środa, 23 listopada 2016

Chapter seventeen



“Oh damn, oh damn, oh damn
I'm so perplexed on that
It's almost shocking”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Kraków Podgórze, 5 czerwca, niedziela, godz. 8:30
Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie czując jakby ktoś umieścił na jego głowie ogromny kamień. Spojrzał na sufit i wydawało mu się, że jest nie tam, gdzie powinien. Białe ściany i jasnoróżowe mięsiste zasłony zdecydowanie nie przypominały jego hotelowego pokoju. Ta sypialnia musiała należeć do jakiejś kobiety. 
Zerwał się na równe nogi, jednak ból przyćmił jego przytomność i padł ponownie na łóżko. Próbował skupić myśli i zastanowić się, gdzie jest, jednak czuł się, jakby coś rozrywało mu głowę od środka. Wziął bardzo głęboki wdech i zaczął przypominać sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Wybrał się do klubu z chłopakami, a potem tańczył z kilkoma dziewczynami. Jedna z nich była bardzo nachalna, jednak on nie był nią zainteresowany. Po kilku wspólnych tańcach na szczęście odpuściła mu. Resztę wydarzeń pamiętał, jak przez mgłę albo wcale. Przypomniało mu się, że ktoś prowadził go do taksówki, ale nie widział tej osoby i potem skończyła się jego świadomość. Nie pił wczoraj niczego poza sokiem pomarańczowym, dlaczego więc niczego nie pamiętał?
Poruszył się niespokojnie słysząc typowo kuchenne odgłosy: skwierczenie oleju na patelni i świst gwizdka od czajnika. Powoli się podniósł, postawił stopy na drewnianą podłogę i rozejrzał się – jego wczorajsze ubrania były złożone w kostkę i położone na fotelu, który zapewne służył jego właścicielce do czytania wieczorami. Ubrał się we własne ciuchy i wyszedł z pokoju, w którym zapewne spędził noc z jakąś dziewczyną. Piękne zapachy przywiodły go aż do kuchni. Tam zauważył pewną blondynkę, która sprawnie poruszała się pomiędzy płytą gazową a blatem i przygotowywała posiłek podśpiewując pod nosem.
Miała na sobie ogromną koszulkę z Tweetym, spodenki w biało-czarne paski i, co najśmieszniejsze, grube zimowe kapcie, a przecież był początek czerwca. Nie była ani trochę umalowana, włosy związała w wysoki kucyk na czubku głowy, z którego wychodziły pojedyncze pasma, a i tak jego zdaniem wyglądała cudownie. Gdy podniosła na niego swoje niebieskie oczy, wydawało mu się, że widzi anioła. Dziewczyna była tak normalna i tak piękna w tej swojej normalności, że zwaliła go z nóg. Aż przystanął z wrażenia i przyglądał się temu niesamowitemu zjawisku, niechcący zwracając uwagę na jej kapcie.
- Pewnie myślisz, że jestem wariatką? – zaśmiała się, widząc z jakim zainteresowaniem przygląda się jej obuwiu. – Niestety strasznie marzną mi stopy, nawet latem.
Piłkarz nadal stał w progu i nie potrafił wydusić z siebie ani słowa. Blondynka po raz kolejny roześmiała się perliście i wskazała mu miejsce przy małym stoliku, który znajdował się po lewej stronie od wejścia. Mężczyzna niepewnie wszedł do pomieszczenia i usiadł.
- Proszę. – postawiła przed nim kubek z parującą cieczą. – Nie słodziłam ani nie dolewałam mleka. Nie mam pojęcia, jaką kawę piją piłkarze.
Dalej nie mówiąc nic upił kilka łyków z czerwonego kubka i przyjrzał się po raz kolejny uważnie dziewczynie, która wróciła do swojej czynności tj. mieszania czegoś na patelni. Mimo luźnych ubrań doskonale widział zarys jej sylwetki i naszła go dziwna ochota, żeby ją przytulić.
- Wolisz mocno ściętą jajecznicę czy raczej nie? – zapytała odwracając się przez prawe ramię.
Odchrząknął i wydusił z siebie pierwsze dzisiejszego dnia słowo:
- Nie.
Dziewczyna ponownie się zaśmiała i odsłoniła przed nim rząd swoich równych białych zębów.
- Nie wiedziałam, że piłkarze to takie niemowy. W Amsterdamie też tak mało mówisz?
Nie mógł nie uśmiechnąć się słysząc jej słowa.
- Nie.
- I znowu jedno słówko. – zachichotała i przełożyła jajecznicę na talerz. Postawiła przed nim posiłek i podała mu dwie grzanki prosto z tostera. – Smacznego.
Arek niewiele myśląc wziął się za jedzenie, ponieważ od wczorajszej kolacji nie miał nic w ustach i trochę ssało go w żołądku. Opróżnił talerz i nareszcie wracała mu jasność umysłu. Podziękował, wstał z krzesła i chciał podać dziewczynie naczynia. W tym samym momencie ona sięgnęła po nie, ich dłonie się mimowolnie zetknęły, a piłkarza przeszył niesamowity prąd. Dziewczyna spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się delikatnie.
- Jak… - zaczął niepewnie i odsunął się od niej siadając ponownie na krześle. – Jak się tutaj znalazłem? Czy my… No wiesz, spaliśmy ze sobą?
Blondynka oparła się plecami o blat kuchenny, przechyliła głowę parząc na niego zalotnie i roześmiała się głośno:
- Nie. Nawet nie byłbyś w stanie.
Napastnik Ajaxu otworzył szeroko oczy. Nic z tego nie rozumiał.
- Byłeś w klubie i jakaś laska chyba strasznie się ciebie czepiła. – dziewczyna zaczęła mu wszystko tłumaczyć i pomagać sobie przy tym dłońmi żywo przy tym gestykulując. – Potem zacząłeś się dziwnie zachowywać, podejrzewam, że ktoś dosypał ci coś do drinka. Nie pytaj, skąd to wszystko wiem. Mój starszy brat jest twoim ogromnym fanem i gdy tylko zobaczył cię w klubie, chciał twój autograf, ale nie można się było do ciebie dostać. Widzieliśmy jednak, że zaczynasz słaniać się na nogach i tracić świadomość, dlatego postanowiliśmy ci pomóc i przywieźliśmy cię do naszego mieszkania. To chyba tyle w skrócie.
Milik w miarę dalszego ciągu jej opowieści coraz szerzej otwierał oczy ze zdziwienia. Miał ogromne szczęście, że trafił na nią i jej brata. Zaraz, jak jej było na imię? Chyba nawet się nie przedstawiła.
- Cóż, powinienem wam podziękować. Można powiedzieć, że uratowaliście mi życie. – oświadczył poważnie.
- Drobiazg. – dziewczyna machnęła ręką i uśmiechnęła się serdecznie. – Ach, jaka ze mnie gapa! Alicja jestem. – zorientowała się nagle i podała mu dłoń. Arek uścisnął ją i ponownie przeszył go prąd. Ta dziewczyna była naprawdę niesamowita.
- Arek.
- Cóż, może odwiozę cię do hotelu kadry? Wasz trener pewnie bardzo się denerwuje, że cię nie ma… - zaczęła niepewnie, chociaż wcale nie chciała pozbywać się piłkarza ze swojego mieszkania.
- Masz rację. – kiwnął energicznie głową. Że też wcześniej nie pomyślał o tym, że powinien być teraz na zgrupowaniu! Ta dziewczyna sprawiała, że nie potrafił myśleć racjonalnie.
- Daj mi tylko 5 minut. – powiedziała jeszcze.
30 minut później Alicja zatrzymała swoje auto tuż przed Hotelem Starym.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystko. – powiedział piłkarz.
- Arek, zaczekaj chwilę. – poleciła dziewczyna i zaczęła grzebać w torebce. Wyciągnęła z niej notes i długopis i podała napastnikowi. – Brat by mi nie darował, gdybym nie wzięła od ciebie autografu.
Chłopak nakreślił swoje imię i nazwisko i oddał jej notes. Z pewnym ociąganiem pociągnął za klamkę i już prawie wysiadał, gdy coś mu się przypomniało.
- A, słuchaj, będziesz na meczu?
- Będę. – odpowiedziała blondynka. Tym razem piłkarz zaczął grzebać w portfelu i wyciągnął z niego małą kartę.
- Z tym możecie wejść jutro na trybunę rodzinną. Przynajmniej tak mogę wam się odwdzięczyć. – powiedział jeszcze. – Tak więc do zobaczenia jutro. – uśmiechnął się szeroko i pomachał jej. Teraz czekała go poważna rozmowa z trenerem.

