozszerzyli ją o zwykłe przyjacielskie spotkania – rozmowy, wygłupy etc. I wtedy zaczęło robić się niebezpiecznie, ponieważ szatynka stwierdziła, że oprócz tego, że piłkarz ją pociąga, ona dodatkowo bardzo go lubi. Uwielbiała spędzać z nim wolny czas i czuła się naprawdę dobrze.
Teraz jej serce wyło z tęsknoty, ponieważ na EURO Bartek miał dla niej bardzo mało czasu. Iwaszkiewicz wiedziała, że to bardzo ważny turniej, który chłopak traktuje bardzo poważnie, zwłaszcza po świetnym występie w meczu z Irlandią. Bała się jednak, ża tym brakiem czasu kryje się coś więcej. Może Bartek znalazł sobie kogoś na poważnie?
- Nie, nie znalazł sobie nikogo innego, bo jest wpatrzony w ciebie jak w cielę. – usłyszała głos chyba z zaświatów. Po chwili jednak zorientowała się, że słowa te zostały wypowiedziane przez jej przyjaciółkę, a ona sama wypowiedziała ostatnie pytanie na głos.
Zuźka spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Klarę, która od pół godziny dokładnie relacjonowała jej przebieg wczorajszego wieczoru.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytała brunetka z wyrzutem. – Mam wrażenie, że jesteś gdzieś daleko.
Szatynka zrobiła niezidentyfikowany ruch ręką próbując wrócić do rzeczywistości i skupić się na rozmowie z Klarą. Brunetka właśnie ciągnęła swoją opowieść i aktualnie była w miejscu, gdzie Teodorczyk wyznał jej miłość.
Zmierzyła przyjaciółkę wzrokiem i mrużąc oczy oznajmiła:
- Nie mów tak, bo zaraz zacznę cię wypytywać o pozycje, jakie stosowaliście.
Bajkowska początkowo oblała się rumieńcem, jednak po chwili totalnie się rozmarzyła:
- Kochana, Łukasz chyba pilnie studiował Kamasutrę…
Zuzia w odpowiedzi głośno zarechotała i z ulgą stwierdziła, że chyba wraca do własnej postaci. Cieszyła się ze szczęścia przyjaciółki i szczerze chciała wierzyć, że Teodorczyk się zmienił i, że tym razem nie skrzywdzi Klary. Trochę zazdrościła jej tego, że ta przynajmniej wie na czym stoi. Szkoda, że Bartek nie potrafił się zadeklarować. Z drugiej jednak strony czy ich układ był taki zły? Przecież zgodziła się na niego. Po raz kolejny w ostatnim czasie stwierdziła, że oszalała, bo coraz częściej zaczynała myśleć o stałym związku. Wcześniej słysząc o czymś takim miała odruchy wymiotne. Teraz wszystko powoli zaczynało się zmieniać. Problem w tym czy na lepsze czy na gorsze?
***
Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, wtorek, 14.06.2016r. godz. 11:00
Bartosz Salamon wychodził właśnie z hotelu w celu udania się na samotny spacer po La Baule, gdy dobiegł go damski głos wołający jego imię:
- Bartuś!
Podniósł głowę, a jego oczom ukazała się Anastazja. Uśmiechnął się na jej widok, a dziewczyna podbiegła do niego jak zwykle na wysokich obcasach i rzuciła mu się na szyję. Wycisnęła na jego policzku soczysty pocałunek.
- Ups, chyba umazałam cię szminką. – zachichotała wycierając jego twarz ze śladów po jej szmince.
- Nic nie szkodzi. – odpowiedział, a przed oczami stanął mu pamiętny widok, gdy zobaczył Teodorczyka tuż po randce z Klarą.
- Właśnie szłam cię odwiedzić. A ty… wybierasz się gdzieś?
- W sumie to nie… Wybierałem się na spacer. Chciałem przejść się, pomyśleć…
Spojrzała na niego rozbawiona.
- Jednak nic się nie zmieniłeś. Nadal taki sam marzyciel. Może mogę ci towarzyszyć?
- Będzie mi bardzo miło. – wyszczerzył się blondyn i podał szatynce ramię. Dziewczyna uradowana takim gestem uwiesiła się na nim i ruszyli w kierunku morza. – Tak w ogóle to przedwczoraj ledwo cię poznałem.
- Aż tak się zmieniłam? – zapytała zalotnie.
- No jasne. Zapamiętałem cię jako piegowatego rudzielca w warkoczykach. Nie będę ukrywał, że teraz wyglądasz całkiem inaczej. – błysnął białymi zębami.
