czwartek, 25 sierpnia 2016

Chapter four






“We started it wrong and I think you know.
We waited too long,  now I have to go”

 WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Obudził go delikatny szmer w pokoju. Otworzył oczy i aż przetarł je, bo nie mógł uwierzyć, w to co widzi. Jego dziewczyna się pakowała!
- Co robisz? – zapytał zaspany. Wziął do ręki telefon i sprawdził godzinę. Była 5.50.
- Oj, już nie śpisz? – brunetka aż drgnęła słysząc jego głos.- Nie chciałam cię obudzić.
- Zapytałem, co robisz. – powtórzył już trochę głośniej, powoli wracając na jawę.
Angelika wzięła głęboki wdech, spojrzała na Arka i podeszła do niego, siadając na krawędzi łóżka.
- Wyjeżdżam. – oznajmiła, patrząc mu prosto w oczy.
Arek odchrząknął głośno, nie wierząc własnym uszom.
- Że co?
- Zrozum, Skarbie, to dla mnie wielka szansa. – przysunęła się do niego i próbowała chwycić jego dłoń, jednak on w tym samym czasie usiadł i oparł dłonie za sobą na poduszce.
- O czym ty w ogóle mówisz? Jaka szansa?
- Trafiła mi się sesja we Włoszech. Będę reklamować bieliznę. – odpowiedziała, a piłkarz westchnął głośno. Wiedział, że i tak już nigdy nie będzie między nimi tak jak dawniej i być może to jest ten moment, który miał właśnie nadejść.
- Wiesz, że gdy teraz wyjedziesz, będzie koniec z nami?
Angela chciała pogłaskać po nagim torsie, ale w ostatniej chwili cofnęła rękę.
- Dlaczego?
- Jeszcze się pytasz dlaczego?! – ryknął Milik. Miał dość, wiedział, że za chwilę nastąpi koniec ich kilkuletniego związku, ale chciał mieć to już za sobą. – Myślisz, że będziesz tam pozowała praktycznie naga, a ja może mam czekać na ciebie?!
Jego słowa sprawiły, że postawa Angeliki uległa gwałtownej zmianie.
- A więc tak sprawiasz sprawę. Miałam nadzieję, że ten wyjazd coś zmieni między nami, ale nie. Nie pasujemy do siebie. Ja chciałabym podróżować, poznawać świat, zbierać nowe doświadczenie, a nie wiecznie czekać z obiadkami i być tylko pięknym tłem. Mam dość. – oznajmiła twardo.
Arek pominął jej uwagi milczeniem i dalej obserwował, jak dziewczyna się pakuje. Chciał dodać, że jeszcze wczoraj to ona tytułowała się jego narzeczoną, mimo iż nie miała na palcu pierścionka, ale stwierdził, że nie warto. Nie miał już siły walczyć o nich oboje. Może Angelika miała rację i faktycznie do siebie nie pasowali? On zawsze marzył o tym, żeby mieć piękną żonę, która będzie idealną matką, gospodynią i kochanką. Niestety nie widział w tej roli Angeli, mimo że spędzili ze sobą już parę lat. Widocznie tak miało być.
- Życzę ci, żebyś był szczęśliwy. – dodała jeszcze i po chwili wyszła z dwiema walizkami z pokoju.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nią, Milik opadł ciężko na poduszkę. Był wolny. Po raz pierwszy od 4 lat. Już nie pamiętał, jak to jest być singlem, podrywać panienki, bawić się. Miał 22 lata i czuł, że chyba jeszcze nie do końca się wyszumiał.
Powinien czuć pustkę, a nie czuł. Mimo, że pewnie kilka kolejnych dni będzie ciężkie, wiedział, że jakoś sobie poradzi, a potem będzie już tylko dobrze. Wstyd się przyznać, ale ulżyło mu, że to Angelika go zostawiła. Przynajmniej nie miał poczucia winy, że to on ją rani, a tak… Chyba żadne z nich nie zostało zranione, a już na pewno nie on. Czuł po prostu ulgę, że w końcu jest wolny i może robić, co chce. Wiedział, że chce wykorzystać bycie singlem na maksa.