KLARA

Hotel Pod Różą w Krakowie, 5 czerwca, niedziela, godz. 8:25
Obudziłam się i już wiedziałam - wdupiłam się. Z pełną tego świadomością i na własne życzenie. Wczoraj prawie oddałam się Teodorczykowi i wcale nie chodzi mi tutaj o to, że przez cały wieczór pozwalałam mu dotykać mojego ciała, a o uczucia. Pod wpływem tej cholernej zmysłowej otoczki moje serce zaczynało wariować i widzieć w piłkarzu bardzo fajnego i pociągającego faceta. Dobry Boże, ja naprawdę oszalałam.
Noc była niespokojna, no bo jaka miałaby być po takim wieczorze? Ciągle się budziłam, a gdy już zapadałam w głęboki sen, pojawiał się tam Łukasz.
Ciekawe, czy on też nie spał całą noc i czy mu się śniłam? Zabawne, bo gdyby tak to prawie jak byśmy spędzili tę noc razem. Ale w rzeczywistości było naprawdę blisko. Gdybym w porę nie otrzeźwiała, pewnie nadal miałabym moje zasady bardzo głęboko i wcale nie protestowałabym przed odważniejszymi pieszczotami.
Fakt faktem, że na samą myśl o jego dotyku czułam o cholerne łaskotanie w dole brzucha. Nie chciałam myśleć o tym, co mnie czeka, ale przecież miałam do zrealizowania plan, z którego nawet w obliczu takiego ryzyka nie chciałam rezygnować.
Łukaszu Teodorczyku, co ty ze mną zrobiłeś?
Moje rozmyślania przerwał dźwięk smsa. Aż zadrżałam na myśl, że wiadomość mogłaby pochodzić od Teodorczyka. Na szczęście to była moja przyjaciółka. "Jesteś sama?", "Tak, a niby z kim miałabym być?", odpowiedziałam i minutę później Zuzia wparowała do mojego pokoju. Miała włosy w nieładzie, ale nawet osoba z zaawansowaną krótkowzrocznością zauważyłaby, że ona promieniała.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, a ona klapnęła na fotelu i westchnęła.
- Klara, chyba spędziłam dzisiaj najlepszą noc w życiu. Wróć, ja miałam najlepszy seks w życiu.
- Kapustka? - spojrzałam na nią pytająco.
- Tak. A Tobie jak minął wieczór? - zmrużyła oczy.
- Ja... - zaczęłam niepewnie i chciałam skłamać.
- Mów prawdę. - syknęła moja przyjaciółka.
- No dobra. - westchnęłam głośno i w odruchu obronnym naciągnęłam kołdrę aż pod brodę. - Ten wieczór był niesamowity. Jak z filmu.
Na ustach Zuźki powoli pojawiał się triumfujący uśmieszek.
- I?
- I w ostatniej chwili powstrzymałam się przed pójściem z nim do łóżka. - dodałam głośno wypuszczając powietrze z ust. Moja przyjaciółka uderzyła dłońmi o uda i westchnęła.
- No tak. Wiedziałam, że to zepsujesz!
- Daj spokój. – mruknęłam, ale kątem oka zauważyłam, że Zuźka ewidentnie na coś czeka, zapewne na szczegółową relację. – Dobra. Opowiem ci wszystko. – skapitulowałam i zaczęłam snuć pełną magii i czaru opowieść o wczorajszym wieczorze spędzonym z Teodorczykiem.