- Jesteś kochany. – oświadczyła słodko.
Po kilku minutach dotarli nad morze i oboje usiedli na piasku. Rozmawiali o dawnych czasach, o tym, co w ich życiu zmieniło się na gorsze, a co na lepsze. Bartek dowiedział się, że kilka lat temu Nastka startowała w wyborach Miss Polski, odbyła staż w hiszpańskiej telewizji, a obecnie jest prezenterką jednej ze stacji sportowych. Jej życie ułożyło się, tak jak to sobie wymarzyła, jako mała dziewczynka.
- Wszystko fajnie, tylko, że codziennie wracam do pustego mieszkania. Chyba muszę kupić sobie kota. – próbowała jakoś rozluźnić atmosferę. – A ty? Masz kogoś?
Bartek spłonił się po czubki uszu.
- Nie. – odpowiedziała stanowczo.
- A ta dziewczyna pod stadionem? Wtedy zareagowaliście co najmniej dziwnie.
Obrońca Cagliari machnął ręką w odpowiedzi:
- To tylko przyjaciółka.
- Jestem pewna, że wiele dziewczyn ostrzy sobie na ciebie pazurki. – zaśmiała się, ale Bartek przyjął jej uwagę obojętnie. Anastazja była zdziwiona jego reakcją, jednak nie ukrywała przed samą sobą, że po tych wielu latach, przez które nie widziała kolegi z dzieciństwa, ten zrobił na niej ogromne wrażenie. I w sumie to nie miałaby nic przeciwko temu, że przestali być jedynie kumplami.
Nagle szatynka spojrzała na zegarek i złapała się za głowę.
- Matko kochana! Muszę lecieć! – zerwała się na równe nogi. – Przepraszam cię, Bartuś, ale mam umówiony wywiad. Zdzwonimy się! – pocałowała go w policzek i biegnąc po piasku zostawiła go samego.
***
Godzinę później w hotelu Mercure…
Klara kończyła właśnie prostowanie włosów, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Była prawie pewna, że gdy je otworzy, zobaczy Łukasza. Zrobiło jej się momentalnie gorąco, jednak żeby uniknąć oparzenia, wyłączyła prostownicę i delikatnie umieściła ją na szafce w łazience. Stanęła przed drzwiami, wzięła kilka głębokich wdechów, żeby uspokoić skołatane nerwy i pociągnęła za klamkę. Jakież było jej zdziwienie, gdy jej oczom ukazał się nie Łukasz, a Bartek. Emocje momentalnie opadły, ale i tak brunetka powitała go z uśmiechem na ustach.
- Bartek! Cześć!
- Czy zamawiała pani latte z dostawą do pokoju? – wyszczerzył się piłkarz dzierżąc w dłoni dwa plastikowe kubki z kawą.
- Nie, ale chyba pan kurier czyta mi w myślach. – roześmiała się Bajkowska i gestem zaprosiła przyjaciela do pokoju.
Salamon posłusznie wszedł do środka, postawił kubki na stoliku i sam usiadł na fotelu.
- W ogóle skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? – zapytała go podejrzliwie Klara siadając na drugim fotelu.
- Mam swoje wtyki. – odparł tajemniczo Bartek i przyjrzał się uważnie dziewczynie. Była taka inna niż zwykle. Zawsze była uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia, ale dzisiaj ewidentnie promieniała. Piłkarz mimowolnie pomyślał, kto jest sprawcą tak dobrego nastroju brunetki, co wcale nie poprawiło mu humoru. – Przechodziłem nieopodal i pomyślałem, że zajrzę do ciebie.
- To bardzo miłe z twojej strony. – Klara upiła łyk kawy. – Pyszna!
- Skłamałbym, że to ja ją robiłem, ale pewnie i tak byś nie uwierzyła. – zaśmiał się obrońca.
- Dlaczego nie? Jeszcze nie próbowałam kawy w twoim wykonaniu. – zauważyła brunetka.
- Wszystko przed nami. – Bartek puścił jej oczko. Wiedział, że to stwierdzenie zabrzmiało dwuznacznie, ale nie potrafił się powstrzymać przed delikatnym flirtowaniem z Klarą. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że najlepiej byłoby całkowicie zerwać kontakt z dziewczyną, ale on nie mógłby tego zrobić. Za bardzo ją lubił. I kochał. Za bardzo.
-------------------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć Dziewczynki! :* 