KLARA

Zdążyłam zakopać się pod kołdrę po tym męczącym dniu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. W nadziei, że to moja siostra, powiedziałam cicho:
- Proszę.
Jakież było moje zdziwienie, gdy do mojego pokoju wszedł mój prześladowca ubrany w biały szlafrok. Z wrażenie nie potrafiłam powiedzieć ani słowa, a moja pewność siebie uleciała sobie, hen, daleko! Milik spojrzał na mnie z ogromnym żarem w oczach, rozsunął poły szlafroka i stanął przede mną nagi jak święty turecki.
- Tak bardzo cię pragnę. – wychrypiał i szybko wsunął się pod moją kołdrę.
- Nieeeee! – wrzasnęłam i… sen się skończył.
Jak oparzona podniosłam się i w obronnym geście zakryłam się kołdrą aż po szyję. Rozejrzałam się czujnie po moim pokoju, ale chłopaka tutaj nie było.
- Jasna cholera. – mruknęłam i wzięłam głęboki wdech, jednak moje serce nadal waliło jak młotem i nie zamierzało w ciągu najbliższych minut się uspokoić.
Boże, on mi się śnił. DLACZEGO? Przecież wczoraj zaledwie się do niego uśmiechnęłam i, no dobra, może to i mój prześladowca w Juracie, ale uśmiech ma ładny, to trzeba mu oddać. Tylko dlaczego pojawił się w moim śnie i to NAGI?
Mimowolnie przywołałam w głowie jego obraz i momentalnie zrobiło mi się gorąco. Przecież to był tylko sen, ale jak ja mu teraz spojrzę w oczy, jeżeli za każdym razem będę go widziała nagiego, choćby miał na sobie strój narciarski. Moja sytuacja tutaj i tak nie była kolorowa, ale żeby jeszcze takie coś?
Zmełłam w ustach przekleństwo i wynurzyłam się spod kołdry. Postawiłam nagie stopy na miękkim dywaniku i podeszłam do okna. Rozsunęłam zasłony i aż mnie oślepiło. Wow, morze skąpane w promieniach słońca robiło ogromne wrażenie. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie – wskazywał godzinę 8.00.
Cały czas trzęsąc się z emocji, spowodowanych jednym głupim snem, skierowałam się do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, ale i to nie pomogło. Oczyma wyobraźni próbowałam przypomnieć sobie spacer z Bartkiem. Tak, to było zdecydowanie najmilsze wspomnienie wczorajszego dnia. No właśnie, dlaczego właśnie Bartek nie mógł mi się przyśnić, tylko taki Milik, który od samego początku miał ze mną zdecydowanie na pieńku? Jeszcze wczoraj kładąc się spać miałam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie dużo spokojniejszy od poprzedniego. Och, jak srogo się myliłam.
Jeszcze będąc w szlafroku wyszłam na balkon. Owionęło mnie rześkie poranne powietrze, ale pogoda dzisiaj zapowiadała się iście letnia. Wyjrzałam przez barierkę, żeby zobaczyć co dzieje się na dole, ale tam panowała cisza. Wtem spojrzałam w prawo i dwa balkony dalej ujrzałam Arka w samym szlafroku. On też mnie zauważył i jeszcze z wielkim uśmiechem pomachał mnie. Ja szybko wycofałam się do pokoju, zamknęłam drzwi i oparłam głowę o szybę.
- Jezus Maria i wszyscy święci, ratujcie mnie! – powiedziałam. Wiedziałam, że będzie ze mną źle, bardzo, a to wszystko przez ten głupi sen, który nie powinien był w ogóle się pojawić.
Jeszcze jedna rzecz strasznie mnie nurtowała. Wczoraj, gdy Łukasz po pijaku chciał powiedzieć Bartkowi jakąś moją tajemnicę, od razu pomyślałam, że chce mu przekazać, że jestem dziewicą. Tylko skąd by mu to przyszło do głowy? Wiedziałam, że Aśka czasem napomknie coś Piszczkowi o mnie i Krystianie, ale w sumie dobrze, że tak naprawdę nie znali prawdy, bo ja już tą dziewicą nie byłam. Mianowicie jakieś 2 tygodnie przed ślubem, mój były namówił mnie do złamania ślubów czystości, a resztę historii znacie. No i super, odebrał, to co jego, a potem zostawił mnie bez wianka, który tak naprawdę mogłabym oddać komuś bardziej wartościowego. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, ale Joanna i Łukasz nie mogli się dowiedzieć o moim sekrecie, ponieważ wiem, że doszłoby wówczas do zbrodni doskonałej, tj. do kastracji bez znieczulenia na Krystianie.
Włączyłam jakiś kanał muzyczny, by zagłuszyć skołatane myśli, ale i to niewiele pomagało. Zawsze, gdy miałam spory stres, musiałam coś robić, bo inaczej zjadało mnie to od środka. Nie inaczej było teraz i nie chcąc siedzieć bezczynnie ubrałam się. Tym razem wybrałam jasną sukienkę i kwieciste koturny. Dziwne, ale chyba zaczęłam przyzwyczajać się do takiego stylu. Zrobiłam delikatny makijaż, wyłączyłam telewizor, wzięłam jeszcze telefon i wyszłam z pokoju.
Na szczęście korytarz był opustoszały. Kierowałam się powoli w stronę schodów, gdy nagle usłyszałam głos, którego oczywiście nie chciałam dzisiaj ani nigdy więcej usłyszeć.
- Klara, zaczekaj!
- A, niech to! – mruknęłam, przykleiłam na twarz uśmiech numer trzy i odwróciłam się. Przede mną stał Arek Milik, na szczęście nie w szlafroku. Miał na sobie czerwoną bluzę reprezentacyjną i czarne dresy. Ale mimo to, cholera wyglądał dobrze. Ukrzyżujcie mnie, ale on jest naprawdę przystojny, mimo, że to piłkarz. Momentalnie zrobiłam się czerwona.
- Źle się czujesz? Jesteś cała czerwona. – zauważył, a ja zaklęłam w myśli.
- Nie, po prostu nałożyłam za dużo różu. – wymyśliłam na poczekaniu kłamstwo. Spojrzał na mnie uważnie cały czas nie przestając się uśmiechać, ale chyba przyjął do wiadomości moje wytłumaczenie.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. – zaczął.
„O mój boże, tylko nie mów teraz, że ty też mi się śniłeś, bo za chwilę oboje wylądujemy w jednym łóżku” – pomyślałam i spojrzałam wyczekująco na bruneta.
- Może zejdziemy piętro niżej i usiądziemy? – zaproponował na co ja tylko skinęłam głową. Gdzie podziała się ta wyszczekana i odważna Klara? Chyba została w moim pokoju.
Po chwili znaleźliśmy się poziom niżej i usiedliśmy na kanapach znajdujących się na korytarzu. Próbowałam unikać jego wzroku, ale ciężko jest rozmawiać z kimś i nie patrzeć na niego, toteż od czasu do czasu musiałam go zaszczycić spojrzeniem.
- Po pierwsze. – zaczął. – Chciałbym przeprosić cię za samego siebie, że wtedy wjechałem w kałużę. – urwał, a po chwili dodał – Ale gdybyś nie wyglądała wtedy tak pięknie, nic takiego by się nie stało.
Zamarłam na te słowa, serio. I chyba zaczęła wracać dawna Klara, bo już miałam ruszyć na niego, ale w ostatniej chwili stwierdziłam, że nie warto.
- Oczywiście, jeżeli trzeba pokryję koszty pralni.
- Nie ma takiej potrzeby. - odrzekłam nad wyraz spokojnie i czując, że odzyskuję pewność siebie, założyłam nogę na nogę, splotłam dłonie na jednej z nich i przyjrzałam mu się uważnie. Dla odmiany miło było patrzeć, jak to on wije się pod ciężarem mojego spojrzenia.
- I chciałem też przeprosić za tę sytuację z Angeliką. – widać było, że się nad czymś zamyślił. – To już się więcej nie powtórzy. Dzisiaj wyjechała z Juraty.
- Ojej, tak mi przykro. – udałam żal. Ale przecież – kogo ja teraz będę dissowała?
- Nieważne. – machnął ręką w odpowiedzi. – Nasz związek już od dawna chylił się ku końcowi. – zaraz, zaraz. Czy on właśnie próbował przekazać mi, że zerwał ze swoją dziewczyną?
Nie odpowiedziałam nic, bo i po co? Co mnie obchodzi życie uczuciowe jakiegoś obcego faceta? No cóż, może nie tak obcego, w końcu widziałam go nagiego, co z tego, że we śnie?
- Rozumiem, że zakopujemy topór wojenny? – zapytał, a ja w odpowiedzi roześmiałam się.
- A czy ktokolwiek z nas go odkopywał? – zauważyłam i oboje zeszliśmy na dół na śniadanie.


