piątek, 2 czerwca 2017

Part two: Chapter one


“Cause you look greatest when you feel like a damn queen
We're all just playing a game in a way trying to win that life”

KLARA 

30.07.2016 r., sobota, okolice Szczytna, godz. 17:20
„Ja, Klara, biorę sobie ciebie… Za męża. I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Już raz byłam o krok od wypowiedzenia tych niezwykle ważnych słów w kierunku kogoś, kto w ogóle na to nie zasługiwał. Aż do tej pory mierzi mnie na samo wspomnienie Krystiana i cały czas miałam przed oczami obraz, gdy moja BYŁA już przyjaciółka, Weronika, przyszła do mnie rano w dzień ślubu i oznajmiła, że ma romans z moim przyszłym mężem.
- Klara, my się kochamy. – oznajmiła nagle, gdy ja właśnie się ubierałam, ponieważ za kilka minut miałyśmy jechać do fryzjera.
- Zakochałaś się? – ucieszyłam się szczerze. – W kim?
- W Krystianie. – oznajmiła i głośno przełknęła ślinę.
- W Krystianie? Jakim Krystianie? – skupiona na zapinaniu guzików od koszuli nie od razu zorientowałam się, co ona chce mi przekazać.
- W twoim Krystianie. – odparła i zapadła głucha cisza.
 Z wrażenia usiadłam na stojącym nieopodal fotelu, a ona cały czas unikała mojego wzroku.
- Zaraz, spokojnie. – próbowałam przetrawić to, co usłyszałam przed chwilą, jednak myśli kotłowały się mojej głowie jak szalone. – Wera, czy ty przed chwilą, powiedziałaś mi, że zakochałaś się w moim przyszłym mężu, z którym za kilka godzin biorę ślub?
- Tak. – odparła opierając się o komodę i oglądając swoje wypielęgnowane paznokcie.
- Wera, spójrz na mnie. – podeszłam nagle do niej, złapałam za ramiona i lekko potrząsnęłam. – Czy ty jesteś zakochana w Krystianie?
- Tttak. – wyjąkała ze łzami w oczach. – I on we mnie też.
Tego było już za wiele. Powodowana emocjami szybko złapałam kluczyki od samochodu mamy. Jak przez mgłę pamiętam, że moja rodzicielka jeszcze krzyczała coś do mnie, jednak ja ruszyłam z piskiem opon i już 10 minut później byłam pod domem mojego narzeczonego.
- Klara, dziecko, a dlaczego nie masz jeszcze zrobionej fryzury? – zapytała mnie moja przyszła teściowa, pani Maria.
- Pani też o tym wiedziała? – zapytałam wściekła, a ona zrobiła zdziwioną minę, jakby nie wiedziała o co mi chodzi. Być może faktycznie nie wiedziała…
Jak strzała wbiegłam do domu Krystiana i od razu pomknęłam schodami na górę do jego pokoju. Bez pukania szarpnęłam za klamkę i zastałam go akurat, jak układał swoją misterną fryzurę.
- O, cześć, Skarbie. Ale dlaczego wyglądasz tak niechlujnie? Zapnij te guziki, bo widać ci biustonosz. – pocałował mnie w policzek, a ja zorientowałam się, że w nerwach nie zapięłam wszystkich guzików od koszuli, w efekcie czego mój czerwony biustonosz wesoło ukazywał się światu.
- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? – zaczęłam, patrząc na niego poważnie i udając, że jestem opanowana. Uwierzcie mi, nie byłam.
- O czym? – zapytał beztrosko i upił łyk wody z butelki.
- O tobie i Weronice. – odpowiedziałam niewzruszona, a on aż się wzdrygnął w efekcie czego część zawartości butelki wylądowała na jego koszulce. W tym momencie wiedziałam, że Werka nie kłamała i czułam, że mój świat powoli rozpada się na kawałki.
