czwartek, 15 września 2016

Chapter seven





“Now you’re looking pretty in a hotel bar and
I, I, I, I, I can’t stop”


KLARA

Tak się składa, że okres gimnazjum i liceum spędziłam w Warszawie. Trafiłyśmy tam razem z Zuźką, gdy jeszcze trenowałyśmy siatkówkę. Mieszkałyśmy w internacie i chodziłyśmy do Zespołu Szkół Mistrzostwa Sportowego. Pech chciał, że gdy zaczęłam naukę w pierwszej klasie gimnazjum, do naszego liceum dostał się Łukasz Teodorczyk. Byłam jeszcze wtedy młodziutka, ale zaimponowało mi, że piłkarz Polonii Warszawa i to licealny gwiazdor zwrócił na mnie uwagę. Zaprosił mnie na randkę, po której byłam wniebowzięta, bo przecież tak łatwo zawrócić w głowie głupiej małolacie, która znalazła się daleko od domu. Niestety kilka dni później okazało się, że Łukasz założył się z kolegami, że „poderwie tego paszteta”. No cóż, może i wyglądałam trochę jak chłopak, ale grałam w siatkówkę i myślałam, że jednak nie jest ze mną tak źle. Niestety było. Przepłakałam kilka nocy, ale to nie był koniec, bo Teo i jego kumple zaczęli mnie prześladować. Moja gehenna trwała całe gimnazjum, póki nie odeszli ze szkoły. Tymczasem ja w liceum wzięłam się za siebie. Trochę jeszcze urosłam, nabrałam kobiecych kształtów, zaczęłam się ładniej ubierać i malować. Na szczęście więcej go już nie spotkałam, ale to wystarczyło żebym nienawidziła piłkarzy. Los jednak postanowił jeszcze raz zakpić ze mnie i oto teraz mój prześladowca stał przede mną i bezczelnie się uśmiechał.
- Klara Bajkowska?! – wykrzyknął na mój widok i aż upuścił walizkę z wrażenia. – Nie wierzę! – wykrzyknął i ruszył w moją stronę z otwartymi ramionami.
„O! Niedoczekanie twoje.” – pomyślałam i uchyliłam się od jego uścisku. – Cześć – wydukałam i podałam mu rękę. – Co tutaj robisz? – zapytałam patrząc uważnie i czekając na atak.
Miał na sobie czarną dopasowaną koszulkę i ciemne dżinsy. I, cholera, wyglądał całkiem nieźle. W sumie to przecież kiedyś też mi się podobał i to z nim przeżyłam pierwszy pocałunek.
„Klara, opanuj się! Żadnych facetów!” – upomniałam się w myśli i chyba musiałam mieć zabawną minę, bo po chwili usłyszałam jego głos.
- Klara, żyjesz? – zamachnął mi ręką przed twarzą.
- Ttttak. Mówiłeś coś? – ocknęłam się.
- Mówiłem, że trener wezwał mnie, bo ma braki kadrowe. Stawiłem się najszybciej jak mogłem, żeby pomóc reprezentacji. – wypiął się dumnie.
- Taaaaa… - przytaknęłam niechętnie. Doszły mnie już słuchy o kontuzji Mariusza. Stępiński, dlaczego musiałeś coś sobie zrobić? Dlaczego los jest taki okrutny? Boże, czy Nawałka nie mógł powołać kogokolwiek innego? Miliony różnych pytań szalały po mi głowie. Obiecałam sobie jednak, że tym razem nie pozwolę sobą pomiatać i jeżeli Teodorczyk będzie chciał powtórkę ze szkoły to tym razem ja będę stroną atakującą. On jednak stał i dalej patrzył na mnie… Z podziwem w oczach? No nie powiem, teraz wyglądam trochę inaczej, przede wszystkim urósł mi biust i figura się trochę zaokrągliła. Mimowolnie jednak poczułam satysfakcję, że patrzy na mnie jak cielę. Przynajmniej tyle dobrego z tego wynikło.
- A ty? Przyjechałaś na wakacje? – zapytał nadal lustrując mnie od góry do dołu.
