wtorek, 13 grudnia 2016

Chapter twenty




“I don’t want this to end
And there’s no need to play pretend
If you stay with me again
Would you mind closing the bedroom door?”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Stade de Nice, Nicea, Francja, 12.06.2016r. godz. 17:45
- Klara… - jęknęła przeciągle Zuzia i nachyliła się nad uchem przyjaciółki. – Czy ta wariatka przez całe EURO będzie chodziła za nami? – zapytała szeptem wskazując na siedzącą obok nich Angelę.
Brunetka spojrzała na nią wymownie i wzruszyła ramionami. Jej również nie w smak było, że była dziewczyna Arka przyplątała się do nich, ale nie miała serca tak wprost powiedzieć jej, żeby się odczepiła. Przecież była nieszczęśliwa.
Tymczasem Angelika właśnie zauważyła, że kilka miejsc dalej usiadła blondynka, z którą ostatnio widziała Milika.
- Pffff, bezczelna! – sarknęła. – I po co ona tutaj przyjechała?!
Bajkowska skrzywiła się i zasugerowała delikatnie:
- Angelika, nie chcę nic mówić, ale ona chyba przyjechała tutaj dla Arka…
Dziewczyna spojrzała na nią oburzona i fuknęła tylko.
- Z nią trzeba trochę ostrzej. – szepnęła Zuźka do przyjaciółki, a po chwili zwróciła się do szatynki. – Angela, posłuchaj mnie teraz. Daj spokój sobie i Arkowi. Tyle ciach chodzi po świecie, a ty uganiasz się za dupkiem, którego w sumie tak naprawdę nie kochałaś.
- Z tym dupkiem to chyba trochę przesadziłaś… - przerwała jej Klara.
Iwaszkiewicz spojrzała na nią z wyrzutem w oczach. Znowu pochyliła się konspiracyjnie nad brunetką i syknęła:
- Mam ci przypomnieć, co zrobił w Juracie?
Klara odruchowo pokręciła głową i głupio uśmiechnęła się do przyjaciółki. Jeszcze tego by brakowało, żeby teraz Zuźka zdradziła Angeli, co działo się po jej wyjeździe między nią a Milikiem.
Tymczasem szatynka kontynuowała swój wywód:
- Widzisz, on nie traci czasu i już znalazł sobie inną. Widocznie potrzebował odmiany.
- Ale gdyby chciał blondynkę, przecież zawsze mogłabym przefarbować włosy… - westchnęła była dziewczyna Arka, a Zuzia przewróciła teatralnie oczami i głośno wypuściła powietrze z ust.
- Angelika, jesteś ładna, młoda i zgrabna, charakter… - zawahała się. – Nad charakterem zawsze można popracować. Rozejrzyj się po trybunach. Może właśnie tutaj siedzi „Ten Jedyny”?
- Ale ja nie chcę jakiegoś gołodupca, który przez rok musiał zbierać na bilet na EURO…
- Mów do słupa… - skomentowała Klara unosząc wzrok do góry i szukając na błękitnym niebie choćby zalążka chmury.
- A słup jak dupa. – sarknęła Zuzanna. – Ale pamiętaj, że jesteśmy we Francji. Zawsze możesz poderwać jakiegoś bogatego arabskiego księcia.
- I mam być jedną z dwunastu żon?! Wykluczone.– po raz kolejny oburzyła się Angelika. – Ja chcę Arka… - jęknęła żałośnie.
Bajkowska słysząc to pokręciła głową i spojrzała na przyjaciółkę.
- Daj spokój. To syzyfowa praca, a ona nic tylko Milik i Milik. – stwierdziła. – O, już wychodzą! – ucieszyła się na widok naszej jedenastki na murawie.
Piłkarze ustawili się w szeregu i po chwili rozbrzmiały hymny obydwu drużyn. Jeszcze tylko przywitanie kapitanów i kilka innych uprzejmości i sędzia obwieścił gwizdkiem początek meczu.
Pierwsza połowa nie należała do zbyt udanych. Polacy mieli kilka sytuacji bramkowych, ale niestety w większości z nich Arek Milik rozmijał się z piłką. Co prawda, to nasza reprezentacja górowała w statystykach – 70 proc. posiadania piłki, ale Irlandczycy dzielnie bronili własnej bramki i pola karnego. I niestety, po 45 minutach gry było 0:0.
- Chłopaki, jest dobrze. – trener Nawałka starał się uspokoić w przerwie swoich podopiecznych. – Grajcie, tak jak wcześniej, trzymajcie się schematów, a może w końcu piłka wyląduje w siatce. – uśmiechnął się i dodał otuchy Polakom.
