wtorek, 15 listopada 2016

Chapter sixteen




 “I got faith in you baby, I got faith in you now
And you've been such a, such a good friend of me
Know that I gotta love you somehow”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

4.06.2016r. godz. 13, Hotel Pod Różą
- Hahahaha! Ja tobie?! – Klara roześmiała się ironicznie słysząc słowa Angeli. Ta usiadła na krześle, a szwagierka Piszczka stanęła w przejściu między pokojem a korytarzem i założyła ręce na piersiach. Przez kilka sekund dziewczyny mierzyły się wzrokiem.
- Powiedziałam, że musisz mi pomóc. – wyartykułowała powoli była dziewczyna Milika. – Chcę, żebyś pomogła odzyskać mi Arka.
Klara słysząc jej słowa prawie zakrztusiła się własną śliną.
- Ty chyba żartujesz?! – wykrzyczała. – Niby dlaczego?
- W dużej mierze to przez ciebie się rozstaliśmy. – oznajmiła Angelika.
Siostra Joanny najpierw prawie zapowietrzyła się słysząc słowa rywalki, ale po chwili wzięła głęboki wdech i wycedziła przez zęby:
- Wynoś się stąd.
- Nie wyjdę stąd, dopóki nie obiecasz, że mi pomożesz. – oświadczyła twardo.
- Czy ty się zamieniłaś na rozumy z osłem?! – Klara przewróciła oczami. – Dziewczyno, ogarnij się. Po pierwsze, to nie przeze mnie się rozstaliście, a po drugie, nie mam żadnego interesu w tym, żebyście do siebie wrócili, więc wybacz, ale nie jestem twoją przyjaciółką i nie pomogę ci.
- Ale Klara, proszę cię. – jęknęła Angelika i wyraźnie zmieniła swoją strategię. – Mi bardzo zależy na Arku i chciałabym, żeby było jak dawniej. Pomyślałam, że może ty wpłynęłabyś jakoś na niego.
- Ty naprawdę oszalałaś. – sapnęła Klara siadając na łóżku. Spojrzała na swojego gościa i skrzywiła się. Małpa czy nie małpa była z tej Angeli, ale w sumie to współczuła jej w tym momencie.
- Ja wiem, że nasza znajomość nie zaczęła się zbyt pozytywnie, ale od początku wiedziałam, że jesteś naprawdę spoko, a teraz jeszcze dołączyłaś do grona WAGs. Może Łukasz mógłby szepnąć o mnie słówko Arkowi?
- Łukasz? Jaki Łukasz? – zdziwiła się Klara.
- No Teo, twój chłopak od niedawna. – przypomniała jej Angelika, a brunetka już miała zrobić facepalma, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- Ach, no tak. – Klara jakby się obudziła i momentalnie poczerwieniała aż bo czubki uszu.
- Więc jak?
- Dobra, nie wiem. – zniecierpliwiła się Bajkowska, bo w tym momencie właśnie przypomniała sobie, że czeka ją dzisiaj jeszcze podarowanie prezentu Teodorczykowi. Prezentu w naturze, nawiasem mówiąc.
- Daję ci kilka dni do namysłu. – Angelika podniosła się z krzesła i wyszła z pokoju. Ta jeszcze przez kilka minut rozważała jej słowa i stwierdziła, że w sumie co jej zależy i pomoże byłej Milika. W końcu mamy solidarność jajników.