 “I'm never gonna look back
Woah, never gonna give it up
No, just don't wake me now”

 WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

- Dlaczego? – jęknął Piszczek wychodząc z pokoju hotelowego razem z żoną i córką. Po wczorajszym sporym spożyciu alkoholu dzisiaj niemiłosiernie bolała głowa.
- Bo nie znasz umiaru. – Joanna nie zamierzała litować się nad mężem. Wystarczyło, że rano podała mu do łóżka szklankę wody i proszek przeciwbólowy.
Zeszli na dół i skierowali się do restauracji, gdzie kelnerzy rozstawiali już potrawy śniadaniowe. Joanna rozejrzała się po sali, jednak było tak pusto, że wydawało się, że w hotelu zapanowała grypa żołądkowa. Po chwili jednak zatrzymała wzrok na dwóch osobach siedzących przy stoliku przy oknie.
- Łukasz. – złapała męża za rękę. – Czy ty widzisz to samo co ja?
- Coo? Nic nie widzę. – rzekł Piszczek. Jak widać alkohol źle działa na wzrok. – Booooli. – jęknął znowu.
- Nic nie piłam, a mam zwidy, niedobrze. – powiedziała do siebie.
- Coś mówiłaś Kochanie? – zapytał Łukasz, a Joanna tylko zbyła jego pytanie ruchem ręki.
Jej wzrok jednak się nie mylił – przy owym stoliku siedziała jej siostra i Milik.
- Nie wierzę. – szepnęła.
- Ja też nie wierzę, że może tak boleć głowa. – dodał Piszczu, myśląc, że żona w końcu okaże mu miłosierdzie. Nic z tego.
Klara zdecydowanie się rozkręcała. Wczoraj spacer z Bartkiem, dzisiaj śniadanie z Arkiem, a kolacja pewnie jeszcze z kimś innym. Mimo to był bardzo z tego zadowolona – jej siostra w końcu wracała do świata żywych.
- Dzisiaj robimy imprezę w hotelu. – oznajmił Peszko wchodząc do restauracji. Wyglądał dziwnie rześko, nikt by nie pomyślał, że on też przeholował wczoraj z alkoholem.
- Ojjjjjj. – Piszczek złapał się za głowę, bo na samą myśl o kolejnej imprezie dostawał natychmiastowej migreny. Zapomniał jednak, że ostatecznie na żadnej imprezie nie był, tylko napił się z Kubą i stąd ten kac.
- Dzisiaj to pan Tomek zapowiedział nam integracyjnego grilla. – zauważył Kamil Glik.
- Skoro Tomek to organizuje to musi być impreza na sto fajerek! – wykrzyknął zadowolony Kuba, który właśnie dołączył do towarzystwa. Po chwili jednak pożałował swojej dzikiej radości – Auuuu! – zawył, bo też miał co chwilę ataki bólu głowy.
- Kubuś! – szczerze ucieszył się, że widzi kolegę. – Też cię boli?
- A nie widać? – jęknął Błaszczykowski, a Agata i Joanna rzuciły sobie porozumiewawcze spojrzenia. Chłopcy nie mieli co szukać pocieszenia w ramionach swoich żon.
Nagle towarzystwo dostrzegło, że zbliża się do nich pewna nowa para tj. Klara i Arek. Na moment zapadła niezręczna cisza.
- Cześć wszystkim! – przywitała się Klara i chyba po raz pierwszy od przyjazdu tutaj nie ciskała oczami gromów w stronę bogu ducha winnych piłkarzy.
- Lara, jak ładnie wyglądasz! – wychrypiał Piszczu, bo tylko na tyle było go  w tym momencie stać.
- Jak zawsze. – Klara się ukłoniła i obróciła wokół własnej osi, co nie uszło uwadze reszty.
Zaraz podeszła do siostry, a ta od razu nachyliła się do jej ucha i wysyczała:
- Chyba o czymś nie wiem.
Brunetka tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i po raz kolejny zapadła cisza, którą przerwał Peszkin:
- A gdzie Angelika?
- Wyjechała. – odrzekł spokojnie Milik.
- W końcu stan osobowy się zgadza. – wyszczerzył się Sławek. – Nie przejmuj się Aruś, nie ta to następna.
- Powiedział zakochany po uszy w swojej żonie Sławomir. – orzekł Mąka, który razem z Jędzą i swoimi żonami dołączyli do grupki.
- Może pójdziemy w końcu jeść? – zaproponował Artur, któremu głód już dawał się we znaki, mimo, że stał z nimi dopiero kilka sekund. Reszta kiwnęła potulnie głowami, Klara dołączyła do siostry, a Arek skierował się do własnego pokoju.
***
Joanna przez całe śniadanie skrupulatnie unikała rozmowy o życiu uczuciowym Klary, dopiero po posiłku postanowiła wziąć ją na zakupy do pobliskiej Jastarni.
- Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, oj nie ma! – zawodził Piszczek. – Żebyśmy my musieli na rowerach, a one samochodem. Szczyt chamstwa!
- Tak jest! – wtórował mu Kuba Błaszczykowski. Okazało się bowiem, że na swój pierwszy trening w Jastarni chłopcy mają się przemieścić na rowerach.
- Trochę świeżego powietrza jeszcze nikomu nie zaszkodziło. – oznajmiła Asia, zamknęła szybę od samochodu i wyjechała na drogę. – No dobrze, a teraz czas na spowiedź. – oznajmiła.
Klara w czasie drogi, a potem podczas zakupów opowiedziała jej wszystko ze szczegółami zarówno o spacerze z Bartkiem, jak i poranku spędzonym z Arkiem. Mimo, że wcześniej obiecała sobie, że nie przyzna się, w jakiej postaci przyśnił jej się Milik i tak podzieliła się tą nowiną z siostrą. Joanna natomiast cały czas pilnie słuchała, nie przerywała jej i nie oceniała jej zachowania. Po wszystkim, co przeżyła Klara, należało jej się trochę rozrywki. Brunetka wręcz cieszyła się z tego, że jej siostra w końcu zaczyna cieszyć się przyjazdem tutaj. Była szczerze zdziwiona jak szybko zmienił się jej stosunek do piłkarzy, ale to wszystko dobrze wróżyło na przyszłość. Już nawet nie namawiała jej do gorącego romansu z jakimkolwiek piłkarzem. Wiedziała, że Klara potrzebuje teraz poczuć prawdziwą wolność i święty spokój.
- Wiesz, że bez względu na wszystko zawsze możesz na mnie liczyć? – Joanna spojrzała na nią, gdy już wracały do hotelu.
- Wiem, Kochana. I dziękuję. – Klara uśmiechnęła się do niej z ogromną wdzięcznością i uścisnęła jej dłoń. Wiedziała, że nikt ani nic nie jest w stanie zepsuć ich tak mocnej siostrzanej relacji i to dawało jej ogromną siłę.
Brunetka czuła, że ona sama bardzo się zmieniła przez przyjazd tutaj. Już samo to, że zaczęła tolerować piłkarzy świadczyło o tym. Ponadto łapała się na tym, że prawie w ogóle nie myśli już o Krystianie. Zaczęła traktować go w kategoriach pomyłki, którą należało przeżyć i zapomnieć. Ona sama natomiast cieszyła się z tej wolności i naprawdę była wdzięczna siostrze i mamie, że siłą wysłały ją do Juraty. To miał być leczniczy wyjazd i taki będzie, postanowiła sobie. Wzięła sobie za punkt honoru, żeby jak najlepiej wykorzystać te kilka dni, które zostały jej tutaj. Zamierzała cieszyć się pobytem w Juracie, nie myśleć wcale o przeszłości i czekać, co przyniesie przyszłość, którą widziała teraz tylko w kolorowych barwach.