I tak też się stało, bo druga połowa w wykonaniu naszej kadry wyglądała zdecydowanie lepiej. Wszyscy wstrzymali dech już w 51. minucie meczu – Kuba Błaszczykowski odebrał piłkę od Mączyńskiego i bez zastanowienia podał ją do Milika, który znajdował się na dwunastym metrze. Arek tym razem na szczęście nie chybił, piłka trafiła w światło bramki, a po chwili na stadionie dało się słyszeć gromki okrzyk polskich kibiców.
Z radości skakały również dziewczyny na trybunach.
- Brawo, Aruś! Jestem dumna! – wrzeszczała Angela, a Klara i Zuzia słysząc to tylko spojrzały na siebie znacząco i pokręciły zgodnie głowami.
Mecz życia natomiast rozgrywał Bartek Kapustka. Ten młody dziewiętnastolatek grał totalnie bez kompleksów, jakby w ogóle nie pamiętał, na jakim boisku jest i w jakich rozgrywkach uczestniczy, a przecież było to nie byle co – mecz fazy grupowej Mistrzostw Europy. Iwaszkiewicz może nie do końca znała się na piłce nożnej, ale widziała, że to właśnie on jest najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem na boisku i patrząc na jego dokonania ogarniała ją dziwna nostalgia. Chciała wykrzyczeć, że to właśnie on, Bartosz Kapustka należy do niej, że jest z niego taka dumna, że cieszy się z jego postawy, ale mogła to zrobić jedynie w myśli. Powód był prosty – Bartek nie był jej i ona sama zgodziła się na taki układ. „Friends with benefits” – tak właśnie wyglądała ich relacja. Kiedy tylko któreś z nich naszła ochota, dzwoniło do drugiego, spotykali się, szli razem do łóżka, przeżywali namiętne chwile i… na tym koniec. Według Zuzi Kapustka był kochankiem idealnym, a przecież już z niejednym facetem spędziła noc. Brunet świetnie odgadywał jej potrzeby i spełniał wszelkie zachcianki. To jak dobrze dogadywali się w łóżku było według niej niesamowite. Teraz ku zaskoczeniu samej siebie zastanawiała się, czy spędzanie wspólnych nocy jej wystarcza. Była ciekawa, czy i w innych kwestiach dogadywaliby się tak dobrze. Ale przecież sama zgodziła się na taki układ, który miał odpowiadać im obojgu. Jednak w takich chwilach, gdy w 88. minucie Bartek schodził z boiska i kibice żegnali go owacjami, ona chciałaby, że dał jakikolwiek sygnał innym, że tutaj siedzi kobieta, która jest dla niego naprawdę ważna, a przecież była tylko przyjaciółką, która już wielokrotnie doprowadziła go do orgazmu.
- Zuźka! – Klara trąciła ją łokciem przerywając jej melancholijnie rozmyślania. – Bartek przesłał ci buziaka. – zachichotała brunetka, a Iwaszkiewicz nie od razu zrozumiała sens słów wypowiedzianych przez przyjaciółkę. – No odwzajemnij to!
Szatynka wzdrygnęła się i nieśmiało pomachała Bartkowi. Czyżby właśnie przed chwilą spełniło się jedno z jej marzeń?
***
- Jak można tak dobrze grać w wieku dziewiętnastu lat, ja się pytam?! – piłkarze schodzili właśnie do szatni po meczu, a Wojtek Szczęsny przeżywał wspaniałą grę Kapustki. Na szczęście dowieźli pozytywny wynik do końca i mogli cieszyć się z pierwszych punktów zdobytych na EURO.
- No, brachu, powiem ci, że teraz już nie jesteś Kapustka, tylko zajebista Kapucha. – Grosik objął bruneta ramieniem i poklepał po plecach.
Bartek natomiast szedł jak w amoku. Dał z siebie wszystko, to fakt, ale żeby od razu tak wszyscy go chwalili? Nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć. Po prostu miał dzisiaj dobry dzień, a teraz z każdej strony leciały w jego kierunku słowa uznania. Był tylko skromnym dziewiętnastolatkiem, który cieszył się jak dziecko z powołania na EURO i teraz pokazał, co potrafił. Nie uważał jednak, by miał zasłużyć na te wszystkie piękne słowa, które słyszał z ust kolegów z drużyny. Gdy chłopaki zaczepiali go, on tylko odpowiadał, że myśli o kolejnym meczu i cieszy się z wyniku. 