KLARA

4.06.2016r. godz. 16, Hotel Stary w Krakowie
- Szwagier! – wyszczerzyłam się na widok Piszczka i rzuciłam mu się na szyję. Wracałyśmy właśnie z obiadu z Joanną i Zuzią i postanowiłyśmy wpaść na chwilę do hotelu naszej reprezentacji. – Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomarańczy. – tu nachyliłam się do jego ucha i dodałam szeptem – Niech ci żona nago tańczy.
Łukasz rozchylił usta w uśmiechu w reakcji na moje ostatnie słowa, a ja wycisnęłam na jego policzkach dwa soczyste całusy, zostawiając ślady różowego błyszczyka.
- No tak, ale jak żona to zobaczy to nici z nagich tańców. – oświadczył cicho i od razu wytarł się po mnie.
- Jakich tańców, tatusiu? – od razu podłapała Amelka. Boże, dlaczego to dziecko zawsze słyszy to, czego nie powinno?
Piłkarz zrobił do mnie wielkie oczy jakby szukając ratunku w mojej osobie.
- Yyyy, klasycznych, Kochanie. Twój tatuś chciałby nauczyć się tańczyć walca. – wyjaśniłam jej tym samym ratując Piszczka z opresji. – A, byłabym zapomniała. – przypomniałam sobie i wręczyłam mu torbę pełną słodkości.
- Lara… - jęknął wskazując na swój umięśniony brzuch. – Wiesz, że nie mogę.
- To nic. Tradycji musi stać się zadość. – odpowiedziałam. Ponieważ niepisaną tradycją pomiędzy mną a Łukaszem było to, że na każde urodziny dawaliśmy sobie torbę słodyczy. Co prawda i tak potem większa część jej zawartości lądowała w brzuszku Amelki, ale taka była nasza tradycja.
- Drugi wczorajszy jubilat chyba też czeka na życzenia… - powiedział znacząco Piszczek i wskazał drugiego Łukasza, który właśnie przyglądał mi się nieodgadnionym spojrzeniem. Z miejsca zrobiło mi się gorąco, gdy tylko przypomniałam sobie kwiaty od niego i nasze wczorajsze smsy, ale wzięłam się w garść i podeszłam do niego.
 - Cześć. – przywitałam się i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- No cześć. – odpowiedział i chyba czekał na coś, bo przez kilka sekund mierzyliśmy się spojrzeniami. Moje brązowe oczy kontra jego niebieskie.
- Chciałam podziękować ci za kwiaty. – zaczęłam powoli.
- Drobiazg. – uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- A co do prezentu urodzinowego…
- Myślę, że najlepszym prezentem będzie, jeżeli zgodzisz się dzisiaj pójść ze mną na randkę. – przerwał mi, a ja uśmiechnęłam się triumfująco.
- Zgadzam się. – odparłam pewnie i przekrzywiłam głowę nadal świdrując go wzrokiem. Z premedytacją zagryzłam wargę i czekałam na jego reakcję. Blondyn przez kilka sekund patrzył na moje usta – cel osiągnięty.
- Wiesz, że gdyby nie okoliczności pocałowałbym cię teraz tak, że zabrakłoby ci tchu. – wychrypiał niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do mojej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. – spojrzałam mu hardo w oczy. – Szkoda więc, że okoliczności nie są sprzyjające.
- Igrasz z ogniem…
- Sama nim jestem. – odpowiedziałam uwodzicielsko. Coraz bardziej się rozkręcałam, a wieczorem miała nastąpić eskalacji moich umiejętności. Naprawdę fajnie było tak uwodzić faceta i widzieć, jak on powoli mięknie. Jednak wiedziałam, że do całkowitego rozkochania Teodorczyka była długa droga, ale byłam skłonna się poświęcić dla dobra sprawy.
- Oj Klara. – pokręcił głową. – Gdzie się zatrzymałyście?
- W Hotelu Pod Różą.
- Świetnie. Będę po ciebie o 19.30.
- Okej. – odpowiedziałam z przekąsem, a po chwili Teodorczyk się ulotnił.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Już od kilku minut obserwował Klarę i chciał ją zagadnąć, jednak dziewczyna podeszła do Teodorczyka. Nie chciał im przeszkadzać, więc usiadł na kanapie w hotelowym holu i cierpliwie czekał aż skończą rozmowę.
Przyglądał im się i mimo, że nie dotykali siebie nawzajem widział, że coś się pomiędzy nimi dzieje. Trochę zakuło go w serce na myśl, że brunetka jest z napastnikiem, jednak postanowił sobie, że zagłuszy wszystkie uczucia, jakie do niej żywił. Była tylko jego przyjaciółką i powierniczką. Skoro Klara miałaby być szczęśliwa, choćby i z Teodorczykiem on był w stanie to zaakceptować.
W końcu dziewczyna została sama i Bartek chwilę później znalazł się obok niej.
- Cześć! – uściskał ją.
- Jak tam nastrój przed poniedziałkowym meczem? – zapytała szczerze uśmiechając się do niego.
- Jestem naprawdę zmobilizowany i liczę na to, że w końcu wyjdę na boisko. – odwzajemnił uśmiech.
- No to świetnie. Też uważam, że powinieneś w końcu dostać swoją szansę.
- A co u ciebie?
- Bez zmian. – odparła krótko ewidentnie chcąc uniknąć niewygodnego tematu. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jadę do Francji.
- Ja też się cieszę, że jedziesz. – wyszczerzył się. – Zawsze to o jednego kibica więcej. Słuchaj… - zaczął nagle, a brunetka spojrzała na obrońcę pytająco – A może wybralibyśmy się jutro na kawę? Rano mamy trening, ale popołudniu trener obiecał nam wolne.
- Jasne. – ucieszyła się Klara. Naprawdę lubiła Bartka i rozmowa z nim zawsze sprawiała jej dużą przyjemność. Był jedną z niewielu osób, która tak dobrze znała się na kinie, które ona uwielbiała. – Może o 15 na Rynku Głównym?
- Świetnie. A teraz przepraszam cię, ale muszę lecieć. – oznajmił i skierował się do swojego pokoju.


“Keep playing my heartstrings faster and faster
You can be just what I want, my true disaster”