- Klara, posłuchaj… - próbował wziąć mnie za rękę, ale wyrwałam mu się. – Chciałem to zakończyć, ale to było silniejsze ode mnie.  
Patrzyłam na jego twarz, na której błąkał się głupi uśmieszek, w którym kiedyś się zakochałam, jednak od tej pory widziałam w nim tylko obcego człowieka.
- No, Klara, chyba nie bierzesz tego na poważnie… - po raz kolejny próbował zbliżyć się do mnie i już chciał mnie objąć, jednak odskoczyłam jak poparzona.
- Brzydzę się tobą. – wysyczałam. Zdjęłam z serdecznego palca prawej ręki pierścionek zaręczony i rzuciłam nim w jego stronę. – Teraz możesz jej go podarować. A żeby było bardziej oszczędnie może odstąpię jej moją suknię ślubną?
- Kochanie, nie żartuj sobie ze mnie…
Skrzywiłam się i pokręciłam z niesmakiem głową.
- Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć. – powiedziałam i obróciłam się na pięcie.
I od tamtej pory nie widziałam go już nigdy (nie licząc chwili, gdy przez przypadek spotkaliśmy się w restauracji w Gdańsku). Nawet wszystkie formalności załatwił przez swoją Bogu ducha winną matkę, która nic nie wiedziała o jego romansie.
- Klara, tak bardzo mi przykro. – przepraszała mnie pani Maria za to, że jej własny syn mnie zdradził. – Gdybym wcześniej o tym wiedziała, może mogłabym jakoś zareagować.
- Proszę się nie martwić. Mleko już się rozlało. Nie mam pani nic za złe. – odpowiedziałam nad wyraz spokojnie, gdy kilka dni po odwołanym ślubie przyjechała do nas, żeby zwrócić mi wszystkie moje rzeczy, w posiadaniu których był Krystian.
Mój tata, gdy tylko usłyszał, że ślubu nie będzie i że powodem tym był mój niedoszły mąż, od razu złapał za grabie (w końcu to zapalony ogrodnik) i ruszył biegiem do jego domu, mimo że miałby do przebiegnięcia jakieś 15 km. Piszczek tymczasem szybko wsiadł do samochodu i jakieś kilkadziesiąt metrów dalej złapał mojego ojca, bynajmniej nie po to, żeby go powstrzymać, tylko podwieźć i pomóc w zemście. W ostatniej chwili jednak w pobliżu znalazła się moja siostra i uratowała naszą rodzinę przed wielkim dramatem. Nie, nie żałowałabym Krystiana, nawet gdyby Łukasz i mój tata sprali jego piękną buźkę. Chodziło mi bardziej o to, że nie wybaczyłabym sobie, gdyby oni dwaj mieliby trafić do więzienia przez takiego śmiecia.
Tak więc jak widzicie, był to totalny cyrk na kółkach. Może w innych okolicznościach śmiałabym się z tej sytuacji, gdyby nie to, że byłam główną bohaterką tych wydarzeń, nomen omen bardzo tragicznych, tylko w tamtej chwili jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji.
Refleksja przyszła dopiero wieczorem i skończyła się całonocnym łkaniem, w którym na zmianę towarzyszyły mi moja mama i siostra.
- Moje kochane biedactwo… - głaskała mnie po włosach mama. – Gdybym mogła to wycięłabym mu… Przez grzeczność nie dokończę!
- Mamusiu, on mnie zdraaaadził. – łkałam. – Nie byłam dla niego wystarczająco dobra…
- Ależ co ty pleciesz, dziecko! – moja rodzicielka wyraźnie się oburzyła. – To on okazał się nic nie wartym idiotą. Wiesz, tak sobie myślę, że powinnaś podziękować Weronice.
- Podziękować?! Chyba żartujesz. – zawyłam.
- Tak, bo gdyby nie ona popełniłabyś największy błąd swojego życia. Skoro zdradził cię przed ślubem, po ślubie robiłby to samo.