- Siostra mnie tutaj ściągnęła. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i zaczęłam tupać butem. Trochę za długo już tak staliśmy.
- Siostra? – uniósł brwi.
- Aśka, żona Piszczka. – odpowiedziałam, Teodorczyk chciał coś jeszcze powiedzieć, ale na moje szczęście z hotelu wyszli mu na powitanie Artur i Krzysztof.
- Jędza! – wykrzyknął Łukasz i uścisnął Jędrzejczyka.
- Czeeeeść mój zastępco! – Artur poklepał go po plecach, a po chwili Teodorczyk przywitał się również z Mąką.
- No to Fusy w komplecie. – oznajmił Mączyński, a ja szybko ulotniłam się do pokoju.
***
- Teodorczyk tutaj jest. – oznajmiłam od razu po wejściu do pokoju. Zuźka właśnie piła sok pomarańczowy, który już po chwili ozdobił podłogę.
- Co takiego? – zakrztusiła się.
- Przyjechał na zgrupowanie. Nie zapominaj, że jest piłkarzem.
- Faktycznie. Hahaha, ale numer. – zaśmiała się. – No to będziesz miała podwójnie wesoło.
- Chyba wręcz odwrotnie. – mruknęłam opadając na łóżko. – Nie chcę powtórki ze szkoły.
Zuzia w odpowiedzi zrobiła facepalm.
- Kobieto! Minęło już prawie 10 lat, ogarnij. Nie jesteście już dziećmi. Chociaż… - zamyśliła się nagle. – Możesz go dalej uważać za wroga. A wiesz co się robi z wrogami?
- Nie? – spojrzałam na nią z głupią miną unosząc się na łokciach.
- Uwodzi i zostawia. – odrzekła.
- Chyba oszalałaś. – stwierdziłam. Miałabym uwodzić Teodorczyka? Po co?
- Chyba nie. Pomyśl tylko - uwiedziesz go i zostawisz. Odwdzięczysz mu się w ten sposób za wszystko, co złego zrobił ci w szkole, a poza tym Arek się wkurzy widząc was razem. I wilk syty i owca cała. – wyjaśniła mi, jakby to było najbardziej logiczne wyjście z sytuacji. Minęło kilkadziesiąt sekund zanim na dobre przetrawiłam jej pomysł. Nie, nie był dobry. Może i kiedyś go nienawidziłam, teraz w sumie też nie pałałam do niego sympatią, ale żeby się tak mścić?
- To nie w moim stylu. – odrzekłam w końcu.
- Jasne! – warknęła. – Bo uwodzenie generalnie nie jest w twoim stylu. Pomyśl, jak wiele przez to tracisz.
- Jakoś do tej pory nie było mi to potrzebne. – odgryzłam się.
- To prawda. – Zuźka usiadła na łóżku i spojrzała na mnie poważnie. – Zrozum, Klara, jestem twoją najlepszą przyjaciółką od zawsze i chcę dla ciebie jak najlepiej. Rozumiem, że jesteś rozgoryczona po zawodzie miłosnym, ale to nie oznacza, że masz się zamykać na wszystkich facetów. Przecież nie każę ci się z nikim wiązać. Chcę po prostu, żebyś nie marnowała młodości i korzystała z życia.
Aż usiadłam z wrażenia. Patrzyłam na nią z szeroko otwartą buzią.
- No co? – uniosła ręce. – Raz do roku to i ja powiem coś mądrego. A na facetach znam się akurat jak mało kto.
Nie mogłam nie przyznać jej racji. Faktycznie mówiła naprawdę mądrze. Może w końcu nadszedł czas, żeby przestać analizować wszystko i tylko się bawić? W końcu byłam jeszcze młoda i całe życie stało przede mną otworem. Może los tak chciał, żeby Krystian zostawił mnie przed ślubem? Przecież już byłabym żoną, a przecież miałam dopiero 22 lata.
- Może i masz rację. – wydukałam w końcu. – Ale! Muszę jeszcze coś załatwić zanim na dobre zacznę się bawić. 