- Powiedz mi, Teo, jak to w końcu jest? – zapytał Jędza kolegę, gdy grali w FIFĘ. – Ty jesteś w końcu z Klarą czy nie?
Blondyn zamyślił się, ułożył w myśli odpowiedź i rzekł:
- Teoretycznie byliśmy, praktycznie nie jesteśmy, ale będziemy. Pracuję nad tym.
- Ojjjj… - Artur słysząc tę zagmatwaną odpowiedź aż otarł pot z czoła. – Zaczynasz gadać jak typowa baba.
Teodorczyk w odpowiedzi przewrócił oczami i machnął tylko ręką.
- Pogadamy o tym kiedy indziej, a teraz graj. – polecił kumplowi.
Sam nie potrafił przestać myśleć o Klarze. Dziewczyna cały czas wypełniała jego myśli i nic nie wskazywało na to, że ten stan kiedyś minie. Napastnik nie potrafił ogarnąć, co właściwie z nim się dzieje. Póki co, wiedział, że cholernie pragnie mieć Klarę. Wystarczyło, że tylko pojawiała się w zasięgu wzroku, nie widział już nikogo innego. Chłonął każde słowo, które wypowiadała w jego kierunku. Patrzył głęboko w jej brązowe oczy, jakby chciał odczytać z nich, co ona myśli i wydawało mu się, że czasami widzi w nich pożądanie.
To przez nią miał ostatnio spore kłopoty ze snem, ponieważ cały czas zastanawiał się, jak ją zauroczyć. 9 lat temu poszło mu bardzo łatwo, ale dziewczyna była wówczas głupią nastolatką, a nie tak jak teraz pewną siebie i świadomą swej wartości kobietą. Teraz musiał się wysilić dużo bardziej i gdy tylko pojawiała się okazja starał się ją adorować, udowadniać jej, że dużo o niej myśli. Roztaczał wokół niej swój czar i czuł, że już niedługo brunetka połknie haczyk, a on dopnie swego.
To była gra, którą prowadzili ze sobą, a Łukasz postanowił sobie, że za wszelką cenę musi ją wygrać.
KLARA
4.06.2016r. godz. 19.30 Hotel Pod Różą
- Idealnie – stwierdziłam wpatrując się w swoje odbicie w lustrze i wygładzając czerwoną sukienkę, którą miałam na sobie. Chciałam być dzisiaj słodkim wampem i w sumie zarówno ta kreacja i mocniejszy niż zwykle makijaż kreowały wygląd, jakiego oczekiwałam.
- Też tak uważam. – Zuzia cmoknęła z zadowoleniem. – Zastanawiam się, czy dzisiaj w końcu nadejdzie ta ognista noc podczas której panna Klara ulegnie kawalerowi Łukaszowi.
Pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Jesteś nienormalna. – oznajmiłam. – Jeżeli już ktoś ma komuś ulec, to raczej on mi. A ty kiedy w końcu ulegniesz Kapustce? – odgryzłam się.
- Świnia. – skwitowała. – Porozmawiamy jutro rano. – oznajmiła krótko i prawie wypchnęła mnie siłą z pokoju. Wiedziałam, że ona też dzisiaj umówiła się z Bartkiem i byłam strasznie ciekawa, co z tego wyjdzie, ponieważ moja przyjaciółka co prawda zapierała się przed tym rękami i nogami, ale wiedziałam, że jak do tej pory nigdy przy żadnym chłopaku nie była taka szczęśliwa.
Odetchnęłam głęboko i zeszłam po schodach na dół. Wyszłam z hotelu i od razu go zobaczyłam. Teodorczyk już stał przed budynkiem i, muszę to przyznać, wyglądał naprawdę nieźle.
Podeszłam do niego i chciałam przywitać się zwyczajowym „cześć”, jednak on był szybszy – zbliżył się do mnie, objął jedną ręką w pasie i pocałował w policzek.
- Mam nadzieję, że nie wyglądam zbyt elegancko? – zapytałam słabym głosem jeszcze oszołomiona jego stanowczymi ruchami.
- Wręcz przeciwnie, wyglądasz bosko. – wyszeptał mi do ucha i momentalnie poczułam dziwne łaskotanie w dole brzucha. Bez cienia sprzeciwu ujął mnie za rękę i poprowadził w stronę restauracji, w której mieliśmy zjeść kolację.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale po godzinie wspólnej kolacji, kiedy właśnie kończyliśmy deser, mogłam powiedzieć jasno: Łukasz Teodorczyk to naprawdę fajny facet.
Był bardzo zabawny, miał sporo do powiedzenia na wiele tematów, widać było, że bardzo mu zależy na tym, żebym się dobrze bawiła. Byłam pewna – przede mną już nie siedział ten przygłupi Łukasz, w którym zadurzyłam się jako nastolatka, tylko mężczyzna, który naprawdę mógł podobać się kobietom. Poza tym roztaczał wokół siebie tak niesamowity czar, który potrafiłby zdziałać cuda z nawet najbardziej nieprzystępną dziewczyną. Ja niestety taka nie byłam.
Czułam, że z każdą kolejną chwilą spędzoną z nim zapadam się w nicość, z której nie ma już ucieczki. Niestety nie mogłam nic na to poradzić. Ta cała romantyczna otoczka naszego spotkania sprawiała, że nie potrafiłam już racjonalnie myśleć i powoli zaczynałam zapominać w jakim celu jestem tutaj. A cel był jeden – rozkochać Łukasza, a potem go porzucić z zimną krwią. Niestety moja krew buzowała w żyłach z każdym spojrzeniem piłkarza w moje oczy. Te jego chłodne błękitne tęczówki całkowicie przenikały moje wnętrze i czułam jak się mała bezbronna dziewczynka, która nie ma żadnego wpływu na bieg wydarzeń. Gdzie podziała się ta Klara, która chciał zrealizować swój plan zemsty? Chyba została przed drzwiami restauracji.
Po kolacji mieliśmy jeszcze zaliczyć krótki spacer, jednak Łukasz zaproponował, żebyśmy poszli do klubu potańczyć. Wiedziałam, że to był bardzo zły pomysł, szczególnie ze względu na to, jak wpływa na mnie taniec z facetem, który chociaż trochę mi się podoba.
Ups, powiedziałam to głośno? No cóż, dopiero na tej kolacji odkryłam, że piłkarz mi się podobał. Nie chciałam tego przyznać sama przed sobą, ale prawda była okrutna – mój plan powoli zaczynał mi się przeciwstawiać. Wiedziałam, że to, że patrzyłam teraz na Łukasza przychylnym okiem nie rujnowało planu w całości, ale jego część i to tę najważniejszą. Znałam samą siebie i zdawałam sobie sprawę z tego, że gdy on nadal będzie mi się podobał i dalej będziemy się spotykać, prędzej czy później się zakocham. To jednak nie przeszkadzało w niczym, żeby i on poczuł coś więcej do mnie, mimo wszystko potem pewnie nie potrafiłabym zdecydować się na porzucenie go.
Postanowiłam jednak nie myśleć o tym jak na razie i nie wyprzedzać faktów. Co prawda w klubie jeszcze próbowałam trzymać się twardo i opierać urokowi Łukasza, ale to wszystko na nic. Cała ta bajkowa otoczka odurzała mnie i sprawiała, że odczuwałam obecność piłkarza wszystkim zmysłami. Czułam jego dłonie na moim ciele, niesamowity męski zapach, jego usta na mojej szyi, potem na moich wargach, gdy łączyły się z moimi w namiętnych pocałunkach. Cały czas słyszałam z jego ust piękne słowa, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie, że jestem cudowna i taka pociągająca, że mnie pragnie, że mój zapach sprawia, że zaczyna szaleć.
Czułam się jak w alternatywnym świecie i wcale nie pomagała mi myśl, że on też mnie pragnie. Wiedziałam do czego będzie dążył i zastanawiałam się tylko, czy będę w stanie się mu oprzeć. Niesamowicie ryzykowałam pozostając z nim w klubie i poruszając się w rytm muzyki, ale ja po prostu tego chciałam. Chciałam, żeby mnie dotykał, żeby mnie całował, żeby szeptał mi do ucha wszystkie te nic nieznaczące słowa. Wiem, że powinnam była uciec stamtąd i uratować tym samym samą siebie, ale on trzymał mnie tam jakąś niewidzialną siłą i już sama nie wiedziałam, czy chodzi o jego spojrzenie, czy o jego usta, a może po prostu o jego obecność.
Niczego nie byłam już pewna, ale podobał mi się ten stan. 
WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