-------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Cześć KOCHANE! :* 

Ostatnio cierpię na nadmiar weny, stąd tak szybko nowy rozdział :D

No cóż, Klara miała nadzieję na spokojny dzień, a tu nic z tego, ale może to i dobrze? W końcu poukładała sobie sprawy z Arkiem. A Wy spodziewałyście, że tak szybko pozbędziemy się Angeli? Mogę tylko zaspoilerować Wam, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa ;) 

Ale tak szczerze chociaż jeszcze nie ma mowy o żadnych nowych związkach, ale jesteście w teamie "Klartek" czy "Klarek"? :D Już pod poprzednim rozdziałem widziałam różne głosy dlatego pytam :)

Mam nadzieję, że nie macie wrażenia, że strasznie rozciągam w czasie opowiadanie. Ja po prostu lubię opisywać tak wszystko dokładnie, żeby czytelnik mógł lepiej zrozumieć postępowanie bohaterów. Dajcie tez znać, czy ścieżka dźwiękowa Wam odpowiada :) 

W Klarze jak widać zapadła spora zmiana, ten wyjazd dobrze na nią wpływa, mimo, że ona początkowo tak nie uważała. Ale nie martwcie się to nadal ta sama wyszczekana Klara, która jeszcze nie raz pokaże swoje pazurki :)

Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, ale chciałam zawrzeć tutaj trochę prywaty i podziękować pewnej osobie tj. mojemu chłopakowi, który cały czas wspiera mnie w pisaniu tego opowiadania i recenzuje wszystkie premierowe rozdziały. Wiele razy zachwycacie się idealnym małżeństwem Łukasza i Joanny, cóż, ich sytuacje w większości są inspirowane naszym związkiem. Dobra, już się pochwaliłam, koniec :D

Wiecie, że Polsat robi serial o WAGs? :D 

Jak zawsze chcę podziękować przede wszystkim WAM, że jesteście, czytacie i komentujecie! Jesteście super!

Tym razem gif z Arkiem, no zasłużył, żeby się Wam tutaj pokazać :D



P.S. KOMENTUJESZ? - MOTYWUJESZ! :)


niedziela, 21 sierpnia 2016

Chapter three



"No time for love, No time for hate, No drama
No time for games, Tough girl whose soul aches "