 “My mind roaming wild
The thought of your smile
Oh you gotta give me some
Or you can give it all
But it’s never enough no”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Hotel Stary w Krakowie, 5 czerwca, niedziela, godz. 9:00
- Jędza, czy mógłbyś nalać mi soku jabłkowego? – zapytał grzecznie Krzysztof Mączyński swojego kolegę. Piłkarze właśnie wspólnie jedli śniadanie w restauracji hotelowej.
- Krzysiu, a co ty jesteś król Burundi, a ja twój służący, że mam ci wszystko podawać?! – wściekł się obrońca Legii. – Najpierw chleb, potem masło, teraz sok. Zastanów się.
Pomocnik Wisły przewrócił oczami.
- Nie, Artur, po prostu usiadłeś w takim miejscu, że wszystko, co jest mi potrzebne stoi przed tobą. – wyjaśnił mu, a Jędrzejczyk i tak w końcu spełnił prośbę kumpla.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby spokojny poranek piłkarzy nie został przerwany przez krzyk trenera. Adam Nawałka szedł przez środek restauracji i cały czas wrzeszczał coś do Tomasza Iwana, który szedł (chociaż „biegł” byłoby lepszym określeniem) obok niego.
- Co on sobie do cholery myśli?! Mój podstawowy napastnik i nie wraca na noc. Już ja mu dam!
- Trenerze, a może ktoś go porwał? – zaproponował dyrektor kadry.
Selekcjoner aż przystanął w miejscu, spojrzał poważnie na Iwana i popukał się w czoło.
- Chyba kosmici.
Tymczasem piłkarze zachichotali słysząc stwierdzenie trenera i zaczęli rozglądać się kogo wśród nich brakuje. Artur Jędrzejczyk spojrzał po kolegach i skonstatował, że nie ma wśród nich Milika.
- Ej, Mączka, ale jaja, Aruś zniknął.
- Może faktycznie go porwali? – zamyślił się głęboko Krzysztof.
- Chyba jakaś niewiasta. – zarechotał obrońca.
Łukasz Piszczek natomiast już od rana wisiał na telefonie i rozmawiał z żoną, o którą ostatnio bardzo się troszczył. Gdy tylko otworzył oczy, już chciał pędzić do niej i zapytać, jak się czuje, jednak w ostatniej chwili powstrzymał go przed tym Kuba Błaszczykowski. Teraz musiał wysłuchiwać rozmowy przyjaciela z Joanną, w którym cały czas padały pytania i zdania typu: „A jak się czujesz?”, „Wyspałaś się?”, „A nic cię nie boli?”, „Nie przemęczaj się”. Pomocnik co chwilę przewracał oczami i gdy obrońca w końcu się rozłączył, Kuba przystąpił do ataku.
- Stary, popadasz w obłęd. – wytknął mu.
- Ale Asia… Po prostu dbam o nią i dziecko. – próbował się wytłumaczyć. Faktycznie bardzo martwił się o żonę i dziecko, które nosiła pod swoim sercem i stąd wynikała jego nadmierna troska.
- Wyluzuj trochę, przecież nie jest sama. Klara się nie zaopiekuje. A poza tym za parę godzin się zobaczycie. – Błaszczykowski próbował uspokoić kolegę, a ten tylko w niemym rozumieniu kiwał głową.
- No dobrze, już dobrze. – sapnął Piszczek, ale już po chwili wysłał do żony smsa: „Zjedz zdrowe śniadanie. Całuję Twój brzuszek Skarbie.” Na szczęście tego już Kuba nie widział, bo pewnie skończyłoby się to skonfiskowaniem telefonu.
***
Plac Mariacki, Kraków, 5 czerwca, niedziela, godz. 15:00
- Pięknie tutaj, prawda? – zachwyciła się Klara. Siedzieli właśnie z Bartkiem w ogródku kawiarni na Placu Mariackim i rozmawiali. Dzień był piękny – słoneczny i naprawdę ciepły.
- To prawda. Można by tutaj spacerować bez końca. – piłkarz uśmiechnął się szeroko.
Reprezentacja rano odbyła trening, a potem dostali wolne popołudnie. Większość z chłopaków poświęciła tych kilka wolnych chwil na spotkanie ze swoimi rodzinami. Piszczkowie wybrali się na rodzinny obiad, a Salamon zaprosił Klarę na kawę.
- Dobrze, że nie jesteśmy teraz we Włoszech. – roześmiał się. – Zostalibyśmy zlinczowani za to, że pijemy cappuccino po południu.
Brunetka, która właśnie walczyła z wiatrem władającym jej sukienką, spojrzała na niego pytająco.
- We Italii jakąkolwiek kawę z dodatkiem mleka pije się tylko rano. Ale na szczęście jesteśmy w Polsce. – oznajmił i wyciągnął przed siebie swoje długie kończyny.
Tymczasem Klara nadal nie potrafiła poradzić sobie z wiatrem, który co chwilę unosił jej sukienkę i odsłaniał w całości jej opalone nogi.
- Cholera jasna! – sarknęła. – Po powrocie do hotelu ta sukienka ląduje w koszu.
- Oj, daj spokój. Wyglądasz ślicznie. – zaoponował Bartek, który rozkoszował się chwilami relaksu. Słońce pięknie grzało, on pił świetne cappuccino w towarzystwie swojej przyjaciółki i nawet fani nie byli zbyt namolni. Żyć nie umierać.
- Bartek. – Klara spojrzała na niego poważnie i zmarszczyła czoło.
- No co? – roześmiał się. – A ja nie mam nic przeciwko takim widokom. – znacząco popatrzył na jej nogi.
- Bartek, proszę cię. – brunetka próbowała go uspokoić, ale piłkarz był w zbyt dobrym humorze, żeby przejmować się czymkolwiek.
W końcu dziewczyna wzięła pod pupę boki sukienki i nareszcie nastał spokój – materiał już nie fruwał na wietrze. Cieszyła się, że umówiła się z Bartkiem. W jego obecności wspomnienie wczorajszego wieczoru wydawało się mgliste. W kawiarni mogła skupić się na rozmowie z Salamonem, a nie na bezsensownym rozmyślaniu o Teodorczyku, który pewnie już niedługo będzie ją miał gdzieś.
Bartek chyba czytał w jej myślach, bo po chwili zdjął okulary przeciwsłoneczne, oparł dłonie o stolik i zadał jej najbardziej kłopotliwe w tym stanie rzeczy pytanie:
- A jak tam, no wiesz, twoje sprawy uczuciowe?
Bajkowska skrzywiła się okropnie i zaklęła w myśli. Faceci to jednak mają wyczucie czasu.
- Cóż… Powiedzmy, że to skomplikowane. – próbowała go zbyć, co było trudne zważywszy na fakt, że w jednej chwili wszystkie wspomnienia wróciły z podwojoną siłą.
- Ale mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa?
Klara westchnęła głośno. To było bardzo trudne pytanie. Nawet, gdyby ktoś zapytał ją o to, czy wczoraj była szczęśliwa, nie potrafiłaby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Musiała jednak pamiętać, że Bartek nadal tkwił w przekonaniu, że ona jest z Łukaszem.
- To dopiero początek i ciężko na razie mówić o takich rzeczach. – oznajmiła i szybko odbiła piłeczkę. – A co u ciebie? Mówiłeś, że tuż przed zgrupowaniem w Juracie rozstałeś się ze swoją wieloletnią dziewczyną. Nic się do tej pory nie zmieniło?
Zagięła go. Bartek zaklął po cichu. Co go podkusiło, żeby pytać Klarę o sprawy uczuciowe? Chyba jakiś cholerny chochlik.
- Chyba muszę ci o czymś opowiedzieć… - zaczął powoli i po chwili streścił jej cała historię z Olivią. Nie pominął nawet wątku jej ciąży. Brunetka słuchała wszystkiego zaszokowana.
- A to świnia… - skwitowała na koniec. – Dlaczego wcześniej nie opowiedziałeś mi o tym? Może mogłabym ci wtedy jakoś pomóc.
Salamon pokręcił głową.
- To nie było potrzebne. Nie chciałem obarczać nikogo moimi problemami, ale jak widzisz wszystko rozeszło się kościach.
- Może masz rację Zosiu-samosiu. – wypięła w jego stronę język. – A nie masz na oku nikogo nowego? – jątrzyła dalej.
Kolejny strzał. Bartek wiedział, że musi zachować pokerową twarz. Wymusił na sobie szeroki uśmiech i rzekł tajemniczo:
- Mam na oku kilka kandydatek, ale to nic wielkiego. Możemy jednak skończmy już temat naszych byłych, obecnych i przyszłych?
- Sam go zacząłeś. – wytknęła mu brunetka.
- I ja go kończę. – powiedział, a w duchu odetchnął z ulgą, po czym szybko przeszli na swój ulubiony temat – ostatnie premiery kinowe.