 “Thank you in advance, I don't wanna dance (nope)
I don't need your hands all over me
If I want a man, then I'mma get a man
But it's never my priority”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR
 
Zostawiła zdziwioną Zuźkę, bo przypomniało jej się, że przecież musi pogadać z Piszczkiem o Mariolce. Zbiegła na dół, zajrzała do wszystkich zakątków hotelu aż w końcu dopadła go w pokoju rozrywki, tj. pomieszczeniu, gdzie znajdowało się kilka kanap i telewizor z PS. Jak nie trudno się domyślić chłopaki grali w FIFĘ. Klara odszukała wzrokiem Piszczka i gestem zawołała. Piłkarz wolnym krokiem i z wielkim uśmiechem na ustach podszedł do niej.
- Co tam? – zagadnął.
- No i co narobiłeś? – rzekła bez zbędnych ceregieli.
- Ja? Wygrywam z tymi młokosami w FIFĘ, nic więcej. – odpowiedział z dumą w głosie.
Klara niecierpliwie potrząsnęła głową.
- Nie, głupku. Mariolka tu jest.
Łukasz przeczesał dłonią włosy i głośno westchnął.
- Wiem.
- Chciałam ci oznajmić, że Aśką płakała dzisiaj przez nią.
- Coooo? – zapytał skonsternowany. Gdy kilkadziesiąt minut temu przyprowadził Amelkę do pokoju, Joanna wyglądała pięknie jak zwykle i nawet do głowy by mu nie przyszło, że jego żona mogła płakać.
- No tak, faceci. Wy niczego nie widzicie. – stwierdziła niecierpliwie. – Masz to jakoś załatwić. Nie zamierzam więcej patrzeć, jak moja siostra płacze przez jakąś lafiryndę. Zrozumiano? – klepnęła go w ramię.
- Tak jest, generale! – Piszczu zasalutował i oddalił się z pokoju. Wiedział, że musi najpierw poważnie porozmawiać z Mariolką i jakoś rozwiązać ten problem.Zdawał sobie sprawę z tego, że łatwo nie będzie. W końcu jego była dziewczyna już od dobrych 10 lat prześladowała ich.
- Nie do wiary, żeby Piszczek słuchał się kobiety i to bynajmniej nie swojej żony. – Kuba nie mógł wyjść z podziwu. Już sam chciał zwrócić kumplowi uwagę, żeby w końcu załatwił sprawę z Mariolką, ale Łukasz miał za miękkie serce i wydawało się, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Cieszył się, że Klara go w końcu zmobilizowała. – Jak ty to robisz?
Klara wyszczerzyła się w odpowiedzi:
- Po prostu mam zbawienny wpływ na facetów.
Arek słysząc jej słowa poruszył się niespokojnie na kanapie i mruknął pod nosem coś niezrozumiałego.
- Mówiłeś coś? – zagadnął Teodorczyk ,który zdążył już rozgościć się w hotelu i teraz korzystał z uroków zgrupowania.
- Nie, wydawało ci się. – odpowiedział Milik, jednak poczerwieniał aż po czubki uszu, co nie uszło uwadze Klary. Ta zachichotała w duchu, jednak nie dała poznać tego po sobie.
- To co, Klara? Może dołączysz do nas, skoro masz taki zbawienny wpływ, a mi i Wojtkowi coś nie idzie? – zaproponował Krychowiak poruszając śmiesznie brwiami.
- Mów za siebie! – oburzył się Szczęsny.
- Nie, dzięki, chłopaki, może innym razem. – Klara uśmiechnęła się i zniknęła z pokoju.
- A ty co tak poczerwieniałeś, Aruś? – Teo szturchnął łokciem Milika.
- Nieprawda, nie jestem czerwony. – zaoponował szybko.
- Stary, bo ja jestem ślepy, tak? Z daleka widać, że twoja twarz nie odróżnia się od koszulki reprezentacyjnej. Klara tak na ciebie działa? – zaśmiał się i dodał po chwili namysłu. – W sumie to się nie dziwię.
- A od kiedy ty jesteś taki mądry?
- Od wtedy, bracie, gdy ją pocałowałem. – odrzekł dumnie Teo i rozłożył się wygodnie na kanapie.
- Ty też?! – wykrzyknął Arek. Wkurzył się nie na żarty. Klara zdążyła już całować się z Teodorczykiem?
- Tak, szkoda tylko, że miała wówczas 13 lat. Ale już wtedy była dobra w te klocki.
Milik dosłownie zagotował się na te słowa. Chcąc ukryć wzburzenie wybiegł z pokoju jak z procy zostawiając zdziwionego Teodorczyka.
- Jędza, a co on taki nerwowy? – zagaił Łukasz.
- Tajemnica poliszynela. – odpowiedział obrońca, a Teo nie dociekał dalej o co chodzi, tylko skupił się na grze.
***
Klara udała się do swojego pokoju mając nadzieję, że Piszczek jakoś załatwi sprawę z Mariolką. Wiedziała, że jej siostra jest silna, ale tylko na pozór, w rzeczywistości była niezwykle wrażliwa. Wierzyła jednak, że jej szwagier pokaże, że jest prawdziwym facetem i w końcu pozbędzie się tej blond-flądry.
Zamyślona weszła do pokoju, jednak zastała ją głucha cisza, Zuźki bowiem tam nie było.
- Ciekawe, gdzie ją znowu poniosło. – mruknęła. Wyszła na korytarz, jednak głupio było jej szukać przyjaciółki po pokojach piłkarzy. Na jej szczęście jej uwagę zwrócił głośny śmiech dochodzący z jednego pomieszczenia. Łudząco przypominał rechotanie Zuźki. Klara niewiele myśląc zapukała tam i pociągnęła za klamkę.
- Co do…? – zaczęła przechodząc dalej i widząc przyjaciółkę w towarzystwie Kapustki i Zielińskiego. – Dlaczego oni siedzą w samych gaciach? – wykrzyknęła oburzona widząc niepełną garderobę piłkarzy.
Zuzia bezradnie rozłożyła ręce.
- Cóż, gramy w rozbieranego pokera. – oznajmiła spokojnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. – Nic nie poradzę, że jestem taka dobra.
- Wiesz, że oni mają dziewczyny? – zapytała retorycznie Klara. – Swoją drogą, gdzie one są? – zwróciła się do chłopaków.
- Poszły na zakupy. – odrzekł Bartek wymieniając dwie karty.
- Zdajecie sobie sprawę, że one mogą się tutaj w każdej chwili pojawić i zacznie się trzecia wojna światowa?! – Klara nie dawała za wygraną.
- Poker. – Zuzanna rozłożyła karty zdając się nie słyszeć uwagi przyjaciółki.
- Znowu! – oburzył się Piotrek. – Kareta.
- Ja mam tylko trójkę. – rzekł niepewnie Kapustka i już miał zamiar ściągać bokserki.
- Dość! – wrzasnęła Klara i pociągnęła przyjaciółkę za rękę. – Wychodzimy!
- Pa, chłopaki! – Zuźka przesłała im buziaka w powietrzu. 