Przepraszam, że tak długo to trwało i że zjawiam się dopiero dzisiaj :( 
Niestety nie mam dobrych wieści i mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Otóż, jak się domyślacie, zbliża się sesja i w związku z tym, gdzieś tak do połowy lutego nowe rozdziały będą się pojawiały co 2 tygodnie (chyba, że czas pozwoli mi umieszczać je częściej, w co wątpię). 

Zostawiam Wam rozdział  do oceny i dziękuję za tak liczną obecność na blogu!

A zaległości na Waszych blogach obiecuję nadrobić w najbliższym czasie :))

Dzisiaj na deserek Klara i... Anastazja :)



środa, 21 grudnia 2016

Chapter twenty-one




“But it would mean I would wanna let you go
And I don't wanna let you go”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, poniedziałek, 13.06.2016r. godz. 11:00
Bartosz Salamon właśnie mył zęby i przeglądał się w ogromnym łazienkowym lustrze. Sprawdzał wygląd swojej twarzy i włosów i stwierdził, że są w naprawdę dobrej kondycji. Na swoje nieszczęście jego sokoli wzrok nagle dojrzał przyszłą przyczynę nieszczęścia – na czubku głowy znajdował się jeden jedyny siwy włos.
- Tu jesteś maleńki… - pomyślał Bartek i przybliżając twarz do lustra chciał ująć go w palce i najzwyczajniej w świecie wyrwać.
Niestety ta sztuka mu się nie udała, bowiem miał zbyt śliskie dłonie. Po chwili z ust wyleciała mu szczoteczka do zębów malowniczo przyozdabiając białymi śladami reprezentacyjną koszulkę. Bartek zaklął po cichu, jednak to nie był koniec nieszczęść, ponieważ po chwili usłyszał donośne pukanie do drzwi. Podniósł głowę, jednak zapomniał o swoich stu dziewięćdziesięciu sześciu centymetrach i uderzył ze sporym impetem w sam kant drewnianej ramy lustra.
- Kurwaaa! – po całym piętrze rozniósł się ryk zranionego mężczyzny i jakby tego było mało piłkarz niechcący strącił z umywalki porcelanową mydelniczkę, która w kontakcie z podłogą robiła się w drobny mak.
Rozcierając bolącą część głowy Bartek podszedł do drzwi i szarpnął za klamkę.
- Czego? – jęknął nawet nie patrząc, kto stoi za drzwiami.
Tymczasem Piotrek Zieliński, bo to właśnie on stał w progu zamrugał kilka razy oczami ze zdziwienia i przyjrzał się uważnie koledze, który wyglądał delikatnie mówiąc, tragicznie. Nie odpowiedział na pytanie obrońcy tylko bez słowa wpakował się do jego pokoju i usiadł na fotelu. Rozłożył się wygodnie i skrzywił się patrząc na Salamona.
- A tobie co?
- Gówno. – odburknął obrońca i ciężko klapnął na łóżku. – Przyszedłeś tak po prostu pogadać?
- Powiedzmy… - zawiesił się Piotrek. – Stary, musimy poważnie porozmawiać.
- O czym? – blondyn uniósł brwi w geście zdziwienia.
- O twojej relacji z Klarą.
- Nie ma o czym. Przyjaźnimy się i tyle. – Salamon wzruszył ramionami unikając wzroku kolegi.
- Taaa, a ja jestem napastnikiem „Czerwonych diabłów”. – Zielu nie dał się zwieść odpowiedzi obrońcy włoskiego Cagliari.
- Wszystko przed tobą. – zaśmiał się nerwowo Bartek. Zbyt nerwowo.
- Możesz nie robić ze mnie debila? – wściekł się pomocnik Empoli. – Zakochałeś się w dziewczynie kumpla z drużyny! Wiesz, czym to pachnie?
- Ja nie… - próbował oponować blondyn, ale niestety Piotrek miał rację. Wstał nagle z łóżka, podszedł do okna i zapatrzył się w dal. – To nie jest takie proste.
- Oczywiście, że nie. Bo, gdyby Teo dowiedział się o tym, nie miałbyś życia.
Bartek odwrócił się w stronę kolegi.
- Zielu, ja zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Ale zrozum, mi zależy tylko na tym, żeby Klara była szczęśliwa. Ja odsunąłem się w cień.
- I nie zamierzasz o nią walczyć?
- Nie jestem samobójcą. – uśmiechnął się smutno obrońca.
Zieliński miał teraz nielada zagwozdkę. Bardzo żałował kumpla, że znalazł się w takiej beznadziejnej sytuacji i nie był w stanie mu pomóc. Nie zachęcał go do tego, żeby walczył o Klarę, ponieważ wiedział, jak ważne jest utrzymanie odpowiedniej atmosfery w kadrze. Gdyby zaczęli kłócić się o dziewczynę mogłoby to wpłynąć negatywnie na ich grę na EURO. A dodatkowo znając wybuchowy charakter Teodorczyka, Bartek na pewno miałby z tym ciężką przeprawę. Czy warto było tak bardzo ryzykować dla jednej dziewczyny?
- Nie martw się, nie ta to następna. – Piotrek uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, a Salamon tylko skinął głową. – A właśnie… Co to za dziewczyna zaczepiała cię po meczu? Była bardzo… Efektowna.
- Nastka? To moja najlepsza koleżanka z dzieciństwa. – odpowiedział po chwili namysłu blondyn.
- Fajna dziewczyna… - powiedział znacząco patrząc na kolegę Zielu, jednak Bartek nie reagował. – Co ja mówię. Mega laska.
- Tak? Nie zauważyłem.
- Jesteś ślepy?! Widziałem, jak na ciebie patrzyła. – Piotrek nadal podpuszczał kolegę.
- Po prostu dawno mnie nie widziała. – odpowiedział stanowczo obrońca, a Zieliński uniósł ręce w geście obronnym i zakończył swoje zabiegi. Według niego Salamon był beznadziejnym przypadkiem.