W tym samym czasie, gdzieś na krakowskiej starówce
Błąkał się bez celu po wąskich ulicach Starego Miasta i przypadkiem wypatrzył Klarę. Siedziała z Salamonem i była taka piękna – roześmiana, naturalna. Wiedział, że ta dwójka się przyjaźni, ale nie sądził, że poczuje ukłucie zazdrości, gdy zobaczy ich razem.
Tak, on, Łukasz Teodorczyk, który potrafił uwieść każdą dziewczynę bez wyjątku, był zazdrosny. To było dla niego nowe uczucie. Tak samo jak i gama innych, które odczuwał na myśl o Klarze i wczorajszym wieczorze. Chciał ją uwieść i raczej nie przewidywał ich dalszej przyszłości, a jednak wczoraj sytuacja zaczęła mu się delikatnie wymykać z rąk. To, że Klara podobała mu się i pociągała go było faktem niezaprzeczalnym. Nie przewidywał jednak tego, że dziewczyna oczaruje go na tyle, że po prostu będzie chciał z nią być. Była chyba jedyną, która kiedykolwiek zrobiła na nim takie wrażenie. Z jednej strony była taka kobieca i ponętna, a z drugiej miała naprawdę silny charakter. Dobrze się przy niej czuł. I mimo, że nadal chciał zaciągnąć ją do łóżka nie był pewien, czy ta jedna noc spędzona z nią by mu wystarczyła. Bo co w sytuacji, gdyby chciał przeżyć z nią więcej takich chwil?