KLARA

- Chyba zwariowałaś! – syknęłam, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi do pokoju.
- Nieee, to dopiero początek. – oznajmiła z uśmiechem moja przyjaciółka sprawdzając przy lusterku, czy aby nie rozmazał się jej makijaż. Chciałam nakrzyczeć na nią, że przecież tak się nie robi, ale znałam ją od dziecka i wiedziałam, jaka jest, toteż ta sytuacja w sumie nie powinna mnie dziwić. Może i  potrułabym jej jeszcze trochę, gdyby nie fakt, że usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam i po chwili moim oczom ukazał się Bartek.
- Nie przeszkadzam? – uśmiechnął się.
- Nie, co ty. – odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go do środka. – To moja przyjaciółka, Zuzia. – zapoznałam ich ze sobą.
Widziałam, że Zuźka ukradkiem uśmiecha się do mnie porozumiewawczo, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. W końcu Bartek był tylko moim kumplem.
- Miło mi, Bartek. – piłkarz uścisnął jej rękę i usiedliśmy. – Co robisz w życiu? – zagadał Zuźkę chcąc włączyć ją do rozmowy.
- Studiuję matematykę. – odparła, a na twarzy Bartka pojawił się grymas bólu.
- Ojjj, tylko nie to. – roześmiał się. – Matma to moja pięta achillesowa od zawsze.
Rozmawialiśmy tak we troje może z pół godziny, godzinę? Nie wiem, spędzając z nim czas przeważnie nie patrzyłam na zegarek. Widziałam, że Zuźka naprawdę polubiła Bartka, a on ją. W sumie, gdy nie stosowała tych swoich flirciarskich sztuczek była niezłym materiałem na kumpelę dla faceta. Problem w tym, że ona nie wierzyła w przyjaźń damsko-męską.
- Chyba powinniśmy iść na kolację. – przerwałam w końcu tę sympatyczną pogawędkę. Zuzia i Bartek zgodnie skinęli głowami.
- Cóż nie ukrywam, że już trochę mi burczy w brzuchu. – Zuźka wymownie położyła rękę na żołądku. Ona była wiecznie głodna, a przy tym zawsze taka szczuplutka. Od zawsze zastanawiałam się, gdzie giną te tony jedzenia, które wpycha w siebie.
- To ja jeszcze skorzystam z toalety. – oznajmił Bartek i zniknął za drzwiami łazienki.
Zuźka od razu skorzystała z okazji i szepnęła mi do ucha:
- Boże, jak on na ciebie patrzy…
- Kto? – zapytałam udając głupią.
- Jak to kto? Bartek. – odpowiedziała i to wystarczyło, żeby zasiać we mnie ziarno niepewności. No bo jak to tak? Taki Bartek miałby patrzeć na mnie w inny sposób niż na kumpelę? Przecież ja z miejsca przeznaczyłam go w moim sercu na przyjaciela. Moje przemyślenia przerwało jego pojawienie się.
- I jak? Gotowy? – zapytałam i spojrzałam na niego trochę inaczej.
- Tak jest. – odpowiedział.
Zuźka jako pierwsza wstała, otworzyła drzwi i podniosła kartkę, która leżała na progu.
- No, no. – mruknęła. – To chyba do ciebie. – oznajmiła i podała mi ją.
Wzięłam kartkę do ręki i było na niej tylko jedno zdanie: „Jutro o 18.00 – romantyczna altana.”. Czyżby ktoś zaprosił mnie na kolację? No cóż, zapowiadał się kolejny, niezwykle ciekawy dzień. 

----------------------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć dziewczyny! :*
Witam się po 1,5 tygodniowej przerwie z nowym rozdziałem :)

Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia przed egzaminem, ocen jeszcze nie mam, ale mam nadzieję, że zdałam.

Dajcie znać, czy odpowiada Wam muzyka do rozdziałów, bo zawsze staram się dobrać odpowiednią do sytuacji :)

No i wyjaśniło się, dlaczego Klara tak bardzo nie lubi piłki nożnej, a w zasadzie to samych piłkarzy. Wiem, że Teo tak naprawdę nie chodził do liceum w Warszawie, ale przecież opowiadanie nie musi odzwierciedlać wszystkiego jak jest w rzeczywistości.

Co Wy na to, że każdy kolejny rozdział pojawiał się w czwartek wieczorem? 

Nie będę się więcej rozpisywać, jestem ciekawa, jak podoba się wam rozdział :)

Łapcie Teo! 