“You know just how to make my heart beat faster,
Emotional Earthquake, bring on disaster.
You hit me head on”

***
Po meczu piłkarze mieli zaledwie kilka chwil, żeby móc porozmawiać ze swoimi drugimi połówkami. Klara stojąc przed stadionem rozglądała się właśnie za Teodorczykiem, któremu chciała pogratulować wygranej, gdy napatoczył się Salamon.
- Wygraliśmy! – wyszczerzył się i uściskał brunetkę.
- Gratuluję. Chłopaki rozegrali świetny mecz. – uśmiechnęła się Bajkowska.
- To prawda, a szczególnie Bartek. Szkoda, że nie wszedłem nawet na minutę, ale mam nadzieję, że w końcu dostanę swoją szansę.
- Na pewno tak będzie. – Klara kiwnęła głową.
Tymczasem Bartek Kapustka już dobrych kilka minut stał trzymając w objęciach Zuzię.
- Nareszcie nie muszę słuchać tych wszystkich pochwał. – odetchnął z ulgą, bo od zawsze miał problem z przyjmowaniem komplementów.
- Ja mogę cię chwalić za inne osiągnięcia… - wyszeptała mu prosto do ucha, a on od razu poczuł, że wzmaga się w nim pożądanie.
- Mam nadzieję, że w La Baule będziemy mieć chwilę dla siebie. – odpowiedział.
- Na pewno. Już ja się o to postaram. – stwierdziła seksownym obniżonym głosem, jakby zapomniała o wszystkich myślach, które towarzyszyły jej podczas meczu. Teraz była na siebie zła, że podeszła do tego tak emocjonalnie, a przecież chodziło jej tylko o dobrą zabawę. A prawda była taka, że Bartek był do tego idealny i nie powinna oczekiwać od niego niczego więcej.
Klara natomiast właśnie miło gawędziła z Salamonem, gdy usłyszała nieznany kobiecy głos:
- A czy stoper naszej reprezentacji udzieli wywiadu przyjaciółce z dzieciństwa?
Dziewczyna i piłkarz obejrzeli się jak na zawołanie, a ich oczom ukazała się szatynka o niebieskich oczach i niebotycznie długich nogach. Włosy miała ułożone w hollywoodzkie fale i była ubrana niezwykle seksownie. Cóż, naprawdę robiła wrażenie.
Bartek zmrużył oczy i przyjrzał się jej dokładnie.
- A my się znamy? – zapytał pełen sceptycyzmu.
- Bartek, nie pamiętasz mnie? A lody-świderki z automatu i kąpanie w małym baseniku pamiętasz? – roześmiała się głośno.
Piłkarza nagle olśniło – stała przed nim jego przyjaciółka z dzieciństwa.
- Nastka! – wykrzyknął i uściskał ją. Całkowicie nie przypominała samej siebie z dzieciństwa – zapamiętał ją jako bladego rudzielca w warkoczykach, a teraz stała przed nim naprawdę atrakcyjna młoda kobieta.
- Wolałabym, żebyś mówił do mnie Ana. – poleciła, a on uniósł brwi ze zdziwienia. – Wiesz, Nastka trochę źle mi się kojarzy.
- Ana? Tak jak w Greyu? – do towarzystwa zbliżyła się właśnie Zuzia i od razu wtrąciła do rozmowy.
Anastazja fuknęła tylko na stwierdzenie Iwaszkiewiczówny i z wystudiowanym uśmiechem na ustach wskazała na Bartka i Klarę.
- To twoja dziewczyna? – zapytała bezpośrednio.
- Nie! – powiedzieli jednocześnie i momentalnie odskoczyli od siebie. Zuźka zachichotała widząc to, Nastka spojrzała na nich kpiąco, a w tym momencie obok nich pojawił się jak zwykle w odpowiednim czasie Teodorczyk.
- Ona jest moja. – oznajmił i władczo objął Klarę. Brunetka uśmiechnęła się przepraszająco do towarzystwa i odciągnęła chłopaka na bok.
- Ja o niczym nie wiem. – stanęła przed nim zakładając ręce na piersiach i patrząc na blondyna świdrującym wzrokiem. – Rozumiem, że to było coś w stylu szkolnego „Klara bardzo cię lubię. Będziesz ze mną chodzić?”
- Traktuj to jak chcesz. – odpowiedział i zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość. Od razu poczuła zapach jego perfum, a nogi mimowolnie się pod nią ugięły. – Klara, ja… - zaczął i zawahał się. Znowu. – Ja cały czas myślę o tobie i…
- I? – brunetka spojrzała na niego wyczekująco. Serce zaczęło jej bić jak szalone, ale nie potrafiła odmówić sobie tej przyjemności, żeby wymusić na Teodorczyku jakieś wyznanie.