Hotel Mercure, La Baule, Francja, poniedziałek, 13.06.2016r. godz. 12:00
- Sama już nie wiem, co o tym myśleć. – westchnęła Joanna patrząc na swojego męża. Amelka grzecznie bawiła się na dywanie i wydawało się, że znajduje się w innym świecie.
- Ja też nie. – przytaknął jej Piszczek, który leżał rozłożony na łóżku, gdy tymczasem jego żona siedziała naprzeciwko w fotelu.  – Najpierw byłem przeciwny temu związkowi, bo wiadomo, jaką opinię ma Teodorczyk, ale z drugiej strony… Traktuje ją naprawdę bardzo dobrze.
- Dokładnie. Wysyła jej kwiatki, dba o nią i widać, że jest w niej naprawdę zakochany.
- A ona? – Łukasz zmrużył oczy.
- Co ona?
- No pytam, czy twoja siostra też jest w nim zakochana?
- Nie… - odpowiedziała brunetka, jednak po chwili szybko się zreflektowała, że przecież nie może wyjawić mężowi tajemnicy Klary. – To znaczy nie wiem…
- A ja wiem. – wtrąciła się nagle Amelka. Przecież za długo siedziała cicho. – Ciocia kocha wujka.
Joanna i Łukasz spojrzeli po sobie, a piłkarz starał się z całych sił nie wybuchnąć gromkim śmiechem.
- Gdy ciocia na niego patzy, tak mocno macha zęsami, ze az ma selca zamiast ocu. – powiedziała rezolutnie dziewczynka. – A wujek ciągle ją całuje. To musi być miłość.
Matka dziewczynki właśnie upiła łyk kawy i od razu tego pożałowała, ponieważ słysząc słowa córki aż się zakrztusiła. Piszczek od razu przybiegł jej na pomoc i zaczął klepać po plecach, tym samym ratując żonę od niechybnej śmierci.
- Tata nie całuje tak cęsto mamę. Nie kochas jej? – zapytała ojca ze łzami w oczach, a ten przeraził się pytaniem córki.
- Ależ co ci przyszło do głowy?! – uniósł się nagle. – Kocham twoją mamę najbardziej na świecie.
- A nie mnie?! – oburzyła się Amelka i uderzyła w głośny ryk.
- Czysta desperacja. – Piszczek wzniósł oczy ku niebu szukając ratunku, po czym ukląkł na podłodze i wziął dziewczynkę w ramiona. – Ciebie też, Kochanie.
Joanna natomiast pokręciła głową z uśmiechem na ustach całkowicie rozczulona tym widokiem. Była bardzo szczęśliwa z Łukaszem, który był idealnym mężem i ojcem. Miała piękną córeczkę, którą kochała bezgranicznie, a w jej brzuchu rozwijało się drugie maleństwo. Prowadziła iście bajkowe życie i codziennie dziękowała Bogu za to. Chciała, żeby jej siostra była równie szczęśliwa.
Tymczasem Amelka uwolniła się z objęć ojca, podeszła do mamy i pogłaskała ją po brzuchu.
- Dzień dobly, dzidziusiu. – przywitała się z rodzeństwem, które znajdowało się pod sercem Joanny. - Pamiętaj, ze mamy najlepszych lodziców na świecie. – powiedziała dziewczynka głaszcząc brzuch matki.
Brunetka spojrzała na męża i zobaczyła w kącikach jego oczu łzy wzruszenia. Ich córeczka była niesamowita.
- Mamusiu, a kiedy dzidziuś zacnie kopać? – zapytała.
- Jeszcze musimy poczekać parę tygodni. – odrzekła kobieta głaszcząc córkę po głowie.
Tymczasem Piszczek zamrugał gwałtownie chcąc powstrzymać łzy wzruszenia, a po chwili wszyscy usłyszeli pukanie do drzwi. Klara, bo to ona przyszła właśnie do siostry, nie czekała na pozwolenie i od razu pociągnęła za klamkę. Widząc wzruszonego szwagra, aż zatrzymała się w progu.
- Ups, chyba przyszłam nie w porę. – stwierdziła.
- Nie, no co Ty, siadaj. – uśmiechnęła się Joanna, Klara posłusznie usiadła na łóżku, a Amelka podeszła do ciotki i spojrzała na nią poważnie.
- Ciociu, właśnie lozmawiałam z dzidziusiem i tłumacyłam rodzicom, że kochas wujka. Bo kochas, plawda?
Klara spojrzała z przerażeniem na siostrę i szwagra, jakby szukała w ich wzroku ratunku, a oni jak na zawołanie wzruszyli tylko obojętnie ramionami. Brunetka przełknęła ślinę i widząc pełne nadziei oczy siostrzenicy, wiedziała, że nie może zaprzeczyć.
- Ttttak. – wydukała, jednak stwierdzenie „kocham go” już nie przeszło jej przez gardło.
- To cudownie! – dziewczynka rzuciła się jej na szyję. – Bo ja go baldzo lubię, wies?
Bajkowska tylko uśmiechnęła się słabo i pokiwała głową. Jej siostrzenica była naprawdę niemożliwa.