P.S. KOMENTUJESZ? --> MOTYWUJESZ!

poniedziałek, 5 września 2016

Chapter six





„Your lies are bullets, your mouth's a gun
And no war in anger was ever won
Put out the fire before igniting”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Leżał na łóżku z rękoma splecionymi pod głową i patrząc w sufit, zastanawiał się nad swoim życiem. Wczorajszy taniec z Klarą, ku zdziwieniu jego samego, bardzo nim wstrząsnął. Trzymając ją w ramionach jeszcze nigdy tak się nie czuł. Myślał początkowo, że to zwykłe podniecenie, ale to było znacznie więcej. Potem, gdy ona uciekła, nie pobiegł za nią. Był zaszokowany nie tyle jej ucieczką, co własnymi uczuciami. Stwierdził, że jego dalsza obecność na grillu nie jest niezbędna i wrócił do swojego pokoju. Położył się spać, jednak przez dobrą godzinę nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok nie mogąc znieść myśli, że kilka pokoi dalej Klara też leży sama w łóżku. Początkowo powstrzymywał się od tego, żeby tak po prostu pójść do niej, potem jednak nie wytrzymał. Zapukał do jej drzwi, mimo, że było tuż po drugiej w nocy. Gdy mu otworzyła zaspana, wiedział, że nie może jej wykorzystać. Zamiast tego tylko pocałował ją i bez słowa wrócił do pokoju.
Teraz jednak leżąc w łóżku pluł sobie w brodę, że nie powinien jej nawet całować. Postanowił, że ją przeprosi za to. Zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna może się na niego wkurzyć, ale taki miał plan. Wiedział, że taktyka „lód i ogień” może się nie udać, bo co jak co, ale temperament to Klara miała ogromny. Zanotował jednak, że przecież na niej ten taniec też zrobił wrażenie. Więc może ostatecznie jego plan się powiedzie i wygra zakład z Jędzą? Chociaż, czy chodziło mu teraz tylko o uwiedzenie jej czy może o coś więcej?

KLARA

Prawie całą noc nie zmrużyłam oka, bo w moim brzuchu szalały te diabelskie motyle. Za każdym razem, gdy mimowolnie przypominałam sobie nasz pocałunek, czułam dziwne łaskotanie, chociaż wcale tego nie chciałam. Próbowałam zasnąć, liczyłam barany, potem topiące się bałwany (wiem, chore, ale to takie psychodeliczne wspomnienie z dzieciństwa), jednym słowem robiłam wszystko, żeby w końcu Morfeusz przyjął mnie do swojej krainy. Zrobił to jednak dopiero wtedy, kiedy słońce zaczęło powoli odbijać się w morzu, czyli gdzieś ok. 6:00.
Zaledwie kilka godzin później usłyszałam pukanie do drzwi. To, że spałam tak krótko, a w dodatku niespokojnie, bo Arek nawet we śnie nie dał o sobie zapomnieć, sprawiło, że odbierałam to jak walenie młotem pneumatycznym w ścianę.
- Ko tam, do cholery?! – wrzasnęłam wściekła tupiąc głośno w stronę drzwi. – Jeżeli znowu przyszedłeś mieszać mi w głowie  to… - syknęłam i szarpnęłam za klamkę, ale po drugiej stronie stała moja siostra z Amelką
- Wiesz która jest godzina? – zapytała z ewidentnym wyrzutem w oczach.
- Nie? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- 12:00. – powiedziała i bez pytania weszła do mojego pokoju ciągnąc za sobą dziecko, a zza nich wyłonił się Piszczu niosący tacę z talerzem pełnym jedzenia i filiżanką kawy.
- Przynieśliśmy ci śniadanie – oznajmił z szerokim uśmiechem na ustach, a ja tylko kiwnęłam głową.
Zamknęłam za nimi drzwi i odrzekłam słabym, zachrypniętym głosem:
- Zasnęłam dopiero po szóstej.
- To co ty robiłaś w nocy? – prychnął Łukasz za co miałam ochotę go zamordować.
- Zapytaj swojego kolegi z drużyny. – odburknęłam, na co on otworzył szeroko buzię ze zdziwienia.
- No, widziałem wczoraj takie różne, tańce-wygibańce, ale nie sądziłem, że to tak daleko zajdzie…
- W sumie to nie, tylko mnie pocałował. – wzruszyłam ramionami udając obojętność.
Dyskusję przerwała dopiero Joanna, która do tej pory biernie przysłuchiwała się naszej rozmowie:
- Łukasz, czy ty przypadkiem nie powinieneś być na treningu? – zapytała ze słodyczą w głosie.
- Nie, Kochanie. Niedawno z niego wróciłem. – odparł równie słodko. Brrr, chyba się pożygam.
Tym razem sytuację uratowała Amelka:
- Tatusiu, a miałeś mnie zablać na lody. – powiedziała proszącym głosem i złożyła rączki jak do pacierza. Łukasz tylko się skrzywił, ale nigdy nie potrafił odmówić własnej córce, toteż po chwili zgodnie opuścili mój pokój.
- Generalnie to Zuźka ma dzisiaj przyjechać. Będzie spała u mnie. – oznajmiłam by uniknąć niewygodnego tematu.
- Fajnie, poszalejecie razem. – Joanna kiwnęła głową, a po chwili pogroziła mi palcem i spojrzała na mnie mrużąc oczy. – Chociaż widzę, że i tak się tutaj nie nudzisz, o czym za chwilę mi opowiesz… - zarządziła władczo i po chwili czekała mnie siostrzana spowiedź.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Tymczasem po treningu w Jastarni w kadrze panowała grobowa atmosfera. Na boisku, podczas meczu kontuzji doznał Mariusz Stępiński. Napastnik niefortunnie upadł i złamał rękę. Wyglądało to dosyć groźnie i od razu zawieziono go do szpitala w Trójmieście. Pojechał z nim lekarz kadry Jacek Jaroszewski i dyrektor sportowy Tomasz Iwan.
W oczekiwaniu na wieści trener Adam Nawałka bardzo się denerwował.
- Że też musiał to zrobić akurat teraz. Młody chłopak. A dałem mu szansę. – mruczał pod nosem chodząc w tę i powrotem po hotelowym korytarzu co nie uchodziło uwadze piłkarzy. Ci jednak wiedzieli, że nie warto go zaczepiać, bo zdenerwowany trener potrafił wybuchnąć.
Pieklił się już tak z 15 minut, gdy w końcu zadzwonił telefon. Nawałce tak trzęsły się ręce, że komórka wypadła mu z ręki i upadła na dywan.
- Kurwa mać. – sarknął schylając się po telefon. – No nareszcie! – powitał Iwana.
- Niestety, trenerze, mam złe wieści. – zaczął dyrektor kadry.
- No mów. – ponaglił go Nawałka.
- Złamanie z przemieszczeniem. Co najmniej 2 miesiące bez grania. – oznajmił mu Tomasz Iwan.
- Cholera jasna. To mamy spory problem. – stwierdził trener. – Muszę szybko powołać innego napastnika. – Tylko kogo?
- Chyba mam pewien pomysł. – stwierdził jego rozmówca tajemniczo.