- Może masz rację. – pokiwałam smutno głową, jednak nic nie było w stanie ukoić bólu zranionej kobiety. Potrzebowałam jedynie czasu.
Oto przed wami ja – bohaterka filmu  „Jak stracić narzeczonego i przyjaciółkę w 30 minut”.
- Klara, spójrz na nich.- z marazmu obudził mnie dopiero dotyk dłoni Łukasza, który właśnie ujął mnie za rękę i uśmiechając się wskazał moja kuzynkę i mężczyznę, któremu składała w tej chwili przysięgę małżeńską.
„Ja, Agata…” i „Ja, Karol…”.
Agata i Karol - para idealna. Oboje po studiach medycznych, ona przyszły pediatra, on przyszły chirurg. Zagwarantowana przyszłość – działka za miastem i stojący na niej nowowybudowany dom z ogromnym ogrodem. Poznali się już w szkole podstawowej i od tamtej pory byli nierozłączni. Tego, że czekało ich bajkowe życie wszyscy w rodzinie byli pewni.
Ja tymczasem stałam w kościelnej ławce pomiędzy dwoma facetami: Łukaszem Teodorczykiem i Bartoszem Salamonem - dwoma blond-drągalami. Mimo dziesięciocentymetrowych szpilek jednemu sięgałam do brody, a drugiemu zaledwie do ramienia. Dziwne, prawda? 
Od razu odpowiadam na Wasze pytania - nie przyszliśmy na ślub we troje. Łukasz przyszedł ze mną, a Bartek miał towarzyszyć siostrze panny młodej, Wioli. Wiola była w moim wieku i można powiedzieć, że przyjaźniłyśmy się od dzieciństwa. Toteż, gdy moja kuzynka na 2 tygodnie przed weselem zapłakana zadzwoniła do mnie, że właśnie zostawił ją chłopak i nie ma z kim iść na wesele swojej własnej siostry, byłam zobowiązana, żeby jej pomóc. 
Jedyny wolny i sensowny facet z mojego otoczenia, był aktualnie na kilkutygodniowym urlopie w Polsce i od razu zgodził się na moją propozycję. Wiola była przeszczęśliwa, a z drugiej strony nieziemsko przerażona, że ma iść ze sławnym piłkarzem, którego wszyscy znają. Na szczęście lody szybko zostały przełamane, gdy moja kuzynka przekonała się, jak sympatyczny jest Bartek.
Tak więc teraz Wiola stała tuż za panną młodą cały czas odwracała się w naszą stronę i wystawiała swoje białe zęby. Jej siostra i szwagier przyrzekli sobie przed chwilą dozgonną miłość, a ją tymczasem złapała czkawka i to wcale nie taka pojedyncza, a seria porządnych „czknięć”, którą słyszeli wszyscy w kościele. Ciocia Ela, mama dziewczyn rzuciła jej mordercze spojrzenie, a blondynka wciągnęła powietrze do płuc, jednak nic to nie dało.
- Boże, Klara, myślałam, że umrę w tym kościele. – wypaliła, gdy już po ślubie złożyliśmy życzenia parze młodej. – A jeszcze ta sukienka jest tak wąska, że prawie się w nie wyjebałam. Twoja kiecka na pewno jest dużo wygodniejsza. – dodała odrobinę za głośno i od razu zatkała sobie buzie, gdy zorientowała się, że jej słowa słyszał Bartek, na którym wyraźnie chciała zrobić dobre wrażenie. – Ojej…
- Masz rację, Kochana, moja rzeczywiście jest bardzo wygodna. – odpowiedziałam chcąc uratować sytuację.
- To prawda. Idealna do tańczenia. – zaśmiał się i Łukasz i zrobił mi obrót jak w tańcu, w efekcie czego moja sukienka od razu poszybowała ku górze, na szczęście nie odsłaniając majtek.
- Dobra, wiecie co, lecę, muszę odbierać prezenty. – uśmiechnęła się jeszcze Wiola i wróciła do obowiązków druhny.