 

„And our eyes are crossing paths across the room (oooh)
There's only one thing left for us to do”

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, poniedziałek, 13.06.2016r. godz. 11:30
Łukasz Teodorczyk obudził się w miękkiej, białej pościeli i już wiedział, że będzie to piękny dzień. Mimo że wczoraj zasypiał w poczuciu, że jest totalnym frajerem, dzisiaj czuł w kościach, że wraca w nim prawdziwa męska pewność siebie i, że świat należy do niego. Uśmiechnął się do siebie, przeciągnął, żwawo odrzucił kołdrę i postawił stopy na dywanie. Podszedł do okna, a widok był iście bajkowy – morze rozciągało się aż po horyzont i zlewało kolorem z niebem, na którym nie było ani jednej chmurki. Wyszedł na balkon, oparł się o drewnianą barierkę i głęboko zaczerpnął morskiego powietrza. Czuł się naprawdę cudownie.
Co prawda, jeszcze wczoraj późno w nocy, gdy wrócili po meczu do hotelu czuł się paskudnie, ale teraz jego samopoczucie było zgoła inne. Nareszcie mógł się porządnie wyspać i to sprawiało, że czuł, że jest w stanie przenosić góry.
Cały czas wisiało nad nim widmo wyznania Klarze swoich prawdziwych uczuć, ale teraz był pewien, że oto nadszedł ten moment, że w końcu nie stchórzy i pokaże, na co go stać. Już nie wyrzucał sobie, że w beznadziejny sposób stracił czujność i zakochał się, tylko wręcz cieszył się z tego, że jego uśpione jak do tej pory serce nareszcie zabiło dla kogoś mocniej.
Dzisiaj na szczęście piłkarzy czekał tylko trening na siłowni popołudniu, a poza tym mieli wolne. Teo zdecydował, że wykorzysta dzisiejszy wolny wieczór jak najlepiej i, jak się potem okazało, możliwość realizacji planów przyszła wcześniej niż się tego spodziewał.