--------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć Kochane! :*
 Przybywam z rozdziałem siedemnastym :)

Powiem Wam, że po emocjonującym poprzednim rozdziale ten pisało mi się dosyć ciężko i jest trochę spokojniejszy, ale mam nadzieję, że też Wam przypadnie do gustu :)

W tym momencie chciałabym przeprosić #teamKlarek, bo jak widzicie Arek poznał kogoś nowego i chyba nie zamierza dać dziewczynie spokoju :D Jeżeli chcecie zobaczyć nową bohaterkę, zapraszam do zakładki "Bohaterowie" :)

Liczę na Wasze opinie dotyczące rozdziału! :)

W najbliższych dniach nadrobię zaległości na Waszych blogach.

A na deser dzisiaj Arek oraz Łukasz i... Kuba :D



wtorek, 15 listopada 2016

Chapter sixteen




 “I got faith in you baby, I got faith in you now
And you've been such a, such a good friend of me
Know that I gotta love you somehow”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

4.06.2016r. godz. 13, Hotel Pod Różą
- Hahahaha! Ja tobie?! – Klara roześmiała się ironicznie słysząc słowa Angeli. Ta usiadła na krześle, a szwagierka Piszczka stanęła w przejściu między pokojem a korytarzem i założyła ręce na piersiach. Przez kilka sekund dziewczyny mierzyły się wzrokiem.
- Powiedziałam, że musisz mi pomóc. – wyartykułowała powoli była dziewczyna Milika. – Chcę, żebyś pomogła odzyskać mi Arka.
Klara słysząc jej słowa prawie zakrztusiła się własną śliną.
- Ty chyba żartujesz?! – wykrzyczała. – Niby dlaczego?
- W dużej mierze to przez ciebie się rozstaliśmy. – oznajmiła Angelika.
Siostra Joanny najpierw prawie zapowietrzyła się słysząc słowa rywalki, ale po chwili wzięła głęboki wdech i wycedziła przez zęby:
- Wynoś się stąd.
- Nie wyjdę stąd, dopóki nie obiecasz, że mi pomożesz. – oświadczyła twardo.
- Czy ty się zamieniłaś na rozumy z osłem?! – Klara przewróciła oczami. – Dziewczyno, ogarnij się. Po pierwsze, to nie przeze mnie się rozstaliście, a po drugie, nie mam żadnego interesu w tym, żebyście do siebie wrócili, więc wybacz, ale nie jestem twoją przyjaciółką i nie pomogę ci.
- Ale Klara, proszę cię. – jęknęła Angelika i wyraźnie zmieniła swoją strategię. – Mi bardzo zależy na Arku i chciałabym, żeby było jak dawniej. Pomyślałam, że może ty wpłynęłabyś jakoś na niego.
- Ty naprawdę oszalałaś. – sapnęła Klara siadając na łóżku. Spojrzała na swojego gościa i skrzywiła się. Małpa czy nie małpa była z tej Angeli, ale w sumie to współczuła jej w tym momencie.
- Ja wiem, że nasza znajomość nie zaczęła się zbyt pozytywnie, ale od początku wiedziałam, że jesteś naprawdę spoko, a teraz jeszcze dołączyłaś do grona WAGs. Może Łukasz mógłby szepnąć o mnie słówko Arkowi?
- Łukasz? Jaki Łukasz? – zdziwiła się Klara.
- No Teo, twój chłopak od niedawna. – przypomniała jej Angelika, a brunetka już miała zrobić facepalma, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- Ach, no tak. – Klara jakby się obudziła i momentalnie poczerwieniała aż bo czubki uszu.
- Więc jak?
- Dobra, nie wiem. – zniecierpliwiła się Bajkowska, bo w tym momencie właśnie przypomniała sobie, że czeka ją dzisiaj jeszcze podarowanie prezentu Teodorczykowi. Prezentu w naturze, nawiasem mówiąc.
- Daję ci kilka dni do namysłu. – Angelika podniosła się z krzesła i wyszła z pokoju. Ta jeszcze przez kilka minut rozważała jej słowa i stwierdziła, że w sumie co jej zależy i pomoże byłej Milika. W końcu mamy solidarność jajników.