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

-  No i wiesz, Kochanie, jak zobaczyłam Bartka w pokoju Klary, ledwie zmieściłam się w drzwi, tak mnie zamurowało. – opowiadała zadowolona Joanna.
Piszczek siedział rozłożony w fotelu i przyglądał się żonie, która bardzo żywo gestykulowała. Uwielbiał w niej to, że była taka energiczna, ale gdy sytuacja tego wymagała, zachowywała stoicki spokój. I pomyśleć, że gdy ją poznał była całkiem inna.
8 lat temu, gdy jeszcze grzał ławę w Hercie Berlin i trener niezbyt często wpuszczał go na boisko, pewnego majowego dnia grali u siebie z Werderem Bremą. Los tak chciał, że na trybunach, pojawiła się wtedy Joanna, której on jeszcze nie znał. Dziewczyna, była wówczas kilka tygodni po zerwaniu ze swoim dotychczasowym chłopakiem. Bardzo przeżyła to rozstanie i nie miała najmniejszej ochoty pójść na ten mecz, jednak zrobiła to dla swojej  przyjaciółki, do której przyjechała na kilka dni. Łukasz wówczas 23-latek, nie miał najmniejszej ochoty na stały związek, ponieważ wolał w pełni korzystać z życia. Jednak gdy tuż po meczu zobaczył ją jak schodzi z trybun jej długie czarne włosy i niebieskie oczy okolone gęstymi rzęsami całkowicie zmieniły jego ówczesny światopogląd. Wiedział, że albo ta, albo żadna. Niestety ta cudowna istota zginęła gdzieś w tłumie i tyle ją widział. Jakież było jego zdziwienie gdy kilka dni później idąc rano po świeże pieczywo dosłownie wpadł na nią. Wiedział, że nie może zaprzepaścić tej szansy. Chociaż Joanna się bardzo opierała, zdobył jej numer telefonu i już następnego dnia umówili się na pierwszą randkę. Łukasz spędził wówczas prawie pół dnia w łazience, chcąc zrobić na niej jak najlepsze wrażenie. I mimo, że Joanna nie chciała leczyć urazu miłosnego, kolejnym związkiem, zostali parą. Dziewczyna co prawda wróciła do Polski, ale już parę miesięcy później przeprowadziła się do Łukasza i… Odtąd żyli długo i szczęśliwie, a resztę już znacie.
- Fajnie, fajnie. – Piszczu uśmiechnął się szeroko. – Bartuś to dobry kandydat na szwagra. Spokojny, poukładany, w przeciwieństwie do Klary.
- No wiesz. – fuknęła Joanna. – Moja siostra też jest poukładana. – odrzekła, choć sama w to nie wierzyła. – Na swój sposób.
- Właśnie. – zgodził się z nią Łukasz. – W końcu przeciwieństwa się przyciągają, czego jesteśmy najlepszym przykładem.
Joanna uśmiechnęła się słodko i przystąpiła do kontrataku:
- Masz rację Kochanie. Mądra ona, głupi on, a jaka piękna miłość.
Łukasz słysząc jej słowa aż się zapowietrzył.
- Ty mała zołzo! – syknął, nadal nie przestając się uśmiechać i dosłownie rzucił się na żonę, całkiem przygniatając ją swoim ciężarem.
Piłkarz zaczął łaskotać Joannę, a ta wiła się i krzyczała wniebogłosy. Po chwili jednak role się odwróciły i to brunetka siedziała na nim okrakiem i wpijała mu palce w żebra. Ich baraszkowanie przerwało dopiero pojawienie się Amelki.
- Mamusiu, dlacego siedzisz na tacie? – zapytała słodko.
Joanna szybko się zmitygowała, pospiesznie zeszła z Łukasza i przeniosła się na fotel, a córeczka po chwili wskoczyła jej na kolana i spojrzała na mamę poważnie.
- Mamusiu, bo ciocia Lala i jakiś wujek idą lazem na plazę. – zaczęła, a Aśka miała ochotę aż klasnąć w dłonie z radości. Klara idzie na spacer z jakimś piłkarzem. – Mogę iść z nimi?
- A co to za wujek, Kochanie? – zainteresował się Piszczu, a dziewczynka od razu zeskoczyła z kolan matki i podbiegła do taty.
- Taki baldzo duzy, z jasnymi włosami i niebieskimi ocami.
- Bartek? – upewnił się Łukasz.
- Tak, Baltek. – odpowiedziała rezolutnie. – No mogę? Baldzo plosę. – złożyła rączki jak do pacierza.
Piszczek udawał, że się zastanawia, a tymczasem Joanna pokazywała mu znaki dymne tj. jak szalona wymachiwała rękoma i głową, byle Łukasz się nie zgodził.
- Oj, nie, nie, Królewno. Ciocia, musi pobyć troszkę sama, a ty z rodzicami. – oświadczył, a jego żona odetchnęła z wielką uwagę.
Jednak odpowiedź ta była nie w smak małej. Amelka złożyła usta w podkówkę i uroniła kilka łez. Łukasz zareagował natychmiast.
- Słoneczko jest już dosyć późno, niedługo musisz iść spać, ale wiesz tatuś widział lodziarnię. Na pewno mają tam pyszne lody. – oświadczył, a na buzi jego córki od razu pojawił się ogromny uśmiech.
***
 „Po prostu nie reaguj.” – powtarzała sobie w myśli. – „Udawaj, że ich tu nie ma”.
- Mówiłaś coś? – Bartek spojrzał na nią podejrzliwie.
- Nie. – odpowiedziała szybko byle ukryć swoje zmieszanie. Widok Arka i Angeli był ostatnim jaki chciała zobaczyć idąc na plażę z Bartkiem. A tymczasem oni musieli pojawić się tutaj akurat teraz! Salamon tylko odmachał swojemu koledze z drużyny , Klara natomiast nawet nie zawracała sobie tym głowy.
Zeszli już na plażę i skierowali się w stronę Helu. Przeszli kilkadziesiąt metrów i stwierdzili, że tutaj mogą sobie usiąść. Spoczęli na piasku, a Klara przeciągnęła się zadowolona.
- Nareszcie cisza i święty spokój. – uśmiechnęła się błogo. – I żadnych piłkarzy w promieniu 100 metrów.
- Chyba zapomniałaś o tym, że ja tutaj jestem. – zauważył Bartek.
- Sama się sobie dziwię, ale ciebie toleruję. – puściła mu oczko. – A nawet lubię. – dodała i sama zawstydziła się swojego zachowania. Bartek wyzwalał w niej dziwne emocje.
Zapadła niezręczna cisza. Słychać było tylko szum morza i krzyki mew.
- Rozumiem, że będziemy napawać się spokojem? – Klara nie wytrzymała tej ciszy. – W ogóle to chciałam cię przeprosić za mój niezbyt odpowiedni strój. To efekt tego, że pakowała mnie mama.
Bartek w zakłopotaniu przeczesał ręką włosy.
- Hmmm, no wiesz, mi tam twój strój nie przeszkadza. A wręcz przeciwnie. Chłopakom z tego co zauważyłem też nie. – odpowiedział dyplomatycznie.
Co tu kryć, Klara naprawdę mu się spodobała – piękna, zgrabna, zawsze kobieco ubrana, widział, że większość jego kolegów z drużyny patrzy na nią z uwielbieniem, ale ona zauważał o wiele więcej niż inni. I mimo, że znał ja zaledwie kilka godzin, za każdym razem, gdy coś mówiła, robiło mu się ciepło na sercu i nic nie umiał na to poradzić. Czuł, że ta cisza wyzwala między nimi seksualne napięcie i tego się bał. W końcu we Włoszech zostawił sporo niewyjaśnionych spraw. Tymczasem mógł zaproponować Klarze jedynie przyjaźń, nie chciał ranić kolejnej osoby. Ale zaraz, STOP! Przecież znał dziewczynę tak krótko, a już myślał o nie wiadomo czym. Dosyć tego, zawsze był aż nazbyt romantyczny i gdy tylko spodobała mu się jakaś dziewczyna, od razu zaczynał myśleć o niej na poważnie. Jednak teraz miał już 25 lat na karku i powinien bardziej dojrzale patrzeć na życie, a mimo to na dziewczyny dalej reagował jak nastolatek. W końcu postanowił przerwać ciszę, który po raz kolejny nastała między nimi.
- A może powiesz mi więcej o sobie? – zaproponował, chociaż wiedział, że stąpa po miękkim lodzie. Zdawał sobie sprawę z tego, że gdy dowie się o niej więcej, ona może spodobać mu się jeszcze bardziej.