Klara wpadła w jego sidła – tego był pewien. Najpierw na kolacji pokazał jej się z innej strony niż dotychczas. Początkowo był niezadowolony z siebie, bo być może odkrył się przed nią za bardzo, jednak ostatecznie taka taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo dzięki temu ich rozmowa zaczęła kleić się jeszcze bardziej.
Adorował ją, traktował jak prawdziwą księżniczkę i było to zachowanie autentyczne, ponieważ jego zdaniem brunetka zdecydowanie zasługiwała na takie miano. Nie potrafił oderwać wzroku od jej pięknie skrojonych ust i oczu, które tak mądrze na niego patrzyły. Jej zapach rozpalał go do czerwoności i niecierpliwie wyczekiwał, co jeszcze wydarzy się tego wieczoru.
Po kolacji zabrał ją do klubu, ponieważ wiedział, że to będzie niezawodny sposób na to, żeby być z nią naprawdę blisko. Podczas tańca czuł, jak pod wpływem jego dotyku płonie skóra dziewczyny. Nie potrafił już utrzymać rąk przy sobie i cały czas wodził nimi po ciele Klary. Nie mógł i nie chciał czekać z pocałunkami, toteż jego usta co i rusz łączyły się z wargami dziewczyny.
Brunetka wyzwalała w nim dziwne emocje. Oprócz ogromnego pożądania, które rosło z każdą chwilą, napastnik chciał po prostu być obok Klary i to było dla niego najbardziej nieoczekiwane.
W końcu z pewnym ociąganiem wyszli z klubu i skierowali się w stronę hotelu Bajkowskiej. Chłodne nocne powietrze dobrze podziałało na Klarę, ponieważ w końcu zaczęła racjonalnie myśleć i gdy tylko przypomniała sobie, co działo się w klubie i jaka była bezbronna, miała ochotę coś sobie zrobić. Ewidentnie Teodorczyk miał na nią zły wpływ.
- Chciałbym, żeby ten wieczór nigdy się nie kończył… - wyszeptał Łukasz do ucha brunetki, gdy znaleźli się już obok docelowego budynku.
- Hola, hola, gołąbeczku! Podobno trener kazał wam wrócić przed północą, a jest 23.30. – uświadomiła piłkarza, a ten uniósł brwi ze zdziwienia zaskoczony reakcją Klary.
- No cóż. – sapnął w odpowiedzi. – Masz rację. Co nie zmienia faktu, że ten wieczór był cudowny… - rozmarzył się jeszcze, nachylił do ust brunetki i złożył na nich ostatni już dzisiaj pocałunek.
- Dobranoc. – wyszeptała Klara i wyślizgując się z jego objęć zniknęła w mroku kamienicy, w której mieścił się hotel.
Dotarła do pokoju, oparła się plecami o drzwi, przyłożyła chłodną dłoń do gorącego czoła i jęknęła:
- Boże, dlaczego jestem taka emocjonalna i kochliwa? To mnie kiedyś zgubi.


Cześć Kochane! :*

Przybywam z rozdziałem szesnastym, chyba najbardziej emocjonującym jak do tej pory. Wiem, że miał pojawić się dopiero jutro, ale już nie mogłam wytrzymać i udostępniam Wam go dzisiaj :)
Szczególną uwagę zwróćcie na drugą piosenkę ze ścieżki dźwiękowej i jej tekst. Myślę, że idealnie oddaje odczucia Klary, która powoli wpada we własną pułapkę (jak to kilka rozdziałów temu skomentowała Inertia :D)…

Co do piosenek, używacie może aplikacji Spotify? Stworzyłam tam listę ze wszystkimi piosenkami, które stanowiły ścieżkę dźwiękowa do bloga. Szukajcie jej pod nazwą "Tell it to my heart" , a moja nazwa to "sheistheoneee" :)

Nie nudzę już więcej, tylko zostawiam Wam rozdział do oceny. Liczę na Wasze opinie! :) Kolejny rozdział już w środę wieczorem :)

Dzisiaj łapcie Klarę, Łukasza i Bartka (w poprzednim wcieleniu :D). Sorki za Koseckiego, on w odpowiadaniu nie występuje, tylko napatoczył się do zdjęcia :P