KLARA

4.06.2016r. godz. 16, Hotel Stary w Krakowie
- Szwagier! – wyszczerzyłam się na widok Piszczka i rzuciłam mu się na szyję. Wracałyśmy właśnie z obiadu z Joanną i Zuzią i postanowiłyśmy wpaść na chwilę do hotelu naszej reprezentacji. – Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomarańczy. – tu nachyliłam się do jego ucha i dodałam szeptem – Niech ci żona nago tańczy.
Łukasz rozchylił usta w uśmiechu w reakcji na moje ostatnie słowa, a ja wycisnęłam na jego policzkach dwa soczyste całusy, zostawiając ślady różowego błyszczyka.
- No tak, ale jak żona to zobaczy to nici z nagich tańców. – oświadczył cicho i od razu wytarł się po mnie.
- Jakich tańców, tatusiu? – od razu podłapała Amelka. Boże, dlaczego to dziecko zawsze słyszy to, czego nie powinno?
Piłkarz zrobił do mnie wielkie oczy jakby szukając ratunku w mojej osobie.
- Yyyy, klasycznych, Kochanie. Twój tatuś chciałby nauczyć się tańczyć walca. – wyjaśniłam jej tym samym ratując Piszczka z opresji. – A, byłabym zapomniała. – przypomniałam sobie i wręczyłam mu torbę pełną słodkości.
- Lara… - jęknął wskazując na swój umięśniony brzuch. – Wiesz, że nie mogę.
- To nic. Tradycji musi stać się zadość. – odpowiedziałam. Ponieważ niepisaną tradycją pomiędzy mną a Łukaszem było to, że na każde urodziny dawaliśmy sobie torbę słodyczy. Co prawda i tak potem większa część jej zawartości lądowała w brzuszku Amelki, ale taka była nasza tradycja.
- Drugi wczorajszy jubilat chyba też czeka na życzenia… - powiedział znacząco Piszczek i wskazał drugiego Łukasza, który właśnie przyglądał mi się nieodgadnionym spojrzeniem. Z miejsca zrobiło mi się gorąco, gdy tylko przypomniałam sobie kwiaty od niego i nasze wczorajsze smsy, ale wzięłam się w garść i podeszłam do niego.
 - Cześć. – przywitałam się i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- No cześć. – odpowiedział i chyba czekał na coś, bo przez kilka sekund mierzyliśmy się spojrzeniami. Moje brązowe oczy kontra jego niebieskie.
- Chciałam podziękować ci za kwiaty. – zaczęłam powoli.
- Drobiazg. – uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- A co do prezentu urodzinowego…
- Myślę, że najlepszym prezentem będzie, jeżeli zgodzisz się dzisiaj pójść ze mną na randkę. – przerwał mi, a ja uśmiechnęłam się triumfująco.
- Zgadzam się. – odparłam pewnie i przekrzywiłam głowę nadal świdrując go wzrokiem. Z premedytacją zagryzłam wargę i czekałam na jego reakcję. Blondyn przez kilka sekund patrzył na moje usta – cel osiągnięty.
- Wiesz, że gdyby nie okoliczności pocałowałbym cię teraz tak, że zabrakłoby ci tchu. – wychrypiał niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do mojej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. – spojrzałam mu hardo w oczy. – Szkoda więc, że okoliczności nie są sprzyjające.
- Igrasz z ogniem…
- Sama nim jestem. – odpowiedziałam uwodzicielsko. Coraz bardziej się rozkręcałam, a wieczorem miała nastąpić eskalacji moich umiejętności. Naprawdę fajnie było tak uwodzić faceta i widzieć, jak on powoli mięknie. Jednak wiedziałam, że do całkowitego rozkochania Teodorczyka była długa droga, ale byłam skłonna się poświęcić dla dobra sprawy.
- Oj Klara. – pokręcił głową. – Gdzie się zatrzymałyście?
- W Hotelu Pod Różą.
- Świetnie. Będę po ciebie o 19.30.
- Okej. – odpowiedziałam z przekąsem, a po chwili Teodorczyk się ulotnił.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Już od kilku minut obserwował Klarę i chciał ją zagadnąć, jednak dziewczyna podeszła do Teodorczyka. Nie chciał im przeszkadzać, więc usiadł na kanapie w hotelowym holu i cierpliwie czekał aż skończą rozmowę.
Przyglądał im się i mimo, że nie dotykali siebie nawzajem widział, że coś się pomiędzy nimi dzieje. Trochę zakuło go w serce na myśl, że brunetka jest z napastnikiem, jednak postanowił sobie, że zagłuszy wszystkie uczucia, jakie do niej żywił. Była tylko jego przyjaciółką i powierniczką. Skoro Klara miałaby być szczęśliwa, choćby i z Teodorczykiem on był w stanie to zaakceptować.
W końcu dziewczyna została sama i Bartek chwilę później znalazł się obok niej.
- Cześć! – uściskał ją.
- Jak tam nastrój przed poniedziałkowym meczem? – zapytała szczerze uśmiechając się do niego.
- Jestem naprawdę zmobilizowany i liczę na to, że w końcu wyjdę na boisko. – odwzajemnił uśmiech.
- No to świetnie. Też uważam, że powinieneś w końcu dostać swoją szansę.
- A co u ciebie?
- Bez zmian. – odparła krótko ewidentnie chcąc uniknąć niewygodnego tematu. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jadę do Francji.
- Ja też się cieszę, że jedziesz. – wyszczerzył się. – Zawsze to o jednego kibica więcej. Słuchaj… - zaczął nagle, a brunetka spojrzała na obrońcę pytająco – A może wybralibyśmy się jutro na kawę? Rano mamy trening, ale popołudniu trener obiecał nam wolne.
- Jasne. – ucieszyła się Klara. Naprawdę lubiła Bartka i rozmowa z nim zawsze sprawiała jej dużą przyjemność. Był jedną z niewielu osób, która tak dobrze znała się na kinie, które ona uwielbiała. – Może o 15 na Rynku Głównym?
- Świetnie. A teraz przepraszam cię, ale muszę lecieć. – oznajmił i skierował się do swojego pokoju.


“Keep playing my heartstrings faster and faster
You can be just what I want, my true disaster”