KLARA

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, poniedziałek, 13.06.2016r. godz. 18:30
Joanna cały dzień była zajęta Łukaszem i Amelką, Zuźka najpierw smęciła pół dnia, że nie ma co robić, a potem wybyła nie mam pojęcia dokąd w efekcie czego zostałam sama. Po zjedzonej kolacji usiadłam na łóżku, włączyłam francuskie MTV, jednak puszczali tam prawie non stop Kendjego Giraca. Nie żebym nie lubiła tego piosenkarza, ale ile razy można słuchać „Toi toi ma belle Andalouse”? Nosiło mnie totalnie i musiałam coś zrobić i gdzieś iść. Błąkanie się samej po La Baule odpadało, ponieważ dzisiaj i tak przemierzyłam wystarczającą ilość kilometrów po miasteczku. Przebrałam się i nogi same zaniosły mnie do hotelu reprezentacji.
Nie wiem, dlaczego ubrałam się się dosyć seksownie, jakbym szła na randkę, co w tej sytuacji było naprawdę absurdalne. Nie wiem dlaczego narzuciłam się na siebie ten cholerny sweter, który nijak nie pasował do beżowych szpilek. Nie wiem też, dlaczego poszłam akurat do hotelu L’Ermitage? Może dlatego, że znajdował się blisko mojego hotelu i stęskniłam się za chłopakami? Nie wiem. W tamtym momencie byłam jednym wielkim znakiem zapytania.
Weszłam do holu hotelowego, a tuż za drzwiami stał ochroniarz w eleganckim garniturze. Zlustrował mnie do stóp do głów, a ja tylko uśmiechnęłam się słodko, żeby uniknąć pytań, kim jestem i po co przyszłam. Swoją drogą przy takiej ochronie, każdy głupek z ulicy mógł tutaj wejść i przeszkadzać piłkarzom.
Skierowałam się na wprost, gdzie w dalszej części holu znajdowało się sporo stolików kawowych i sof, na których siedzieli hotelowi goście. Rozejrzałam się w poszukiwaniu kogoś znajomego i dostrzegłam na jednej z kanap siedzących Jędzę i Mączkę. No, lepiej trafić nie mogłam.
- Klara! Co tutaj robisz?! – uśmiechnął się na mój widok pierwszy z nich i uściskał mnie.
- Ja… Po prostu nudziłam się i postanowiłam was odwiedzić. – uśmiechnęłam się niepewnie i usiadłam na fotelu naprzeciwko nich.
- Dobra, dobra. – zaśmiał się Krzysiek. – Jędza, leć po Teo.
Artur, nader posłuszny wobec kolegi, zerwał się z sofy i pobiegł w stronę windy.
- No to opowiadaj, co tam u ciebie słychać. – wyszczerzył się pomocnik Wisły Kraków. Pogadaliśmy chwilę, jednak już kilka minut później zobaczyłam, że Jędrzejczyk wraca w towarzystwie Łukasza.
Nie wiem dlaczego, ale ręce zaczęły mi się pocić, serce przyspieszyło i zrobiło mi się momentalnie gorąco. No dobra, może i wiem dlaczego – gdy zobaczyłam Teodorczyka od razu przypomniały mi się nasze pocałunki i jego dziwne zachowanie ostatnio.
Teraz już po jego pewnym kroku było widać, że wrócił dawny Łukasz i byłam ciekawa, jak tym razem będzie zachowywał się wobec mnie. On tymczasem podszedł do mnie, objął jedną ręką i pocałował w policzek. Niczego nie dało się wyczytać z jego twarzy.