“Whould I scare you away if I let these feelings show.
I could keep them inside myself but I'd hate to”

O tym, że z rodziną czasami wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach przekonaliśmy się jakieś 10 minut później. Żona mojego wujka (brata mamy), która sama była posiadaczką trzech córek (nasi dziadkowie mieli przerąbane – 7 wnuczek i jeden wnuk-rodzynek, brat Wioli i Agaty) tuż po życzeniach nie omieszkała rzucić komentarz w stronę mojej mamy, że "jej obrotne córeczki (czyt. ja i Asia)" niedługo sprowadzą tutaj całą reprezentację. 
- Lepsza reprezentacja niż typowi chłopcy z dyskoteki. - fuknęła mama patrząc znacząco na partnerów moich kuzynek i obróciła się na pięcie, krocząc w niebotycznych szpilkach do auta. A Amelka, która szła z babcią za rękę, odwróciła się i ukradkiem pokazała ciotce środkowy palec. Kochane maleństwo.

Sala weselna „Złoty kamień”, Szczytno, pół godziny później…

Kelnerzy i kelnerki dopiero zaczęli przynosić pierwsze danie i jeszcze nie dotarli do nas, a Piszczek i Amelka trzymając w jednej ręce nóż, a w drugiej widelec stukali miarowo w stół.
- Chcemy jeść! Chcemy jeść! – skandowali oboje.
Joanna pokręciła zrezygnowana głową, ale nie skomentowała ich zachowania, za to ja musiałam się odezwać.
- Że dziecko głośno domaga się jedzenia to rozumiem, ale ty naprawdę mógłbyś się powstrzymać.
- Ty, uważaj! – Łukasz pogroził mi palcem. – Jak Polak głodny to zły. A poza tym spójrz na siebie, chyba ci znowu coś urosło.
Dlaczego od razu pomyślałam o piersiach? Może dlatego, że moja sukienka miała duży dekolt?
- Świnia. – burknęłam.
- Chodzi na masaże. – wyszczerzył się Teodorczyk.
- Rozumiem. – mój szwagier uśmiechnął się szelmowsko i puścił oko do mojego chłopaka.
Ja tymczasem nie zwracając uwagę na nich dwóch spojrzałam na Wiolę i Bartka, którzy gadali w najlepsze. Bardzo miło się na nich patrzyło i od razu tknęło mnie, że w sumie to pasowaliby do siebie. Wiola może i czasami za dużo paplała, ale przecież Bartek lubił słuchać.
- Co tam, Klara? – blondynka zauważyła, że ich obserwuję.
- Nic, już mi trochę burczy w brzuchu. – odruchowo złapałam się za miejsce, gdzie znajdował się żołądek.
- Już kelnerki idą. – odrzekła Wiola.
- No nareszcie! – Piszczu oczywiście nie omieszkał nie skomentować tego, że wyraźnie spóźnili się z talerzami.
- Bardzo proszę, panie Łukaszu. – rudowłosa kelnerka z pokaźnym biustem, którym niby niechcący trąciła ramię mojego szwagra, postawiła przed nim talerz z parującym rosołem.
- Ale ja nie nazywam się Łukasz. – Piszczek wzruszył ramionami chcąc jej dać do zrozumienia, że musiała go z kimś pomylić.
- Pan nie jest Łukaszem Piszczkiem? – zapiszczała ogromnie zdziwiona.
- Nie, jestem tylko bardzo do niego podobny. – odparł bardzo poważnie, a ja poczułam, że mój Łukasz dusząc się ze śmiechu próbuje schować twarz przy mojej szyi.
- Och, a ci panowie to nie Łukasz Teodorczyk i Bartosz Salamon? – zapytała z szeroko otwartymi oczami.
- Oczywiście, że nie. To tylko nędzne sobowtóry. – odpowiedział jej, a ona już totalnie zgłupiała i z dziwnym wyrazem twarzy uciekła do kuchni.
Tymczasem chłopaki przybili „piątki” w geście zwycięstwa i zarechotali zgodnym śmiechem.