- Powiedz mi, Teo, jak to w końcu jest? – zapytał Jędza kolegę, gdy grali w FIFĘ. – Ty jesteś w końcu z Klarą czy nie?
Blondyn zamyślił się, ułożył w myśli odpowiedź i rzekł:
- Teoretycznie byliśmy, praktycznie nie jesteśmy, ale będziemy. Pracuję nad tym.
- Ojjjj… - Artur słysząc tę zagmatwaną odpowiedź aż otarł pot z czoła. – Zaczynasz gadać jak typowa baba.
Teodorczyk w odpowiedzi przewrócił oczami i machnął tylko ręką.
- Pogadamy o tym kiedy indziej, a teraz graj. – polecił kumplowi.
Sam nie potrafił przestać myśleć o Klarze. Dziewczyna cały czas wypełniała jego myśli i nic nie wskazywało na to, że ten stan kiedyś minie. Napastnik nie potrafił ogarnąć, co właściwie z nim się dzieje. Póki co, wiedział, że cholernie pragnie mieć Klarę. Wystarczyło, że tylko pojawiała się w zasięgu wzroku, nie widział już nikogo innego. Chłonął każde słowo, które wypowiadała w jego kierunku. Patrzył głęboko w jej brązowe oczy, jakby chciał odczytać z nich, co ona myśli i wydawało mu się, że czasami widzi w nich pożądanie.
To przez nią miał ostatnio spore kłopoty ze snem, ponieważ cały czas zastanawiał się, jak ją zauroczyć. 9 lat temu poszło mu bardzo łatwo, ale dziewczyna była wówczas głupią nastolatką, a nie tak jak teraz pewną siebie i świadomą swej wartości kobietą. Teraz musiał się wysilić dużo bardziej i gdy tylko pojawiała się okazja starał się ją adorować, udowadniać jej, że dużo o niej myśli. Roztaczał wokół niej swój czar i czuł, że już niedługo brunetka połknie haczyk, a on dopnie swego.
To była gra, którą prowadzili ze sobą, a Łukasz postanowił sobie, że za wszelką cenę musi ją wygrać.
KLARA
4.06.2016r. godz. 19.30 Hotel Pod Różą
- Idealnie – stwierdziłam wpatrując się w swoje odbicie w lustrze i wygładzając czerwoną sukienkę, którą miałam na sobie. Chciałam być dzisiaj słodkim wampem i w sumie zarówno ta kreacja i mocniejszy niż zwykle makijaż kreowały wygląd, jakiego oczekiwałam.
- Też tak uważam. – Zuzia cmoknęła z zadowoleniem. – Zastanawiam się, czy dzisiaj w końcu nadejdzie ta ognista noc podczas której panna Klara ulegnie kawalerowi Łukaszowi.
Pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Jesteś nienormalna. – oznajmiłam. – Jeżeli już ktoś ma komuś ulec, to raczej on mi. A ty kiedy w końcu ulegniesz Kapustce? – odgryzłam się.
- Świnia. – skwitowała. – Porozmawiamy jutro rano. – oznajmiła krótko i prawie wypchnęła mnie siłą z pokoju. Wiedziałam, że ona też dzisiaj umówiła się z Bartkiem i byłam strasznie ciekawa, co z tego wyjdzie, ponieważ moja przyjaciółka co prawda zapierała się przed tym rękami i nogami, ale wiedziałam, że jak do tej pory nigdy przy żadnym chłopaku nie była taka szczęśliwa.
Odetchnęłam głęboko i zeszłam po schodach na dół. Wyszłam z hotelu i od razu go zobaczyłam. Teodorczyk już stał przed budynkiem i, muszę to przyznać, wyglądał naprawdę nieźle.
Podeszłam do niego i chciałam przywitać się zwyczajowym „cześć”, jednak on był szybszy – zbliżył się do mnie, objął jedną ręką w pasie i pocałował w policzek.
- Mam nadzieję, że nie wyglądam zbyt elegancko? – zapytałam słabym głosem jeszcze oszołomiona jego stanowczymi ruchami.
- Wręcz przeciwnie, wyglądasz bosko. – wyszeptał mi do ucha i momentalnie poczułam dziwne łaskotanie w dole brzucha. Bez cienia sprzeciwu ujął mnie za rękę i poprowadził w stronę restauracji, w której mieliśmy zjeść kolację.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale po godzinie wspólnej kolacji, kiedy właśnie kończyliśmy deser, mogłam powiedzieć jasno: Łukasz Teodorczyk to naprawdę fajny facet.
Był bardzo zabawny, miał sporo do powiedzenia na wiele tematów, widać było, że bardzo mu zależy na tym, żebym się dobrze bawiła. Byłam pewna – przede mną już nie siedział ten przygłupi Łukasz, w którym zadurzyłam się jako nastolatka, tylko mężczyzna, który naprawdę mógł podobać się kobietom. Poza tym roztaczał wokół siebie tak niesamowity czar, który potrafiłby zdziałać cuda z nawet najbardziej nieprzystępną dziewczyną. Ja niestety taka nie byłam.
Czułam, że z każdą kolejną chwilą spędzoną z nim zapadam się w nicość, z której nie ma już ucieczki. Niestety nie mogłam nic na to poradzić. Ta cała romantyczna otoczka naszego spotkania sprawiała, że nie potrafiłam już racjonalnie myśleć i powoli zaczynałam zapominać w jakim celu jestem tutaj. A cel był jeden – rozkochać Łukasza, a potem go porzucić z zimną krwią. Niestety moja krew buzowała w żyłach z każdym spojrzeniem piłkarza w moje oczy. Te jego chłodne błękitne tęczówki całkowicie przenikały moje wnętrze i czułam jak się mała bezbronna dziewczynka, która nie ma żadnego wpływu na bieg wydarzeń. Gdzie podziała się ta Klara, która chciał zrealizować swój plan zemsty? Chyba została przed drzwiami restauracji.
Po kolacji mieliśmy jeszcze zaliczyć krótki spacer, jednak Łukasz zaproponował, żebyśmy poszli do klubu potańczyć. Wiedziałam, że to był bardzo zły pomysł, szczególnie ze względu na to, jak wpływa na mnie taniec z facetem, który chociaż trochę mi się podoba.