Już miał ochotę zakląć siarczyście, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Znowu ogarnęła go ta cholerna niemoc. Poczuł się tak jak wczoraj na plaży. Już był blisko tego, żeby wyznać Klarze swoje uczucia i w ostatniej chwili coś go zatrzymało. Był wściekły na samego siebie i nie potrafił nic z tym zrobić. Tymczasem dziewczyna nadal patrzyła na niego wyczekująco, co jeszcze bardziej go deprymowało.
I postąpił tak samo jak wczoraj – w geście zniecierpliwienia ujął jej twarz w dłonie i złożył na nich gorący pocałunek. Czuł, że wpadł w pułapkę i był przerażony tym, że za chwilę będzie musiał znowu wymyślić jakieś kłamstwo.
Tymczasem Klara podczas pocałunku poczuła, jak coś przykleja się do jej nogi. Delikatnie odsunęła się od Łukasza i spojrzała w dół.
- Ciociu… - odezwała się Amelka, która właśnie tkwiła przylepiona do nogi ciotki.
Teodorczyk ogarnął w jednej chwili, że oto w osobie tej małej dziewczynki nadeszło jego zbawienie.
- Tak, Skarbie? – brunetka kucnęła i zwróciła się do swojej siostrzenicy.
Dziewczynka natomiast odwróciła się w stronę Teodorczyka, spojrzała do góry łapiąc jego wzrok i uśmiechnęła się szeroko:
- Cześć, wujku. – przywitała się z nim, czym wprawiła go w nielada osłupienie. To dziecko właśnie powiedziało do niego „wujku”. Dopiero po chwili zorientował się, że jest to mała Piszczkówna.
- Cześć, Malutka. – odpowiedział jej.
- Tata mówi, że musicie już jechać. – oznajmiła, a Łukasz skinął głową.
- Chociaż przy dziecku moglibyście się powstrzymać. – zachichotał Piszczek, który wraz z żoną pojawili się obok nich.
Klara zarumieniła się i nawet nie skarciła szwagra za te słowa. Pocałunki blondyna sprawiały, że przestawała racjonalnie myśleć.
- Musimy się zbierać. – oznajmił obrońca Borussii i znacząco spojrzał na swojego imiennika. Po chwili przyjrzał się uważnie brunetce i napastnikowi. Poruszył niewidocznymi wąsikami, jakby wietrzył jakiś podstęp. – Coś mi tutaj nie gra. Będziemy musieli poważnie porozmawiać. – wyszeptał do ucha żony i po chwili razem z Teodorczykiem oddalili się od dziewczyn.
***
- Psssst, Teo! – Jędza, który siedział w samolocie tuż za napastnikiem włożył nos między siedzenia.
- Czego? – piłkarz obejrzał się i zrobił obrońcy miejsce obok siebie. – Chodź tutaj.
Artur spełnił polecenie, spoczął obok kumpla, pochylił się konspiracyjnie i wyszeptał:
- Powiedziałeś jej? – zrobił nietypowy ruch głową i znacząco poruszył brwiami.
Wtem pomiędzy fotelami przed nimi pojawiła się twarz Mączki, z której wydobyło się echo słów Jędrzejczyka:
- Powiedziałeś jej?
- Ciszej, kurwa! – sarknął Teodorczyk, a koledzy przymilnie uśmiechnęli się do niego.
- No to powiedziałeś czy nie? – Jędza drążył temat. Łukasz założył ręce na piersi, zsunął się w dół fotela, zrobił minę naburmuszonego dziecka i sapnął:
- Nie.
- To na co ty czekasz? – zirytował się obrońca Legii.
- Właśnie, zaraz ci ją ktoś sprzątnie sprzed nosa. – przestrzegł go Krzysztof.
- Odpieprzcie się. – fuknął Teo.
Jędza i Mączka spojrzeli po sobie, po czym pomocnik Wisły odezwał się ponownie:
- Ale nie zrobiłeś nic? Żadnych prób?
- Były próby. – wycedził przez zęby blondyn. – A dokładniej dwie.
- No i? – dociekał Artur.
- No i nic. Jestem frajerem, kurwa. – oznajmił zrezygnowany napastnik. – Dajcie mi spokój.
No i chłopaki dali mu spokój. Artur wrócił na swoje miejsce, a Krzysztof wziął się za kontynuowanie konwersacji z żoną. Tymczasem Teodorczyk założył na uszy słuchawki, jednak nawet jego ulubiony hip-hop nie był w stanie ukoić jego skołatanych nerwów. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie bał się, że straci jakąś dziewczynę. Jednak Jędza i Mączka po raz kolejny ukazali mu grozę sytuacji – bał się, że Klara wymknie mu się z rąk i musiał coś z tym zrobić.
 ---------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Przychodzę dzisiaj wcześniej niż zazwyczaj :)