- Widzisz, Teo, nie przyszła góra do Mahometa… - zachichotał Mączyński.
- Zamknij się! – syknął do niego Łukasz, a ja nie rozumiałam, co tam się dzieje, chociaż ewidentnie coś wisiało w powietrzu.
- Okej, okej. – Krzysztof uniósł ręce w obronnym geście.
- Dobra, Mączka, chodź, zostawimy zakochanych samych. – zaśmiał się Jędza, puścił do Teodorczyka oczko i zostaliśmy tylko we dwoje.
- Fajnie, że przyszłaś. – uśmiechnął się blondyn, gdy usiedliśmy razem na kanapie.
- Strasznie mnie nosiło. Asia siedziała z Łukaszem, Zuźkę gdzieś wywiało i zostałam sama. – wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Bardzo dobrze, że pomyślałaś, żeby nas odwiedzić. A może „mnie” odwiedzić? – zbliżył się do mnie i specjalnie zaakcentował słowo „mnie”.
- Może i tak. – spojrzałam mu wyzywająco w oczy. – A widziałeś, że znowu o nas napisali? – szybko zmieniłam temat.
- Serio? – zdziwił się napastnik, a ja od razu wyjęłam z torebki telefon, odszukałam odpowiedni artykuł i pokazałam mu go. – „Wspólni znajomi”… Ciekawe, kto puścił farbę.
- Nie mam pojęcia. – odrzekłam zgodnie z prawdą. – Szkoda tylko, że wtedy to było uwielbienie jednostronne…
- A teraz takie nie jest? – Łukasz ponownie pochylił się nade mną. Czułam jego bliskość i zapach perfum, co sprawiało, że coraz bardziej zaczynało mi się kręcić w głowie. Co ten facet ze mną robił.
- Mam nadzieję, że nie. – wyszeptałam mu prosto do ucha. Cóż, najlepszą obroną jest atak.
Piłkarz uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
- Stara miłość nie rdzewieje, tak tutaj napisali.
Przewróciłam oczami w odpowiedzi, wstałam nagle i zapytałam go:
- Może pokażesz mi swój pokój?
I w momencie wypowiadania tych słów poczułam podświadomie, że był to gwóźdź do trumny. Już wiedziałam, co się stanie, gdy znajdziemy się sam na sam w jego pokoju z ogromnym łóżkiem, na którym spokojnie zmieszczą się dwa rozgrzane do czerwoności ciała.
„Och, Klara, jesteś taką idiotką.” – powiedziałam do siebie w myśli.
- Jasne. – oczy Teodorczyka nagle rozbłysły, ujął mnie za dłoń i poprowadził do windy.
Kilka chwil później Łukasz otwierał przede mną drzwi do swojego pokoju. Wnętrze naprawdę robiło wrażenie. Było to idealne połączenie elegancji i nadmorskiego stylu.
- Jak tu pięknie… - zachwyciłam się.
- Rozgość się. – polecił mi Łukasz, a ja niewiele myśląc usiadłam na brzegu łóżka, zamiast zapobiegawczo na fotelu. No brawo ja.
Piłkarz usiadł obok mnie, ujął za rękę i spojrzał poważnie w oczy. Poczułam się naprawdę dziwnie i głośno (zbyt głośno) przełknęłam ślinę.