Ups, powiedziałam to głośno? No cóż, dopiero na tej kolacji odkryłam, że piłkarz mi się podobał. Nie chciałam tego przyznać sama przed sobą, ale prawda była okrutna – mój plan powoli zaczynał mi się przeciwstawiać. Wiedziałam, że to, że patrzyłam teraz na Łukasza przychylnym okiem nie rujnowało planu w całości, ale jego część i to tę najważniejszą. Znałam samą siebie i zdawałam sobie sprawę z tego, że gdy on nadal będzie mi się podobał i dalej będziemy się spotykać, prędzej czy później się zakocham. To jednak nie przeszkadzało w niczym, żeby i on poczuł coś więcej do mnie, mimo wszystko potem pewnie nie potrafiłabym zdecydować się na porzucenie go.
Postanowiłam jednak nie myśleć o tym jak na razie i nie wyprzedzać faktów. Co prawda w klubie jeszcze próbowałam trzymać się twardo i opierać urokowi Łukasza, ale to wszystko na nic. Cała ta bajkowa otoczka odurzała mnie i sprawiała, że odczuwałam obecność piłkarza wszystkim zmysłami. Czułam jego dłonie na moim ciele, niesamowity męski zapach, jego usta na mojej szyi, potem na moich wargach, gdy łączyły się z moimi w namiętnych pocałunkach. Cały czas słyszałam z jego ust piękne słowa, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie, że jestem cudowna i taka pociągająca, że mnie pragnie, że mój zapach sprawia, że zaczyna szaleć.
Czułam się jak w alternatywnym świecie i wcale nie pomagała mi myśl, że on też mnie pragnie. Wiedziałam do czego będzie dążył i zastanawiałam się tylko, czy będę w stanie się mu oprzeć. Niesamowicie ryzykowałam pozostając z nim w klubie i poruszając się w rytm muzyki, ale ja po prostu tego chciałam. Chciałam, żeby mnie dotykał, żeby mnie całował, żeby szeptał mi do ucha wszystkie te nic nieznaczące słowa. Wiem, że powinnam była uciec stamtąd i uratować tym samym samą siebie, ale on trzymał mnie tam jakąś niewidzialną siłą i już sama nie wiedziałam, czy chodzi o jego spojrzenie, czy o jego usta, a może po prostu o jego obecność.
Niczego nie byłam już pewna, ale podobał mi się ten stan. 
WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Klara wpadła w jego sidła – tego był pewien. Najpierw na kolacji pokazał jej się z innej strony niż dotychczas. Początkowo był niezadowolony z siebie, bo być może odkrył się przed nią za bardzo, jednak ostatecznie taka taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo dzięki temu ich rozmowa zaczęła kleić się jeszcze bardziej.
Adorował ją, traktował jak prawdziwą księżniczkę i było to zachowanie autentyczne, ponieważ jego zdaniem brunetka zdecydowanie zasługiwała na takie miano. Nie potrafił oderwać wzroku od jej pięknie skrojonych ust i oczu, które tak mądrze na niego patrzyły. Jej zapach rozpalał go do czerwoności i niecierpliwie wyczekiwał, co jeszcze wydarzy się tego wieczoru.
Po kolacji zabrał ją do klubu, ponieważ wiedział, że to będzie niezawodny sposób na to, żeby być z nią naprawdę blisko. Podczas tańca czuł, jak pod wpływem jego dotyku płonie skóra dziewczyny. Nie potrafił już utrzymać rąk przy sobie i cały czas wodził nimi po ciele Klary. Nie mógł i nie chciał czekać z pocałunkami, toteż jego usta co i rusz łączyły się z wargami dziewczyny.
Brunetka wyzwalała w nim dziwne emocje. Oprócz ogromnego pożądania, które rosło z każdą chwilą, napastnik chciał po prostu być obok Klary i to było dla niego najbardziej nieoczekiwane.
W końcu z pewnym ociąganiem wyszli z klubu i skierowali się w stronę hotelu Bajkowskiej. Chłodne nocne powietrze dobrze podziałało na Klarę, ponieważ w końcu zaczęła racjonalnie myśleć i gdy tylko przypomniała sobie, co działo się w klubie i jaka była bezbronna, miała ochotę coś sobie zrobić. Ewidentnie Teodorczyk miał na nią zły wpływ.
- Chciałbym, żeby ten wieczór nigdy się nie kończył… - wyszeptał Łukasz do ucha brunetki, gdy znaleźli się już obok docelowego budynku.
- Hola, hola, gołąbeczku! Podobno trener kazał wam wrócić przed północą, a jest 23.30. – uświadomiła piłkarza, a ten uniósł brwi ze zdziwienia zaskoczony reakcją Klary.
- No cóż. – sapnął w odpowiedzi. – Masz rację. Co nie zmienia faktu, że ten wieczór był cudowny… - rozmarzył się jeszcze, nachylił do ust brunetki i złożył na nich ostatni już dzisiaj pocałunek.
- Dobranoc. – wyszeptała Klara i wyślizgując się z jego objęć zniknęła w mroku kamienicy, w której mieścił się hotel.
Dotarła do pokoju, oparła się plecami o drzwi, przyłożyła chłodną dłoń do gorącego czoła i jęknęła:
- Boże, dlaczego jestem taka emocjonalna i kochliwa? To mnie kiedyś zgubi.


Cześć Kochane! :*

Przybywam z rozdziałem szesnastym, chyba najbardziej emocjonującym jak do tej pory. Wiem, że miał pojawić się dopiero jutro, ale już nie mogłam wytrzymać i udostępniam Wam go dzisiaj :)
Szczególną uwagę zwróćcie na drugą piosenkę ze ścieżki dźwiękowej i jej tekst. Myślę, że idealnie oddaje odczucia Klary, która powoli wpada we własną pułapkę (jak to kilka rozdziałów temu skomentowała Inertia :D)…

Co do piosenek, używacie może aplikacji Spotify? Stworzyłam tam listę ze wszystkimi piosenkami, które stanowiły ścieżkę dźwiękowa do bloga. Szukajcie jej pod nazwą "Tell it to my heart" , a moja nazwa to "sheistheoneee" :)

Nie nudzę już więcej, tylko zostawiam Wam rozdział do oceny. Liczę na Wasze opinie! :) Kolejny rozdział już w środę wieczorem :)

Dzisiaj łapcie Klarę, Łukasza i Bartka (w poprzednim wcieleniu :D). Sorki za Koseckiego, on w odpowiadaniu nie występuje, tylko napatoczył się do zdjęcia :P