Zuzia chyba trochę zagubiła się w tym, co dzieje się w jej życiu. Pojawiła nam się też nowa postać, jeżeli chcecie ją zobaczyć zapraszam do zakładki "Bohaterowie" :)

Dziękuję bardzo za Wasze komentarze i liczę na kolejne opinie! :*

I oczywiście - przeżyjmy to jeszcze raz! Gol Arka :D


środa, 7 grudnia 2016

Chapter nineteen




“It started with ''what's up with you?''
I messed around and got caught up with you
Yeah, yeah, I don't know what to do”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Hotel L’Ermitage, La Baule, Francja, 7.06.2016.r., wtorek, godz. 15:30
Podróż do Francji minęła reprezentacji szybko i bezboleśnie. Zgodnie z planem wylądowali na lotnisku w Saint-Nazaire, a potem przemieścili się do swojej bazy w La Baule. Hotel L’Ermitage zrobił na nich spore wrażenie, a przed budynkiem zostali powitani przez garstkę polskich kibiców. Fani wyposażeni w koszulki z orzełkiem i biało-czerwone szaliki z niepokojem patrzyli na kulejącego Grosika, który w meczu z Litwą doznał niewielkiej kontuzji. Nie obyło się bez rozdawania autografów i pozowania do zdjęć z kibicami. Piłkarze zameldowali się w hotelu, a wieczorem czekał ich już pierwszy trening na Stade Moreau-Defarges.
Po zjedzonym obiedzie zawodnicy mieli chwilkę czasu dla siebie i zebranie myśli. Jedni zwiedzali hotel, a inni, tak jak Łukasz Teodorczyk siedzieli w pokoju i myśleli. Ostatnimi czasy myślenie było jego jednym z ulubionych zajęć, któremu poświęcał najwięcej czasu. Gdy miał chwilę czasu, a nawet, gdy jej nie miał też cały czas myślał, ponieważ było to silniejsze od niego. Zastanawiacie się pewnie, co tak bardzo wypełniało myśli napastnika?
Była to taka niepozorna istotka, która bezczelnie umościła się w jego głowie i ani myślała wyjść stamtąd i zostawić piłkarza w spokoju. Tą postacią była Klara, zatem nic odkrywczego.
Cały czas zastanawiał się, co teraz robi, jak się czuje, czy chociaż trochę o nim myśli. Chciał zobaczyć ją rano tuż po przebudzeniu. Musiał to być naprawdę cudowny widok, ponieważ jak do tej pory Teo widział dziewczynę jedynie w pełnej krasie, tj. makijażu i zawsze nienagannie kobiecym stroju.
Zastanawiał się, co dzieje się między nimi. Widział, ku uciesze samego siebie, że brunetka staje się coraz bardziej mu przychylna, ale z drugiej strony istniała jakaś niewidzialna bariera, której on nie był w stanie pokonać. Traktował Klarę jak Świętego Gralla. Ich znajomość posuwała się do przodu bardzo powoli, ale Łukaszowi podobało się czekanie. Nie chciał z niczym się spieszyć i to dziwiło go najbardziej, ponieważ wcześniej, gdy jakaś dziewczyna bardzo mu się podobała, on uwodził ją, spędzał z nią noc, a potem ich drogi się rozchodziły. Ale z Klarą… To była zupełnie inna bajka i chociaż czekał na ten moment, kiedy wreszcie posiądzie jej ciało, nie był pewien, czy tych kilka chwil mu wystarczy.
Już od dłuższego czasu działo się z nim coś dziwnego i, co najgorsze, piłkarz nie potrafił stwierdzić dokładnie co. Im bardziej jej pragnął, tym bardziej ością w gardle stały mu wydarzenia sprzed 9 lat. Teodorczyk nie żałował w życiu niczego, oprócz tego, jak bardzo skrzywdził Klarę jako małolat.
Pytanie tylko, czy teraz miał wobec niej łagodniejsze plany? To pytanie zadawał sobie codziennie rano.
Tak więc Łukasz Teodorczyk leżał teraz na łóżku na plecach z rękoma splecionymi pod głową, patrzył w sufit i myślał, myślał, myślał.
W końcu piłkarz przestraszył się, że zostanie myślicielem i nici ze świetlanej piłkarskiej kariery, o której marzył. Zerwał się jak poparzony, szarpnął za klamkę i wybiegł na korytarz. Nie było tam nikogo znajomego i z emocji nie wiedział już dokąd ma się udać, bo na pewno nie do pokoju, w którym znowu owładnęłyby go myśli o Klarze. Musiał koniecznie się komuś wyżalić i padło na Jędzę, króla „Fusów”.
Na szczęście jego kolega miał pokój nieopodal. Teodorczyk zapukał do drzwi i od razu pociągnął za klamkę. Jędrzejczyk akurat wyszedł z łazienki.
- Jędza, jesteś moim kumplem? – zapytał go poważnie napastnik Dynama Kijów.