środa, 9 listopada 2016

Chapter fifteen




 “You're in for a little more, it's getting scandalous
Yeah, all my life, yeah
I'm waiting for, the girl next door to get real dangerous”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

1.06.2016r. Gdańsk, Długie Pobrzeże
- Jesteś naprawdę słodki, ale chyba nic z tego nie będzie. – stwierdziła patrząc na niego swoimi wielkimi brązowymi oczami. Brunet aż zatrzymał się w miejscu na jej słowa.
- Dlaczego? – zapytał od razu chowając ręce w kieszeniach.
Szatynka oparła się plecami o barierki i westchnęła.
- Nasze oczekiwania chyba się rozmijają. Zrozum, ja lubię się bawić facetami, a ty? Byłeś z jedną dziewczyną prawie dwa lata. Ja niestety nie potrafię być stała w uczuciach.
Piłkarz wypuścił głośno powietrze z ust. Podszedł do niej, oparł się o barierki blokując jej możliwość ucieczki i znacznie ograniczając jej przestrzeń życiową.
- Ale kto powiedział, że ja szukam dziewczyny na stałe?
- A nie jest tak?
- Nie. – odpowiedział i wyzywająco spojrzał w jej oczy. Zuzia nie ugięła się pod ciężarem jego wzrok i również wpatrywała się w jego tęczówki, których kolor zlał się ze źrenicami. Pragnął jej – widziała to w jego oczach.
- A to, co wydarzyło się jeszcze w Juracie?
- To był tylko nic nieznaczący incydent, za który powinienem był cię przeprosić. Nie byłem wtedy sobą. – wyjaśnił. – To było tuż po rozstaniu i nie potrafiłem poradzić sobie sam. Dopiero teraz doceniam zalety bycie singlem. – błysnął białymi zębami.
- Ach tak. – szatynka głośno cmoknęła ustami.
- Na przykład mogę wymieniać smsy z pięknymi dziewczynami…
- Więc nie jestem jedyna? – uniosła wysoko brwi.
- Ktoś tu niedawno mówił, że nie lubi zobowiązań. – uśmiechnął się drwiąco, ale Zuzia machnęła ręką na jego słowa. Złapał ją – nie lubiła być jedną z wielu.
- Rozumiem, że teraz masz ochotę na ognisty romans, tak?
- Mam ci to udowodnić? – szepnął pochylając się nad nią i niebezpiecznie zbliżając się do jej szyi. Poczuła jego gorący oddech, a po jej ciele rozpłynął się przyjemny dreszcz podniecenia.
- Wierzę ci na słowo. Ale to nie dzisiaj. Jestem trochę śpiąca. – udała, że ziewa, a jej słowa całkowicie zdeprymowały Kapustkę.
Nie ogarniał tej dziewczyny, ale ta jej tajemniczość fascynowała go. Od początku jak tylko przyjechała do Juraty wpadła mu w oko. Piękna, pewna siebie, wygadana, wszędzie jej było pełno i co najważniejsze lubiła się dobrze zabawić. Miał już serdecznie dość dziewczyn, które liczyły albo na dozgonną miłość albo jego pieniądze. Zuzia niczego nie oczekiwała i to było w niej najlepsze.
– Odwieziesz mnie do domu? – zapytała a on od razu kiwnął głową i razem skierowali się w stronę auta.
KLARA
Czwartek, 2.06.2016r.,Gdańsk
Kolejny dzień upłynął mi na próbach wyciągnięcia od Zuźki, co robiła wczoraj po meczu. W końcu po wielogodzinnym błaganiu dowiedziałam się, że spędziła kilka godzin z Kapim. Niestety moje oczekiwania, że może nareszcie dopadła ją strzała Amora rozpadły się w pył, to miał być kolejny romans, nic więcej. Jednak ludzie się nie zmieniają.
Po południu razem z rodzicami i Piszczkami wybraliśmy się na spacer po gdańskiej starówce, a potem na kolację. To miał być ostatni wspólnie spędzony czas przed naszym wyjazdem na EURO. Ponieważ jutro rodzice mieli wrócić do Olszewa, Asia i Łukasz wybierali się wieczorem do jego rodzinnego domu, a Zuzia i ja miałyśmy w sobotę przyjechać do Krakowa.
Skłamałabym mówiąc, że nie chciałabym tam jechać, bo kto by nie chciał? Poza tym obroniłam się na piątkę, załatwiłam wszystkie formalności na studiach, więc to miał być zasłużony odpoczynek.
Był czwartkowy wieczór, chilloutowa muzyka sączyła się z głośników, na stole stały kieliszki i opróżniona do połowy butelka winy, a Zuzia i ja biegałyśmy jak opętane po mieszkaniu. Powód tego zamieszania był jeden – pakowałyśmy się na wyjazd do Francji. Amelka, o dziwo, bardzo grzecznie bawiła się na dywanie w salonie, a Aśka oczekując na męża, który właśnie wyszedł do sklepu, z pilotem w ręku skakała po kanałach telewizyjnych. Niedługo mieli ruszyć do Goczałkowic.
- Cholera jasna! – sarknęła Zuzia przetrząsając szafę w przedpokoju. – Klara, widziałaś może tę moją różową rozkloszowaną spódnicę?
- Nie! – odkrzyknęłam z własnej sypialni. – A może mignął ci gdzieś mój szary sweter?
Moja przyjaciółka jednak nie odpowiedziała i po chwili usłyszałam, jak ciężkimi krokami zbliża się do mojego pokoju.
- Czy ty oszalałaś? – zapytała stając w drzwiach ze skrzyżowanymi na piersi rękoma.