KLARA

Po rozmowie z Aśką wcale nie czułam się spokojniejsza, wręcz przeciwnie. Moja siostra wręcz przyklaskiwała temu, co działo się między mną a Arkiem, a ja przeczuwałam najgorsze i starałam się nie poddać uniesieniom serca. Dobra, zaliczyliśmy romantyczny taniec, pierwsze buzi w usta i na tym koniec. Wiedziałam, że pewnie jeszcze dzisiaj usłyszę: „Przepraszam. Poniosło mnie.”. Przecież tego faceta jakąś dobę temu zostawiła dziewczyna i to po kilku ładnych latach spędzonych razem. Logiczne więc, że teraz chciał się po prostu wyżyć i nie w głowie mu były nowe miłości.
Zjadłam śniadanie przyniesione mi przez Łukasza, ubrałam się i wybrałam na spacer po hotelu. Od razu wiedziałam, że będę tego żałować, bo nie zdążyłam zejść na dół, a już trafiłam na Arka.
- Cześć. – przywitał się ale tym razem bez uśmiechu. – Możemy porozmawiać? – zapytał nagle i już wiedziałam co nastąpi.
Usiedliśmy tam gdzie wczoraj, ale tym razem to on uciekał wzrokiem. Pewnie nie wiedział jak ugryźć temat. Nie zamierzałam mu jednak pomagać.
- Chciałem cię przeprosić za wczoraj. – zaczął. – To nie powinno się stać. Trochę mnie poniosło. Ledwie zerwałem z Angeliką, a już robię takie rzeczy. Przepraszam cię, Klara. – Boże, normalnie chciałam zacząć klaskać – jednak potrafię przewidywać przyszłość. Zamiast tego założyłam ręce na piersiach i czekałam aż zakończy swój wywód. Słuchałam bezsensownych frazesów typu: „to nie powinno się stać”, „pospieszyłem się”, „człowiek w nocy robi dziwne rzeczy”. Na to ostatnie już chciałam mu odburknąć, że w nocy to się uprawia seks, ale milczałam.
- To wszystko? – zapytałam, gdy nareszcie skończył.
- Tak. – skinął głową dalej unikając mojego spojrzenia.
- No to świetnie. – oznajmiłam. – Aruś. – specjalnie zdrobniłam jego imię ale bynajmniej nie z czułości. – Nie myśl sobie, że, gdy ludzie zatańczą raz ze sobą i pocałują się to już oznacza nie wiadomo co. Jestem dużą dziewczynką i wiem, jak jest zbudowany świat.
Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Yyy… Cieszę się, że to rozumiesz. – wydukał.
- Wybacz, ale się spieszę. – przerwałam ciszę, która zapadła pomiędzy nami i wstałam. Arek chyba chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili machnął ręką.
Zbiegłam szybko po schodach i wyszłam na świeże powietrze. Usiadłam na ławce przed wejściem i westchnęłam głęboko. Mogłabym powiedzieć, że mnie to nie obeszło, ale, do cholery, może i nie cierpię piłkarzy, ale między mną a tym osobnikiem od początku leciały iskry. Najpierw go nienawidziłam, potem się nim zauroczyłam, a teraz znowu czułam palącą nienawiść. Typowa kobieta. 


 “In my mirror I saw you
Everything I need to see
That reflection set me free...”