Artur uniósł ze zdziwienia brwi i odpowiedział:
- No jestem.
- Musisz mi pomóc. – odrzekł bez cienia sprzeciwu Łukasz i wparował do pokoju, gdzie na fotelu siedział Mączka. – To może ja przyjdę innym razem? – już chciał wyjść widząc pomocnika Wisły Kraków, ale Artur go zawrócił.
- Siadaj. – polecił mu i wskazał krzesło, na którym Teodorczyk posłusznie usiadł. – Nie mam przed Krzysiem tajemnic. Zatem mów, co się stało.
Blondyn sapnął ciężko, powiódł wzrokiem po kolegach i wyparował:
- Chłopaki, ja chyba zwariowałem.
- Ale to co? Przyjazd na EURO cię przerósł? – zapytał rzeczowo Jędza siadając na łóżku naprzeciwko kolegi.
- Nie wytrzymujesz presji? – dociekał Krzysztof.
- Nie… Kobieta… - jęknął przeciągle Teodorczyk.
- A to zmienia postać rzeczy. – wyszczerzył się obrońca Legii.
Łukasz skrzywił się i zaczął opowiadać, co czuje. O tym, że nie potrafi przestać myśleć o Klarze, jak działają na niego jej pocałunki, jak bardzo cieszy go jej obecność, jaka jest cudowna, piękna, pociągająca, jaki ma wspaniały charakter, że nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze z żadną dziewczyną. Nie pominął też wątku wątpliwego związku z Klarą. Wyjaśnił im pokrótce, dlaczego zrobili ludzi w balona. Nie był jednak do końca pewien, czy chłopaki właściwie to zrozumieli, ponieważ Artur skomentował to tylko stwierdzeniem: „Kobiety i ich pomysły”.
Jego wywód trwał kilka minut, a gdy skończył, Jędza i Mączka spojrzeli po sobie, a sam zainteresowany zwiesił smutno głowę.
- No, Stary, chyba mamy problem. – zawyrokował Artur.
- Chyba właśnie podpisałeś cyrograf. – Krzysiu pokiwał głową.
- Możecie mówić jaśniej? – skrzywił się napastnik.
- Teo po prostu się zakochałeś. – zachichotał Jędrzejczyk, a Teodorczyk spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem, jakby przetrawiał jeszcze to, co przed chwilą oznajmił mu kolega.
- Chyba ochujałeś. – zakpił z niego wracając do normalności.
- Artur ma rację. – Mączyński poparł kumpla.
- Ale że co? Ja się niby zakochałem? – Łukasz nie potrafił w to uwierzyć. – Przecież ja nigdy…
 - Takie są właśnie objawy zakochania. – Artur spojrzał poważnie na Teo. – Cały czas myślisz o Klarze, uważasz, że jest cudowna, uwielbiasz z nią przebywać. Przeżywałem to samo kilka lat temu i wiem, co mówię.
- Ja mam tak cały czas z moją Kasią. – odrzekł dumnie Mączka, a Łukasz cały czas patrzył na nich nieprzytomnie.
Jak to mogło się stać? Jak mógł tak stracić czujność? To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Przecież jeszcze do niedawna twierdził, że uczucia dla niego nie istnieją. A teraz? Że niby był zakochany w Klarze? Kiepski żart. Ale z drugiej strony, co złego było w zakochaniu? Chyba jego najgorszym problemem będzie to, żeby sprawić, żeby i ona poczuła coś więcej do niego, a na to się raczej nie zanosi. 9 lat temu z pewnością była nim zauroczona, a on potraktował ją tak podle. Do dzisiaj nie potrafił sobie tego wybaczyć. To piętno cały czas ciągnęło się za nim. Ale teraz był już całkiem innym człowiekiem.
„Człowiekiem, który przedmiotowo traktuje kobiety.” – zaśmiał się gorzko w myśli.
A jednak przyszła kryska na Matyska i to on stracił czujność, a przy tym serce na rzecz najcudowniejszej istoty na świecie czyli Klary.
- Ziemia do Teo. Słyszysz nas? – jego rozmyślania przerwał głos Krzysztofa.
- Nie ma już dla ciebie ratunku. Przepadłeś z kretesem. – słowa Jędrzejczyka zabrzmiały jak wyrok sądowy. Łukasz aż się wzdrygnął.
- I co ja mam teraz zrobić? – zapytał głucho blondyn.
- Jak to co? Powiedzieć jej o tym. – Artur wzruszył ramionami.
- Wiecie co, chłopaki? Chyba muszę to wszystko przemyśleć. – oznajmił Teodorczyk, wstał z krzesła i skierował się do swojej świątyni dumania, czyli własnego pokoju.
I znowu myślał, myślał i myślał. I nic mądrego nie wymyślił, no może oprócz tego, że faktycznie koledzy mieli rację – zakochał się bez pamięci w Klarze i koniecznie musi jej o tym powiedzieć, bez względu na konsekwencje.