- O co chodzi? – zmarszczyłam brwi. – Zadałam zwykłe pytanie.
- Słońce… - dla odmiany uśmiechnęła się słodko i podeszła do mojej szafy. – Zamiast zabierać ten paskudny i bezpłciowy sweter, weź to. – podała mi czerwony kombinezon, w którym byłam w klubie w Juracie. Nie ukrywam, że wiązało się z nim wiele wspomnień, a byłoby tego jeszcze więcej, gdybym wtedy nie przesadziła z alkoholem i nie urwał mi się film.
- Przecież to mi się tam nie przyda! – zaoponowałam. No bo gdzie miałabym założyć taki seksowny ciuszek? Przecież  nie na mecz.
- Ja uważam wręcz przeciwnie. – odpowiedziała składając ubranie i wkładając je do mojej walizki. – Tyle randek się tam szykuje…
Jakiś czas temu sprzeciwiłabym się jej słowom, że przecież nie zamierzam chodzić na żadne rendez-vous, ale teraz sytuacja była zgoła odmienna i ostatecznie skapitulowałam.
- No dobra, może i masz rację. – zgodziłam się, a Zuźka uśmiechnęła się triumfalnie.
- Nasze rendez-vous tylko w wyobraźni… Rendez-vous z moich snów… - zaintonowała Zuźka kawałek zespołu Kombi i tanecznym krokiem wyszła z pokoju. Pokręciłam tylko głową – ona była niereformowalna.
Jakieś 15 minut, gdy dalej męczyłam się z pakowaniem, zauważyłam kątem oka, że do sypialni wchodzi Amelka. Nic się nie odzywała, więc i ja nie odrywałam się od układania ubrań w walizce. Kilka chwil później poczułam, jak stuka mnie w ramię.
- Ciociu… - zaczęła, a ja powoli odwróciłam się.
- Tak, Kochanie? – odpowiedziałam i dopiero wtedy zauważyłam, że dziecko trzyma coś w ręku. Coś czarnego, koronkowego i… Cholera jasna, ona miała w ręku moje najseksowniejsze stringi! Przełknęłam głośno ślinę, ale nie dałam po sobie niczego poznać. – Amelka, po co ci to?
- Bo widziałam, jak tata dał podobny ciusek mamie i powiedział, zeby nosiła to jak najcęściej. A ja chcę, zebyś i ty Ciociu, ładnie wyglądała. – wyjaśniła rezolutnie. Och, jakie to wszystko było proste w oczach dziecka.
- Masz rację, Kochanie, wezmę to. – powoli odebrałam jej stringi i włożyłam je do walizki cała czerwona. Na szczęście w porę odezwał się dzwonek do drzwi. Rzuciłam się szybko, myśląc że to Piszczek, ale tam stał facet z ogromnym bukietem czerwonych róż w ręku. Otworzyłam szeroko oczy i stwierdziłam, że pewnie mężczyzna się pomylił, co nie zmienia faktu, że szczęściarą była tak, która miała dostać te kwiaty. Facet miał gest.
- Pani Klara Bajkowska? – zapytał. Otworzyłam szeroko ze zdziwienia i kiwnęłam głową. – To dla pani. – powiedział i wręczył mi bukiet. Zrobiłam krok i stanęłam na środku przedpokoju.
- Kto to był? – krzyknęła Zuźka.
- Posłaniec. – odpowiedziałam. Dostałam przepiękne kwiaty, tylko od kogo? Przez 5 lat związku z Krystianem otrzymałam tylko kilka pojedynczych róż, a tutaj taki bukiet. No proszę i niech mi ktoś powie, że bycie singlem nie jest lepsze od chodzenia z byle kim?
- Wooooow. – moja siostra weszła do przedpokoju. – To twoje?
- Chyba tak. – odpowiedziałam słabo.
- Ojacieżpierdzielę. – zaklęła Zuźka i dopiero po chwili zmitygowała się, że obok stoi Amelka i wszystko słyszy.
- Od kogo są te kwiatki, ciociu? – zapytała moja siostrzenica.
- Nie wiem, Kochanie. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. W końcu ocknęłam się i znalazłam ukryty w bukiecie bilecik. - „Moje oczy są oczami wariata, gdy spotkają się z Twoimi oczami. Ł.” – przeczytałam na głos i aż usiadłam z wrażenia na kanapie. A więc to Łukasz przysłał mi te kwiaty…
- Fiu, fiu, fiu. – moja przyjaciółka aż zagwizdała z wrażenia.
- Hmmm, jednak ten Teodorczyk nie jest taki zły jak się wydaje. – zachichotała Joanna.
- Zdecydowanie nie… - odrzekłam. Wstałam, włożyłam je do wazonu i wzięłam do ręki telefon – musiałam jakoś za nie podziękować.
KLARA - „Dziękuję za kwiaty. Są przepiękne.” – wystukałam na klawiaturze i wysłałam do Teodorczyka. Odpowiedź przyszła minutę później.
ŁUKASZ -  „Chciałem pokazać Ci, że cały czas myślę o Tobie i nie potrafię przestać. Co Ty ze mną robisz?”
Ups, czyżby mój plan zaczął działać? Aż uśmiechnęłam się na tę myśl, chociaż z nim to nigdy nic nie wiadomo do końca.
KLARA - „Myślę, że nic dobrego :P” – odpisałam.
ŁUKASZ - „A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Chciałbym, żeby ten stan trwał jak najdłużej.”
KLARA - „Postaram się, żeby tak było… Kolorowych snów :)”
ŁUKASZ - „Będą takie, jeżeli się w nich pojawisz… Śpij dobrze Księżniczko :*”
Spełniła się dokładna odwrotność, tego, czego chciał Teo, ponieważ to on przez całą noc nie dawał mi spokoju i męczył mnie w moich snach…