Moje rozmyślania przerwało nadejście Jędzy i Pazdana.
- No nareszcie znalazłem cię samą. – ucieszył się na mój widok ten pierwszy. – A już myślałem, że do końca zgrupowania nie uda mi się cię poderwać. – usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem. Po drugiej stronie znalazł się Michał.
Spojrzałam na Artur spod powiek, ale po chwili się roześmiałam. Nie dało się ich nie lubić.
- Nie słuchaj go, to pies na baby. – dodał Pazdi uśmiechając się porozumiewawczo.
- Jaki pies?! Wypraszam sobie. – obruszył się Jędza. – I pomyśleć, że pierwszego dnia Pazdan wziął cię za chłopca.
- Serio? – odwróciłam się w stronę Michała, ale nie miałam mu tego za złe. W końcu, gdy przyjechałam jeszcze byłam ubrana „po swojemu”.
- Tak, ale nie gniewaj się. A teraz proszę przemiana z poczwarki w motyla.
- Dokładnie. Nie jeden tutaj ostrzy sobie zęby na ciebie. – dodał Artur i poruszył śmiesznie brwiami.
Nie miałam jednak czasu zastanawiać się, kogo miał na myśli, bo pod hotel dojechała taksówka. Wytężyłam wzrok i zobaczyłam tylko jakieś dziewczę szamoczące się z walizką.
- No niech mi Pan pomoże! – wrzasnęła, ale kierowca szybko odjechał. – Złożę na ciebie skargę!
- Zuźka?! – wykrzyknęłam ruszając w jej kierunku. – Co tak wcześnie? – zapytałam rzucając się w jej ramiona.
- Wcześnie? Jest już 13. – odrzekła zdumiona, a ja z tego wszystkiego chyba straciłam poczucie czasu.
Tymczasem Jędza i Pazdi rzucili się do pomocy przy walizce Zuzi. Artur oczywiście był nią zachwycony, a gdy jeszcze moja przyjaciółka obdarowała go swoim perlistym uśmiechem całkiem wymiękł. Zaniósł jej walizkę do pokoju i w końcu mogłyśmy swobodnie porozmawiać.
- No to mów od razu, których mam nie ruszać. – odparła bez zbędnych ceregieli rzucając torebkę na fotel i rozkładając się na łóżku.
- Właściwie to wszystkich możesz. – odparłam obojętnie siadając na krawędzi łóżka.
- Kłamiesz. – syknęła gniewnie mrużąc oczy. Jak ona mnie dobrze znała.
- No dobra, w sumie to… - zaczęłam niechętnie, ale po chwili opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, co wydarzyło się tutaj od mojego przyjazdu.
- Ufff. – odetchnęła Zuźka, gdy skończyłam. Usiadła po turecku naprzeciwko mnie i spojrzała na mnie poważnie. – Ale zaraz, po kolei, chcesz powiedzieć, że przyjeżdżasz tutaj, jeden z piłkarzy bierze cię za chłopaka, potem okazuje się, że mama spakowała ci same kobiece fatałaszki, co osobiście pochwalam, potem Milik wjeżdża w kałużę i oblewa cię. Ty wypowiadasz mu wojnę, jego dziewczyna zaczyna cię nienawidzić z niewiadomego powodu, potem poznajesz Salamona, idziesz z nim na plażę, on cię przytula, Milika zostawia dziewczyna. On sam tańczy z tobą, całuje cię, a potem mówi, że to był błąd, tak?
- No w telegraficznym skrócie tak. – przytaknęłam, a ona ni z tego ni z owego zaczęła głośno rechotać.
- Zuźka, opanuj się! – strofowałam ją.
- Wybacz. – przerwała dusząc się ze śmiechu. – Ale to wszystko wygląda jak scenariusz kiepskiej komedii romantycznej.
- Możliwe. – mruknęłam gniewnie.
- Ale nie martw się, Kochana, Zuzia przyjechała z odsieczą i ci pomoże. – odrzekła przytulając mnie na zgodę. Jak dobrze mieć taką przyjaciółkę.