- Klara, ja… - zaczął i poczułam się, tak jak wtedy na plaży i ostatnio przed stadionem. Wiedziałam, że za chwilę wydarzy się coś przełomowego. Takie rzeczy się po prostu czuje. – Ja nie wiem jak to się stało, ale nie potrafię przestać o tobie myśleć… - oj, chłopaku, słyszałam już to kilka razy, zmień płytę. – I teraz wiem dlaczego. Ja się w tobie zakochałem.
COOOOOO?!
Zaraz, co on przed chwilą do mnie powiedział?! Że się we mnie zakochał. Jezusie, Mario i wszyscy święci, ratujcie mnie.
Gdy po kilku sekundach dotarło do mnie znaczenie tych słów moje serce kilka razy przekoziołkowało w środku, w głowie wybuchło stado sztucznych ogni, a w dole brzucha poczułam ciepło i łaskotanie. Łukasz Teodorczyk zakochał się we mnie, w Klarze Bajkowskiej. Nie no tego jeszcze nie grali.
Pewnie pomyślicie, że w tym momencie powinnam zacząć skakać z radości, ponieważ mój plan się spełnił, ale ja ucieszyłam się nie z tego powodu, a dlatego, że nieoczekiwanie dla samej siebie stwierdziłam, że czuję do niego to samo. Zwariowałam.
I możecie mi nie wierzyć, ale ja wtedy wcale nie miałam ochoty go z zimną krwią porzucać i sprawiać, żeby poczuł się tak jak ja 9 lat temu. Zamiast tego, gdy spojrzałam w jego pełne nadziei i oczekiwania oczy, wpiłam mu się w usta i całowałam długo i namiętnie, jakbym chciała bez słów przekazać mu, że odwzajemniam jego uczucia.
Nawet wtedy, gdy chwilę później poczułam, że jego dłonie wślizgują się pod moją bluzkę, nie odpychałam go, tylko poddałam jego dotykowi. A on ściągnął ze mnie top, ułożył powoli na łóżku i patrząc mi głęboko w oczy zapytał:
- Jesteś pewna, że tego chcesz?
- Tak. – wyszeptałam, a pożądanie zaczęło mnie rozsadzać od środka. Piłkarz nie zastanawiał się dłużej tylko zaczął całować moje ciało począwszy od szyi schodząc w dół i sprawiając, że zaczęłam wić się z rozkoszy.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że to wszystko zaważy na moim życiu, ale to nie było w tej chwili ważne. Najważniejsze było to, co czułam w tej chwili do Łukasza, a on do mnie i, że od tej chwili należeliśmy do siebie. 

------------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć Kochane! :*
Jest po północy, a ja dodaję rozdział :D Ale nie mogłam czekać z nim do rana :)

Mam nadzieję, że po tym rozdziale, żadna z Was już nie będzie miała sceptycznego nastawienia do Łukasza. I nie, wcale nie zaciągnął Klary do łóżka specjalnie :D

Dziękuję za tak ogromną liczbę wyświetleń - przekroczyłyście już 15000 wyświetleń :)) Mam jeszcze zaległości w odpisywaniu na Wasze komentarze, ale wkrótce je nadrobię :)

Nie wiem też, czy kolejny rozdział pojawi się za tydzień czy dopiero w nowym roku. Niczego nie obiecuję, ale postaram się :)

Życzę Wam miłej i emocjonującej lektury! :*

 Dzisiaj na deser Łukasz i Joanna :D


P.S. Wesołych Świąt 🎄 😘