“I wanna dance with you right now, oh
And you look as beautiful as ever
And I swear that everyday you'll get better”


KLARA

Residhome Promenade Nice, Nicea, Francja, 10.06.2016r. piątek, godz. 15:00
Nasza babska ekipa w składzie: ja, Zuzia, Joanna i Amelka dotarła do Francji kilka dni później. Moja siostra chcąc nie rozpraszać Piszczka przed tak ważnym pierwszym meczem postanowiła, że na razie rozlokujemy się w Nicei, a potem będziemy kursować pomiędzy miastami, gdzie będzie reprezentacja. Nie zmienia to faktu, że mój szwagier nie ustawał w okazywaniu ogromnej troski Asi. Ona jednak dostawała szewskiej pasji, gdy tylko widziała na wyświetlaczu telefonu swojego męża, który po raz n-ty dzwonił zapytać, jak się czuje. Poradziłam jej, żeby, broń Boże, nie krzyczała na niego. On martwił się, bo bardzo ją kocha. Powinna cieszyć się, że ma tak opiekuńczego męża.
Skłamałabym mówiąc, że mną nikt się nie przejmował, ponieważ codziennie dostawałam smsy od Łukasza, bardzo sympatyczne smsy… Wyraźnie mnie adorował, co bardzo mi schlebiało i przybliżało do wykonania misji. Stały kontakt utrzymywałam też z Bartkiem, ale wiadomo, była to czysto przyjacielska relacja. Fajne jednak było czuć, że jest się ważnym nie tylko dla własnej matki.
Wychodziłam właśnie z łazienki, gdzie zmyłam z siebie trudy podróży i wycierałam włosy ręcznikiem, gdy postanowiłam zadzwonić do mamy i zameldować, że cało i zdrowo doleciałyśmy do Francji. W tym celu wybrałam numer, a mama już po dwóch sygnałach odebrała telefon.
- No nareszcie! Czekam i czekam! – przywitała się niecierpliwie.
- Spokojnie, mamuś. Doleciałyśmy jakieś dwie godziny temu i już jesteśmy w hotelu.
- A jak tam Asia?
- Czuła się naprawdę dobrze. Zresztą lot był krótki, a Amelka grzeczna, więc wszystko było w porządku. – uspokoiłam moją rodzicielkę i już myślałam, że to będzie koniec rozmowy.
- A jak tam Łukasz? – zapytała jeszcze mama.
- No Łukasz jak to Łukasz. Cały czas wydzwania do Asi. – odpowiedziałam obojętnie.
- Pytałam o twojego Łukasza… - wyartykułowała powoli, szczególny nacisk kładąc na słowo „twojego”.
- Ach, no tak. Raczej marne są szanse na to, żeby zagrał w pierwszym składzie, ale zawsze warto mieć nadzieję. Mamuś, wiesz muszę kończyć… - zaczęłam chcąc uniknąć kolejnych pytań o Teodorczyka.
- Dobrze, Słoneczko. A, byłabym zapomniała. Widziałaś nowe „Fakty i plotki”? Napisali o tobie. – zachichotała i nim zdążyłam powiedzieć cokolwiek rozłączyła się.
Z bijącym sercem odszukałam w telefonie stronę internetową tej plotkarskiej gazety i już po kilku sekundach czytałam artykuł o mnie. Nosił tytuł: „Kim jest nowa WAG?” i zawierał moje zdjęcie z meczu z Holandią. W sumie nawet korzystnie na nim wyszłam.
„Jak informowaliśmy kilka tygodni temu, do grona WAG dołączyła piękna nieznajoma. Śliczna brunetka została przyłapana na romantycznej kolacji z Łukasz Teodorczykiem. Gdy pojawiła się na meczu reprezentacji z Holandią w koszulce naszego napastnika, wszystko stało się jasne – związek rozwija się w dobrym kierunku.
Klara Bajkowska, bo tak nazywa się wybranka Łukasza, ma 22 lata i studiuje oceanografię na Uniwersytecie Gdańskim. Pochodzi z Mazur, a wcześniej trenowała siatkówkę. Jak się okazało, uczęszczała do tej samej szkoły co Teodorczyk. Ich wspólni znajomi zdradzili nam, że już wtedy mieli się ku sobie. Tak więc stara miłość nie rdzewieje. Niestety młodzi chronią swoją prywatność i nigdzie nie pokazują się razem. Szkoda, bo Łukasz naprawdę ma się czym pochwalić.
Co ciekawe, dziewczyna jest rodzoną siostrą żony Łukasza Piszczka, Joanny.”
Ufff, w sumie nie napisali nic odkrywczego, więc mogłam odetchnąć z ulgą. Mimowolnie zjechałam w dół przeglądarki i przeczytałam komentarz, który miał największą popularność: „Nie pokazują się razem, bo pewnie cały czas spędzają na seksie. Ja bym takiej z łóżka nie wypuścił”. Aż zagotowałam się czytając to, ale niestety ludzie piszą w internecie, co chcą. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że takich artykułów będzie więcej, a na pewno podczas EURO będziemy z Asią dręczone przez paparazzich. Na razie jednak nie zamierzałam martwić się na zapas, ponieważ dzisiaj jeszcze czekało nas zwiedzanie pięknej Nicei.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Stade de Nice, Nicea, Francja, 11.06.2016r. godz. 20:00
Trzy kolejne dni minęły naszym reprezentantom na przygotowaniach do pierwszego meczu na EURO. Polacy w niedzielę mieli zmierzyć się z Irlandią Północną. Tak więc czas spędzony na oczekiwaniu na spotkanie upłynął im na treningach i konferencjach prasowych, a w wolnych chwilach poznawali La Baule. W piątek wieczorem wspólnie obejrzeli inauguracyjny mecz EURO, w którym gospodarz turnieju, Francja pokonała Rumunię 2:1.
Dzisiaj przed południem piłkarze znaleźli się w Nicei i po odbytej konferencji prasowej i krótkim treningu mieli wolny wieczór, który mogli spędzić ze swoimi drugimi połówkami.
Arkadiusz Milik spacerował właśnie z Alicją Piątek Rue de France i cieszył się z mile spędzonego wieczoru. Blondynka była dziwnie cicha, ale tylko dlatego, że od kilku dni chciała zapytać o rewelację, której dowiedziała się na meczu z Litwą. Teraz wzięła głęboki wdech i spojrzała na piłkarza.