KLARA

- Oszalałam, serio. – oznajmiłam. – Znam cię zaledwie parę godzin, a już opowiadam ci historię mojego życia.
Bartek błysnął białymi zębami w odpowiedzi.
- No cóż, pewnie czujesz się ze mną naprawdę dobrze.
I cholera jasna, w tym momencie nie mogłam się z nim nie zgodzić. Zdążyłam mu opowiedzieć już o tym, jak Krystian rzucił mnie tuż przed ślubem, że przez cały okres szkolny trenowałam siatkówkę i tylko moje własne ograniczenia sprawiły, że przestałam, że tak naprawdę o moim przyjeździe tutaj zadecydowały Aśka i mama, a nawet o tym, jak w zerówce Krzysiek Olszewski wybił mi zęba piłką, a ja w odwecie wybiłam mu pięścią obydwie jedynki. Cały czas tylko skrzętnie omijałam temat, dlaczego nie lubię piłkarzy. Uznałam jednak, że za krótko się znamy by mu o tym wszystkim opowiadać. A ja naprawdę polubiłam Bartka i nie chciałam od razu obarczać go moimi problemami.
Szkoda tylko, że zaczynało mi być zimno. Próbowałam to ukryć, ale mimowolnie zatrzęsłam się, a Bartuś miał dwie bluzy. Jedną na sobie, a drugą na wszelki wypadek w ręku.
- Zimno ci? – zapytał z troską i wiedziałam, co się za chwilę stanie.
- Nie będę ukrywać, że tak. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a Bartek bez słowa wziął bluzę i okrył mnie nią, ale drugiej rzeczy już nie musiał robić. Objął mnie delikatnie ramieniem, a ja… poczułam się co najmniej dziwnie. Wiadomo, że gdy jest się z facetem kilka lat i przyzwyczaisz się do tego, jak on cię przytula, a potem po rozstaniu inny robi to samo, nie wiesz, jak się zachować. Ale tutaj nie chodziło o to. Gdy Bartek mnie objął poczułam się tak bezpiecznie i… ciepło. Było to ramię prawdziwego faceta, który potrafił sprawić, że w jego towarzystwie zapominało się o wszystkich kłopotach. – Yyy, co robisz? – zapytałam głupio, niestety.
- To tylko po przyjacielsku. – uśmiechnął się i… poczochrał mi włosy. Tak, to było zdecydowanie kumpelskie.
- Ejjj! – wrzasnęłam. - Już ja znam te przyjacielskie przytulasy.
Nagle usłyszałam mój dzwonek telefonu „What a wonderful world” i jak się okazało dzwoniła mama. Dlaczego w takiej chwili?
- Przepraszam, mama dzwoni. – oznajmiłam.
- Nic nie szkodzi. Skoro musisz, odbierz. – uśmiechnął się do mnie i sam zajął się telefonem.
- Halo? Cześć mamo. – odebrałam i przywitałam się z rodzicielką.
- Mówiłam, że zadzwonię, więc dzwonię. Klara, słoneczko i jak się czujesz?
- Całkiem nieźle, miałam dzisiaj małe perturbacje życiowe, ale to nic.
- Wszystko wiem. Asia mi odpowiedziała. – no tak, ja nie chciałam wdawać się w szczegóły, a moja siostra już jej wszystko opowiedziała.
- A to zołza. – mruknęłam.
- Nie martw się skarbie. Ubranie się upierze, a piersi to przecież atrybut kobiecy.
- Mamo!
- Mówię prawdę. A i mam nadzieję, że ubierasz się tam kobieco. – zachichotała wrednie.
- No pewnie, przecież nie będę chodzić cały tydzień w jednych bojówkach.
- O to mi właśnie chodziło. Jeszcze mi za to podziękujesz.
- Nie sądzę. Dobra, mamuś, jestem na spacerze. – chciałam ją zbyć, bo jednak trochę niekulturalnym było rozmawiać z mamą przy Bartku.
- Na spacerze? Sama? – dociekała. Już wiem po kim jestem taka ciekawska.
- Nie. – odparłam ciężko. – Z kolegą.
- Och, a co to za kolega? – wiedziałam, że ucieszy się z tej wiadomości.
- Kolega Łukasza z drużyny. – oświadczyłam, a po drugiej stronie słuchawki usłyszałam przeciągły pisk.
- Jezus Maria, piłkarz?! Czy ty na pewno jesteś zdrowa?!
- Tak, jestem. Dobra, mamuś, chyba zgubiłam zasięg. Nic nie słyszę. – powiedziałam i rozłączyłam się. 