“I’ll just keep holding on
I’ll just be all you need”

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

2.06.2016r. Autostrada A1
- Nie podoba mi się to. – mruknął Łukasz Piszczek jadąc autostradą gdzieś pomiędzy Gdańskiem a Łodzią.
- Oj, Kochanie… - zaczęła Joanna. Kierowali się w stronę rodzinnego domu piłkarza. Amelka na szczęście szybko usnęła w samochodzie. – Zaufajmy Klarze, przecież jest dorosła.
- Może i jest dorosła, ale ten związek z Teodorczykiem… Coś mi tutaj nie gra. – obrońca poruszył śmiesznie ustami i zredukował bieg przygotowując się do wyprzedzania ciężarówki.
Joanna w ostatniej chwili ugryzła się w język, ponieważ miała zaprotestować stwierdzeniu swojego męża, ale przecież nie mogła wyjawić mu sekretu siostry. Stwierdziła, że Łukasz i tak nie zrozumiałby misternego planu Klary.
- Dajmy im czas. Dlaczego od razu ich skreślasz?
- Bo to niereformowalny podrywacz. – odparł krótko. - Nie chcę, żeby Klara cierpiała przez niego.
- Ja też tego nie chcę. Ale póki co nic nie wskazuje na to, że stanie się coś złego. Przecież Łukasz stara się o nią. Widziałeś jakie piękne kwiaty jej przysłał… - powiedziała znacząco brunetka. – Swoją drogą to ja dawno takich nie dostałam…
Piszczu spojrzał szybko na żonę, a ta uśmiechała się tajemniczo i w lot zrozumiał aluzję ukochanej. Chyba jutro czekał go spacer do kwiaciarni…
KLARA
3.03.2016r. Gdańsk
Popijałam właśnie poranną kawę, gdy odezwał się mój telefon. Odblokowałam smartphona, a moim oczom ukazało się powiadomienie z Facebooka: „Łukasz Piszczek i Łukasz Teodorczyk mają dziś urodziny. Prześlij życzenia!”.
- O jasna cholera. – mruknęłam pod nosem.
- Co się stało? – Zuźka wyjrzała zza drzwi łazienki.
- Łukasz ma dzisiaj urodziny…
- Twój szwagier? Pamiętam. – odpowiedziała obojętnie.
- Nie tylko on. Teodorczyk. – jęknęłam.
- No co ty gadasz?! – moja przyjaciółka otworzyła szeroko oczy i przyszła do kuchni. – Masz prezent? – zaśmiała się.
- A powinnam? No bez przesady…
- To chociaż złóż mu życzenia. – wzruszyła ramionami i wróciła przed lustro.
Odstawiłam kubek z kawą na stół i ponownie wzięłam do ręki telefon. Kilkukrotnie zmieniałam treść smsa, no bo czego powinnam mu życzyć? Żeby wpadł w moje sidła? Bez sensu. W końcu wybrałam jego numer i zdałam się na żywioł. Odebrał już po dwóch sygnałach.
- No proszę, proszę, kto do mnie dzwoni! Już wiem, że ten dzień będzie piękniejszy niż zwykle.
- Cześć Łukasz. Właśnie dowiedziałam się, że kończysz dzisiaj 25 lat i chciałabym życzyć ci wszystkiego, co najlepsze, spełnienia marzeń, dużo zdrowia i piłkarskich sukcesów. – złożyłam mu życzenia i odetchnęłam z ulgą.
- Bardzo dziękuję. – czułam, że się uśmiecha do słuchawki.
- A co do prezentu…
- Prezenty przyjmuję tylko w naturze. – przerwał mi i całkowicie wytrącił z równowagi.
- No dobrze… - odpowiedziałam słabym głosem. – To do zobaczenia jutro. – i rozłączyłam się.
- I jak tam? – zapytała moja przyjaciółka.
- Powiedział, że prezenty przyjmuje tylko w naturze. – jęknęłam.
- Ciesz się. Dostanie buzi i po problemie. – stwierdziła wzruszając ramionami. No ja nie wiem, czy tak od razu po problemie… Bo czy on oczekiwał jedynie pocałunku jako prezentu? Aż wzdrygnęłam się na tę myśl.
Kilka minut później od razu wykręciłam numer do mojego szwagra, życząc mu dużo miłości, pociechy z żony i dziecięcej drużyny piłkarskiej. Piszczkowi bardzo spodobały się moje życzenia, czym od razu podzielił się z moją siostrą. Ta stwierdziła, że chyba mam nie po kolei w głowie. Może i mam, ale to w końcu rodzinna cecha. Na koniec rozmowy dodałam, że tradycyjnie jak co roku dostanie w prezencie torbę słodyczy i rozłączyłam się, bo przecież jutro mieliśmy się spotkać ponownie.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR

4.06.2016r. Kraków
Piłkarze powoli zjeżdżali się do Hotelu Starego na krakowskiej starówce. Każdy z nich musiał przebrnąć przez ogromny tłum kibiców, którzy z telefonami i notesami w ręku czekali na zdjęcia i autografy zawodników. Większość z reprezentantów cierpliwie spełniała prośby fanów, część natomiast przemknęła do hotelu tylnym wyjściem.
Piotrek Zieliński i Bartek Salamon, którzy jako jedni z pierwszych przyjechali na zgrupowanie, właśnie zjeżdżali windą na parter.
- Powiedz mi, Zielu, ale tak czysto hipotetycznie – wierzysz w przyjaźń damsko-męską? – zagaił obrońca włoskiego Cagliari.
Kumpel spojrzał na niego z ukosa.
- Nie. – odpowiedział rzeczowo. – Wierzę w miłość, namiętność, nienawiść, pożądanie między mężczyzną a kobietą, ale na pewno nie w przyjaźń.
- Bo ja się zastanawiam… - zamyślił się głęboko Bartek. – W sumie dlaczego nie? Przecież kobieta i facet mogą się lubić, fajnie dogadywać, mieć podobne zainteresowania, lubić spędzać ze sobą czas. Co z tym złego.
- Stary, to jest zgubne. – oznajmił Zielu, gdy winda zatrzymała się na parterze. – Przerabiałem już to kiedyś i nie polecam. Wystarczy, że laska jest naprawdę ładna i chociaż przez chwilę pomyślisz o niej inaczej jak o przyjaciółce albo ktoś ci szepnie, że pasowalibyście do siebie. Bańka mydlana pryska, a ty cierpisz, bo ona widzi w tobie tylko kumpla.
- Ale zawsze jest jakaś szansa na czystą duchową przyjaźń… - odparł nieśmiało Salamon.
- Taaaa… To wychodzi jedynie w przypadku, gdy przyjaźnisz się z totalnym paszczurem, a obaj wiemy, że Klara nim nie jest, wręcz przeciwnie. – puścił mu oko Piotrek, a jego kolega aż poczerwieniał i nie odezwał się już ani słowem.
Zieliński naprawdę dał mu do myślenia, ale na tę chwilę Bartek nie potrafił zrezygnować z Klary i cały czas powtarzał sobie, że przecież tylko ją bardzo lubi. Mieli podobne zainteresowania, dobrze się dogadywali i rozumieli, znali swoje tajemnice (no może oprócz jednej, której jak dotąd jeszcze piłkarz jej nie wyjawił), ale nic poza tym. Zdawał sobie sprawę z tego, że brunetka jest naprawdę piękna i nie jeden facet chciałby ją mieć, ale on miał na razie dosyć związków i zobowiązań. Bardzo lubił Klarę i koniec kropka. Szkopuł w tym, że jednak trochę zabolało go, gdy zobaczył ją na stadionie w koszulce Teodorczyka, a potem w jego ramionach. Cały czas jednak wmawiał sobie, że to nic takiego i dziewczyna nadal jest dla niego tylko przyjaciółką. 

KLARA

Około godziny 13 byłyśmy już z Zuzią w hotelu na krakowskiej starówce, niedaleko miejsca, gdzie rozlokowani byli piłkarze. Traf chciał, że w tym samym miejscu pokoje wynajęło większość z żon i dziewczyn zawodników naszej reprezentacji, w tym moja siostra, która akurat miała pokój centralnie pomiędzy moim lokum a mojej przyjaciółki. Podróż trwała dobrych kilka godzin, ale na szczęście większość czasu przespałam i teraz miałam mnóstwo sił do zwiedzania.
Dzień był przepiękny, słoneczny i bardzo ciepły. Aż nie chciało się siedzieć w murach hotelu. Postanowiłyśmy z Zuzią i Joanną, że za jakąś godzinę zobaczymy się przy recepcji i wspólnie ruszymy na podbój Krakowa.
Postawiłam dzisiaj na słodki look i już kończyłam malowanie rzęs, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam pewna, że to moja siostra albo Zuzia, dlatego od razu wykrzyknęłam: „Otwarte!”.
- Klara? – usłyszałam nieznajomy głos. Chociaż, ja go gdzieś już słyszałam… Wyszłam z łazienki, a moim oczom ukazała się… Angela!
Od razu stanęłam w pozycji obronnej splatając ramiona na piersi.
- Co ty tutaj robisz?!
- Spokojnie, przyszłam tutaj w pokojowych zamiarach. – odpowiedziała spokojnie. – Musisz mi pomóc. – oznajmiła.
Tylko niby w czym ja miałabym jej pomóc?
------------------------------------------------------------------------------- 
 Cześć Kochane! :*

Przybywam ze świeżutkim rozdziałem piętnastym :)

Jak widzicie, Teo stara się i to bardzo, ale to nie jest jeszcze szczyt jego możliwości :D
Dzisiaj w końcu w rozdziale jest trochę Piszczka, obiecuję, że będzie go jeszcze więcej :)

Mam pewną zagwozdkę, ponieważ w ostatnim czasie bardzo spadła mi liczba komentarzy. Myślałam, że jest Was po prostu mniej, bo opowiadanie przestało się Wam podobać albo się znudziło, ale nie, czytelniczek nadal jest dużo, bo i licznik na blogu niedługo wybije okrągłą liczbę 10000! 
Tylko, pytam, czy tak ciężko napisać chociaż jedno zdanie? :( Same wiecie, że nic tak nie motywuje do pisania jak Wasze opinie. Wówczas mamy interakcję autor-czytelni, co naprawdę pomaga w tworzeniu opowiadania i jest budujące dla piszących. 

Już więcej nie nudzę, tylko przypominam, że w piątek i poniedziałek mocno trzymamy kciuki z chłopaków! :D
A kolejny rozdział pojawi się w za tydzień, w środę wieczorem :)

Dzisiaj w prezencie Teo i Piszczek, którzy naprawdę obchodzą tego samego dnia urodziny :))