***

Wychodziłyśmy właśnie z obiadu, gdy odnotowałam, że moja siostra jeszcze nie pojawiła się w restauracji. Może źle się poczuła? Przeprosiłam Zuźkę i w poczuciu siostrzanego obowiązku popędziłam do jej pokoju. Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałam ją zaryczaną leżącą na łóżku.
- Jezus Maria, Aśka, ty płaczesz? – podbiegłam do niej i uklękłam przy łóżku.
- Nie, tylko oczy mi się pocą. – odrzekła i po chwili znowu ryknęła głośnym płaczem. – Ona tu przyjechała! – załkała po chwili.
- Kto?
- Mariolka. – odpowiedziała i wtuliła zapłakaną twarz w poduszkę. Wiedziałam, że wynikną z tego kłopoty. Mariola – blond seksbomba ze sztucznym biustem to licealna miłość mojego szwagra. Łukasz zerwał z nią już ponad 10 lat temu, a ona nadal nie pozwalała o sobie zapomnieć i co jakiś czas pojawiała się w życiu Piszczków i strasznie mieszała.
- No nie! Ta blond-flądra śmiała tutaj przyjechać?! – syknęłam.
- T-t-tak. – wyjąkała. – Ufam Łukaszowi, ale ja już tak dłużej nie mogę. Czy ona nie może raz na zawsze zniknąć z naszego życia?! Myślałam, że wyjazd tutaj będzie tylko miłym odpoczynkiem, ale nie, musiała tutaj przyjechać za nami. A pamiętasz, jak 3 lata temu zniszczyła imprezę na zakończenie sezonu klubowego Borussii? Zamiast się dobrze bawić, musiałam pilnować Łukasza, a ona na pamiątkę zostawiła mi pęk swoich sztucznych włosów, które jej wyrwałam. – produkowała się Joanna, a na sam koniec roześmiała się, ale tylko na chwilę. – To wszystko jest takie tragiczne. – załkała.
- Csssiii… - przytuliłam ją. – Wszystko będzie dobrze. – wyszeptałam. Będzie, jak sama się rozprawię z tą cizią. Musiałam przecież uratować małżeństwo mojej siostry.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Wrócił właśnie z Amelką ze spaceru i, gdy zobaczył pewną postać, nie wiedział, czy to jawa czy może pijacki koszmar. Co prawda przedwczoraj przesadził z alkoholem, ale to chyba nie było możliwe, by procenty działały jeszcze dzisiaj? Przyjrzał się dokładniej i już nie miał wątpliwości – kilka metrów od niego stała Mariola. Miała na sobie wydekoltowany czarny top i krótką białą mini.
- Łukasz! – ona też go zauważyła i z ogromną radością podbiegła do niego. Rzuciła mu się na szyję, a on sam nie wiedział co zrobić z rękami. – Jak miło cię widzieć! – w końcu sama odsunęła się od niego.
„Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego o sobie.” – pomyślał i tylko krzywo uśmiechnął się do blondynki.
- Poznaj mojego męża. – oświadczyła, gdy zbliżył się do nich siwy starszy pan. Łukasz podał rękę mężczyźnie i szybko oddalił się od nich. Wiedział, że przyjazd Mariolki oznacza niechybne kłopoty.
KLARA

Wróciłam do pokoju, ale niestety nie było tam Zuźki, pewnie już urabiała jakiegoś piłkarza. Modliłam się w duchu, żeby tylko nie czepiała się żonatych. Zamyślona wyszłam przed hotel, niestety nigdzie jej nie było. Już miałam wracać do siebie, gdy zauważyłam, że podjeżdża kolejna taksówka.
„Sporo nowych gości dzisiaj przyjechało.” – pomyślałam, jednak coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić kto to. Jednak, gdy tylko zobaczyłam tę uśmiechniętą, bezczelną twarz wiedziałam, że mój pobyt będzie jeszcze bardziej tragiczny niż był do tej pory, bo kilkadziesiąt metrów ode mnie stał mój koszmar z dzieciństwa i ktoś, dzięki komu od zawsze nienawidziłam piłkarzy – Łukasz Teodorczyk.

---------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć Kochane! :*

Ten rozdział wyjątkowo szybko, bo kolejny pojawi się dopiero gdzieś w połowie przyszłego tygodnia (najprawdopodobniej w czwartek). Jako że w ten czwartek mam egzamin poprawkowy na studiach proszę o mocne kciukasy!

Rozdział pisany szybko, bo ostatnio tylko nauka na pierwszym miejscu, ale chciałam być regularna, więc jestem. W każdym razie wybaczcie nikłą jakość tego rozdziału i ewentualne literówki.

Tadaaam! Mamy aż 3 nowych bohaterów (których wizytówki możecie zobaczyć w dziale „Bohaterowie”) :)

Teraz mam tylko nadzieję, że przez kontuzję Stępińskiego nie stracę połowy czytelniczek :( Mariusza nie było tutaj praktycznie wcale, więc wierzę, że nie jesteście na mnie złe. W zamian za to pojawił się Łukasz Teodorczyk, który będzie teraz jednym z głównych bohaterów.
Słyszałyście może o zasadzie „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”? :D Niczego nie zdradzam, tylko chciałam dać Wam trochę do myślenia :D

No cóż, nasi chłopcy trochę nas wczoraj rozczarowali. To prawda, nie grali jak trzeba, ale jestem ogromnie oburzona tym co robił sędzia. Mam tylko nadzieję, że dla naszej reprezentacji to był jedynie wypadek przy pracy :)

Standardowo dziękuję za wszystkie piękne komentarze! :* I tutaj mały apel do nowych czytelniczek: szanujcie naszą pracę. Mam tyyyyle wyświetleń, a komentarzy jak na lekarstwo. Już kiedyś pisałam, że wystarczy jedno zdanie i z tego też się będę cieszyła, ale błagam, napiszcie coś ;) Wiele razy widzę, że mam nowe wyświetlenia wszystkich rozdziałów, co jednoznacznie wskazuje na to, że pojawiła się nowa czytelniczka, ale oczywiście komentarza brak. Mam nadzieję, że to się zmieni :)

Zostawiam Wam rozdział do oceny :)

Dzisiaj GIF z trzema sympatycznymi  panami :) 



P.S. KOMENTUJESZ? --> MOTYWUJESZ!