“There's nothing left for me to lose,
There's not one thing I can do to change your ways,
But I can't sit back and take the lonely days”

 WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Podczas gdy Klara i Bartek siedzieli przytuleni nad brzegiem morza, Arek i Angela wracali właśnie do hotelu. Milik widząc nową „parę”, jak mu się wówczas wydawało, aż potknął się o piasek.
- Co ty robisz?! – wykrzyknęła Angelika, ponieważ piłkarz próbując się ratować, oparł się o swoją dziewczynę.
Arek próbując ukryć swoje zmieszanie tym widokiem, próbował obrócić tę sytuację w żart:
- Przecież wiesz, Kochanie, że jesteś dla mnie oparciem.
Brunetka skwitowała jego komplement uniesieniem brwi i dziwną miną. W końcu i ona zauważyła Bartka i Klarę.
- No proszę, widzisz, jaki Bartuś jest obrotny. – stwierdziła.
- A podobno ma dziewczynę… - zauważył Arek. Nie dodał jednak, że widząc Bartka i Klarę, poczuł ukłucie w sercu. Jego piękna już znajoma była przytulana przez Salamona. No proszę! Bartosz na ogół taki cichutki, a wyrwał najpiękniejszą dziewczynę w Juracie. Zaraz jednak pomyślał o Angelice. Kilka lat temu, gdy ją zobaczył też zaparło mu dech w piersiach, a teraz? Teraz jedyne co było między nimi to chyba przyzwyczajenie. 
KLARA
- Co tam tak głośno? – zapytałam, bo okrzyki zapewne sprzed hotelu niosły się chyba na całą Juratę.
- A! – Bartek machnął ręką. - Pewnie chłopaki się relaksują. Wiesz, to zgrupowanie ma inny charakter niż reszta. Tutaj ma być rodzinnie, wesoło, sympatycznie. Założeniem było, że mamy się ze sobą zintegrować, tak, żebyśmy lepiej dogadywali się na boisku. I trener też nam pobłaża. Przymyka, a raczej stara się przymykać oko na pewne szaleństwa.
- No tak, masz rację, piłkarz też człowiek. – odpowiedziałam machinalnie i dopiero zorientowałam się, jak miłe słowa wypłynęły z moich ust. – Powiedziałam to? Nie wierzę.
- A jednak. – blondyn poklepał mnie po plecach. – Widzę, że mam na ciebie naprawdę pozytywny wpływ.
- No nie wiem, nie wiem… - zawahałam się, ale tylko na chwilę. – Czynisz cuda.
Naprawdę chyba dzieje się ze mną coś złego. Powiedziałam, że piłkarz to też człowiek, siedzę tutaj na plaży z piłkarzem, rozmawiam z nim i naprawdę go polubiłam. Dziwne, to pewnie ten jod działa na mnie tak destrukcyjnie. Co nie zmienia faktu, że rozmowa z Bartkiem toczyła się naprawdę bardzo fajnie, jego bluza przyjemnie grzała mnie w plecy. No dobra, nie tylko bluza, jego ramię również, ale bez żadnych podtekstów, oczywiście. Słońce zaczynało chować się za horyzontem, słychać było szum fal. Tzn. do tej pory tak było, póki te bałwany nie zaczęły krzyczeć i było po sympatycznej atmosferze.
- Chyba pora się zbierać. – dodałam.
- Masz rację. – odparł i zaczął otrzepywać się z piasku.
Ja natomiast wstałam, ostatni raz zaciągnęłam się nadmorskim powietrzem, chociaż może nie powinnam tego robić, wiedząc, jak destrukcyjny ma na mnie wpływ.
Wracaliśmy w całkowitej ciszy, która chyba żadnemu z nas nie przeszkadzała, w przeciwieństwie do początku rozmowy. Dawno nie czułam się przy nikim tak  swobodnie jak przy Bartku. To było dla mnie rzeczywiście nowe doświadczenie.
- Dziękuję. – szepnęłam, gdy zbliżaliśmy się już do hotelu.
- Za co? – zapytał zdziwiony.
- Za wszystko. – odparłam. – Za rozmowę, za to, że mogłam ci o wszystkim opowiedzieć i nie oceniałeś mnie, że mogłam zapomnieć o wszystkim.
- No cóż, polecam się na przyszłość. – uśmiechnął się szeroko. - Mam nadzieję, że to nie był ostatni raz.
Szczerze mówiąc, ja też miałam taką nadzieję, ale przecież nie mogłam przyznać tego głośno. Najgorsze to przywiązywać się do kogoś, a zwłaszcza do faceta.
- Chyba powinnam oddać ci bluzę. – zaproponowałam. Wiedziałam, że te głupki widząc mnie w bluzie Bartka, zaraz zaczną tworzyć własne niestworzone historie, a my przecież byliśmy tylko na spacerze. Żadnych romansów. Zresztą ja tylko go bardzo polubiłam, idealny materiał na przyjaciela.
- Bartuś, dlaczego podrywasz naszą Miss zgrupowania? – rzekł troszkę bełkotliwie Peszkin, gdy zbliżyliśmy się do grupki. No to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o plotki, których nie chciałam.
- Podrywać to ty możesz dupę z krzesła. – odburknęłam mu. Bartek jeszcze chciał mnie obronić, ale ja tylko puściłam mu oko na znak, że wszystko jest w porządku.
- Ojjj, ale tak do mnie? – Peszko próbował udawać obrażonego, ale nie ze mną te numery. Z pijakami trzeba krótko.
Nagle przede mną pojawił się Jędrzejczyk:
- Panno Klaro, serdecznie chcielibyśmy cię przeprosić za wyczyny naszego kolegi, Sławomira. – ukłonił się przede mną. – Wiesz, jego kochanka jest bardzo wymagająca, a on nie zawsze daje jej radę. – rzekł mi na ucho konspiracyjnie.
W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową, bo nie miałam ochoty na dyskusje z nimi i próbowałam przecisnąć się przez tłum, gdy nagle porwały mnie jakieś wielkie dłonie. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu stwierdziłam, że należą do mojego szwagra.
- Lara! Jak ja cię dawno nie widziałem! – uściskał mnie tak mocno, że przysięgam, wszystkie wnętrzności podeszły mi do gardła.