- Arek, czy mogę cię o coś zapytać?
- Jasne. – uśmiechnął się napastnik.
- Nie zrozum mnie źle i nie miej mi za złe, że pytam o takie prywatne sprawy, ale chciałabym wiedzieć. Czy ty… No wiesz… Lubisz i dziewczyny, i chłopaków? – wydusiła z siebie, a Milik aż zatrzymał się w miejscu.
- Że co?! – roześmiał się głośno.
- Zapytałam, czy jesteś biseksualny…
- Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? – ujął dziewczynę za ręce i spojrzał jej głęboko w oczy. – Kto ci naopowiadał takich głupot?! To pewnie te szmatławce chciały zdobyć większą liczbę czytelników.
- Nie… - odpowiedziała delikatnie. – Taka jedna dziewczyna na meczu z Litwą mi to wyjawiła i powiedziała, że to twoja największa tajemnica.
- W życiu nie słyszałem większej bzdury. Ale zaraz… Jak wyglądała ta dziewczyna? – dociekał.
- No… Zwyczajnie, miała długie brązowe włosy i ciemne oczy. Nie znam jej.
- Ach tak… - Arek od razu zrozumiał, kto mógł sprzedać taki kit Alicji. Wyglądało na to, że to była sprawka Angeli. Już on się z nią rozprawi. – W każdym razie, nie ma w tym odrobiny prawdy. Jestem w stu procentach hetero. – puścił oczko do blondynki, objął ramieniem i poszli dalej.
***
Na przechadzkę wybrał się również Łukasz Teodorczyk. Teraz spacerował z Klarą brzegiem morza i wspólnie podziwiali zachód słońca. Słońce powoli chowało się za horyzontem, a Teo rozkoszował się obecnością brunetki, która wyglądała dzisiaj niezwykle słodko. W głąb umysłu cały czas spychał myśl o swoim postanowieniu, że wyjawi dziewczynie swoje uczucia. Walczył jednak sam ze sobą, nie będąc pewny, czy jest to dobry ruch.
Panna Bajkowska natomiast z uśmiechem na ustach zastanawiała się, co jest powodem takiego zachowania piłkarza. Zawsze, gdy się spotykali Teodorczyk był rozmowny, szarmancki, adorował ją, a teraz? Patrzył tylko na nią kątem oka i szedł milczący trzymając ręce w kieszeniach. Ewidentnie coś musiało się stać i Klara za wszelką cenę chciała się dowiedzieć, co się stało.
- Łukasz, czy wszystko jest w porządku? – zagaiła, a on aż się wzdrygnął. Pewnie przerwała mu głębokie rozmyślania.
- Tak. – odrzekł szybko. – To znaczy nie, nic nie jest w porządku. – zatrzymał się i spojrzał jej głęboko w oczy.
 - Mogę ci jakoś pomóc? – zapytała niepewnie brunetka.
No teraz Łukasz, motywował w myślach samego siebie, powiedz jej, co czujesz. Ale on nie potrafił. Nawet nie umiałby wyrazić w odpowiedni sposób swoich uczuć, ponieważ nigdy tego nie robił. Chłopaki powiedzieli mu, że to najlepsze wyjście z sytuacji i, o ile, jeszcze w hotelu był pewien, że tak zrobi, teraz ogarnęły go wątpliwości.
Klara patrzyła na niego uważnym wzrokiem i próbowała wyczytać z jego twarzy cokolwiek. Blondyn ewidentnie bił się z myślami. Chciała go jakoś ośmielić, ponieważ widziała, że ma jakiś problem i nie wie, jak się z nim uporać. Wzięła go za rękę i uśmiechnęła się delikatnie.
- No powiedz, co cię trapi.
Dotyk Klary wstrząsnął nim i czuł, że w jego głowie panuje już totalna pustka. Serce zaczęło mu bić jak oszalałe i w przypływie emocji szybko objął dziewczynę i zaczął całować. Smakował jej ust i starał się nie myśleć o tym, co powinien teraz zrobić, a od czego ucieka. Wytłumaczył sam sobie, że przecież jutro jest mecz i potrzebny mu relaks, a nie podejmowanie tak ważnych życiowych kroków. Całował ją długo i namiętnie, raz wplątując palce w jej włosy, a po chwili mocno obejmując ją w talii. Czuł, że jego pragnienie z każdą chwilą rośnie.
Gdy w końcu zakończył ich pocałunek, Klara spojrzała na niego zamglonym wzrokiem i przygryzła seksownie wargę.
- Ale nadal nie powiedziałeś mi, co jest nie tak. – przechyliła zalotnie głowę.
- Ja po prostu… - zaczął szukając w głowie wymówki. – Chciałem zapytać, komu będziesz kibicować na EURO? – zapytał jak głupi uczniak i palnąłby się w głowę, gdyby nie to, że to idiotyczne pytanie w tej chwili uratowało mu skórę.
Klara roześmiała się głośno i perliście.
- Jasne, że reprezentacji Polski.
- Chodziło mi o to, któremu piłkarzowi. – wyjaśnił jej przełykając głośno ślinę.
Brunetka ponownie przygryzła wargę.
- No nie wiem, nie wiem… Jeszcze jestem w fazie zastanawiania się.
Łukasz wiedział, że dziewczyna się z nim droczy i po chwili zrobił to samo, co kilka sekund wcześniej. Ponownie posmakował jej warg, a w jego głowie wybuchło stado sztucznych ogni, mimo, że nie robił tego po raz pierwszy.
- Teraz już wiesz komu? – wyszeptał, gdy skończyli się całować. Klara bez słowa skinęła głową, a piłkarz objął ją w pasie i kontynuowali swoją przechadzkę.
 ------------------------------------------------------------------------------------ 
Cześć Kochane! :* Przybywam z rozdziałem dziewiętnastym :)

Jak widzicie, Łukasz potrzebował cudzego spojrzenia na jego relację z Klarą i w końcu zrozumiał, co czuje :)

Zaległości na Waszych blogach nadrobię jutro wieczorem (przepraszam!) :)

Mam nadzieję, że spodobał się Wam rozdział :) Liczę na Wasze opinie :)

Dzisiaj w prezencie "Wujkowie Dobra Rada" i Łukasz z Kubą (wiem, że to z listopadowego meczu, ale nie mogłam się powstrzymać) :D