- No, całe dwie godziny. – odpowiedziałam słabym głosem, a on próbował cmoknąć mnie w policzek. W tym momencie poczułam jego oddech i nie, wcale nie pachniał gumą miętową, a wręcz przeciwnie – gorzałą.
- Ty też?! Jak można się tak spruć? – oburzyłam się i próbowałam odwrócić głowę, jednak nic to nie dawało. – I ty mu na to pozwoliłaś? – zwróciłam się do siostry, a ta rozłożyła tylko bezradnie dłonie.
Chyba ich małżeństwo nie było aż tak idealnie, ona nie miała żadnej kontroli nad Piszczem! Więc jednak sprawdza się moja teoria, że piłkarz to nie jest dobry kandydat na męża.
- Ja?! Przecież nie mogę być z nim 24h na dobę. Usypiałam Amelkę, a on wymknął się gdzieś. To on jest wszystkiemu winien! – wrzasnęła i pokazała palcem na Kubę Błaszczykowskiego.
- Ale co ja?! Ja nic nie zrobiłem. – oświadczył poważnie Kuba.
- Właśnie, proszę nie czepiać się Kubulka. – Łukasz w końcu wypuścił mnie ze swoich objęć i pobiegł do Błaszczykowskiego. – To mój najlepszy przyjaciel. – oświadczył dumnie i objął go ramieniem.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby Piszczu nie zauważył Bartka stojącego nieopodal.
- Szwagier! – wykrzyknął uradowany. I ruszył w jego kierunku. Ale zaraz, jaki szwagier? Czy coś mnie ominęło? – Chodź z nami na imprezę! Będzie fajnie.
- Ja nie wiem… - odpowiedział skonsternowany Bartek i spojrzał na mnie błagalnie. Nie, nie potrafiłam mu pomóc. Tutaj przydałby się jedynie psychiatra.
- Ale ja wiem! Namów swoją dziewczynę i idziemy! – Piszczka nie opuszczał dobry humor. No cóż, przy takiej zawartości alkoholu we krwi każdy byłby uradowany do granic możliwości. – I wiesz, powiem ci coś w tajemnicy… - nachylił się konspiracyjnie do Bartka, myśląc pewnie, że ja nic nie słyszę. Och, jak się srogo mylił. – Ona jest…
„Dziewicą” – dodałam w myśli, a głośno wrzasnęłam -- Dość! Łukasz, do pokoju spać! – rozdysponowałam, a ten, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, skierował się powrotem do hotelu. Cóż, cuda się zdarzają.
Ja tymczasem chciałam skierować się do pokoju, gdy na mojej drodze stanęła Angela.
- No, proszę, proszę, Kochana. Widzę, że nie marnujesz czasu. – uśmiechnęła się do mnie, ale nie było to sympatyczny grymas.
- Co masz na myśli? – zapytałam. O co chodzi tej dziewczynie?!
- Widziałam wasze romantyczne chwile z Bartkiem. – wydęła usta.
- A co? Jesteś zazdrosna? – ironizowałam. – Z tego co wiem, masz już narzeczonego.
- No pewnie i jesteśmy razem baaaardzo szczęśliwi. – oznajmiła dumnie. I gitara gra, niech sobie będą, nic mi do tego. Jednak na jej nieszczęście to nie było koniec jej wywodów – Ale wiesz, mogłabyś jakoś ogarnąć te włosy. Może wtedy jeszcze bardziej spodobałabyś się Bartusiowi.
No nie! Tego było już za wiele! Musiałam jakoś odpłacić jej pięknym za nadobne.
- Dziękuję za poradę. – oznajmiłam, a po chwili uśmiechnęłam się słodko przystępując do ataku. – A za to ty masz oczy jak gwiazdy.
- Naprawdę? – Angela chyba nie zrozumiała mojej ironii i wzięła to za komplement.
- Tak! – przytaknęłam. – Jedno wyżej, drugie niżej. – dodałam.
I odeszłam w glorii chwały zostawiając ją wściekłą i posyłając jej narzeczonemu szeroki uśmiech, a tymczasem piłkarze ryknęli zgodnym śmiechem. Chyba jednak nie są tacy źli, skoro śmieją się z moich żartów.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Musiał to zrobić. Złapał jej wzrok i mimo, że to ona miała paść łupem jego powłóczystego spojrzenia, sam wpadł. Ba, ona nawet się do niego uśmiechnęła. I wstyd było się przyznać, ale nawet rozśmieszył go żart Klary, mimo, że jednocześnie ośmieszyła jego dziewczynę. Miała cięty język i podobała mu się coraz bardziej.
Nawet gdy godzinę później kładł się spać i w poczuciu obowiązku zaczął wodzić dłonią pod bluzką Angeliki, a ta go odepchnęła, mówiąc, że boli ją głową, odetchnął z ulgą, bo wcale nie miał ochoty na seks ze swoją dziewczyną. I powoli z wielkim uśmiechem na ustach pogrążył się w krainę Morfeusza, która przywitała go snami pełnymi brunetki.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Czeeeeść! Która z Was spodziewała się mnie tutaj dzisiaj? Pewnie żadna, biorąc pod uwagę fakt, kiedy pojawił się ostatni rozdział. Ale tak, jestem tutaj z nowym rozdziałem :D
Chapter three miał być taki przejściowy, ale powiem Wam, że nawet mi samej całkiem się podoba, bo jest taki... romantyczny? Tak, to chyba odpowiednie określenie.

Chciałabym podziękować Wam wszystkim, że jesteście tutaj, czytacie, komentujecie i motywujecie mnie dalej do pisania. Widząc tak piękne słowa skierowane od Was nie da się nie pisać dalej, naprawdę :D Jesteście cudowne! ;*

Zostawiam Wam rozdział do oceny :) Miłego czytania! I do następnego! ;*

P.S. Jak zwykle mam dla Was w prezencie GIF-a, tym razem z Klarą :)

P.S. 2 Pamiętaj: KOMENTUJESZ? --> MOTYWUJESZ!
Czasami aż przykro się robi, widząc, że mam sporo wyświetleń, a komentarzy jak na lekarstwo. Dziewczyny, nie wymagam elaboratów w Waszym wykonaniu, wystarczy zwykłe: "Jestem, czytam, pisz dalej" :)