***
Po dobrym jedzeniu nadszedł czas na pierwszy taniec. Wszyscy goście utworzyli koło wokół młodej pary, a oni zaczęli tańczyć walca. Sunęli oboje lekkim krokiem i patrząc na nich aż się rozmarzyłam. Układ wyszedł im pięknie, idealnie, zresztą w ich życiu wszystko było idealne. My natomiast kręciliśmy się w kółko trzymając się za ręce, a Wiola cały czas szczebiotała coś do Bartka. Chyba jej się spodobał, co mnie bardzo ucieszyło.
Łukasz tymczasem, co chwilę obdarzał mnie spojrzeniem, po którym od razu robiło mi się gorąco i chcąc nie chcąc na mojej twarzy pojawiał się rumieniec. Wtedy ja mocniej ściskałam jego dłoń i uśmiechałam się delikatnie.
Po pierwszym tańcu facet z zespołu polecił nam pozostać na parkiecie i utworzyć jedno kółko składające się z samych pań i drugie z samych panów. Jedno kółko kręciło się w jedną stroną, a drugie w drugą i gdy muzyka ucichła, należało zatrzymać się w miejscu i odwrócić. Niestety w pierwszej kolejności trafiłam na jednego z partnerów moich kuzynek.
- Czarek jestem. – brunet wyraźnie próbował powiedzieć to uwodzicielsko, jednak mu to nie wyszło.
- Klara. – uśmiechnęłam się słabo i zaczęliśmy tańczyć.
Muszę być sprawiedliwa, chłopak naprawdę potrafił prowadzić dziewczynę w tańcu, jednak tak nachalnie patrzył mi w oczy, że już po minucie miałam dość. Rozglądałam się w popłochu za moim Łukaszem, jednak zniknął mi z oczu gdzieś w gąszczu gości.
Na szczęście wokalista zespołu zakomenderował „odbijany” i moim oczom ukazał się Bartek. Moja ulga była nie do opisania.
- Oooo, a pana to nie znam. – wyszczerzyłam się, a on obdarzył mnie nieodgadnionym spojrzeniem, jakby widział mnie po raz pierwszy i (tego drugiego nie powiedziałam w pełni przytomna) trafił go piorun. Poczułam się nieswojo. – Jest pan z rodziny pani czy pana młodego?
- Przyszedłem z siostrą panny młodej. – odpowiedział i zaczęliśmy tańczyć.
- Naprawdę cieszę się, że uratowałeś mnie z opresji. – uśmiechnęłam się z wdzięcznością w oczach.
- Było aż tak źle?
- Aż tak to nie, ale dobrze też nie. – delikatnie się skrzywiłam, a Bartek tylko skwitował moją uwagę śmiechem.
Blondyn okazał się naprawdę dobrym tancerzem i można było się z nim dobrze bawić. W pewnym momencie jednak wokalista zakomenderował:
- A teraz bierzemy swoje partnerki na rączki!
Wytrzeszczyłam oczy i nie zdążyłam rzucić Bartkowi błagalnego spojrzenia, gdy ten złapał mnie szybko i uniósł w górę. W ostatniej chwili objęłam go za szyję i zobaczyłam jego triumfujący uśmiech.
- Jesteś lekka jak piórko!
- A może to ty jesteś taki silny? – odbiłam piłeczkę, a on był wyraźnie zadowolony z mojego stwierdzenia.
Po chwili jednak opuścił mnie na podłogę i skierowaliśmy się do stołu.

WSZECHWIEDZĄCY NARRATOR



Cały czas ją obserwował. Patrzył, jak jej sukienka wiruje w tańcu odsłaniając zgrabne, opalone nogi, jak jej delikatne loki opadają na piękną twarz, jak się uśmiecha i cieszy tańcem. Już nawet nie przeszkadzało mu to, że jest w ramionach innego. Po prostu niezwykłą przyjemność sprawiało mu patrzenie na nią, gdy jest taka szczęśliwa.
Zgodził się przyjść z Wiolą na wesele na prośbę Klary i nie mógł się nie zgodzić. Kuzynka jego przyjaciółki była bardzo miła, wygadana i dobrze się z nią bawiło, jednak nie była ona Klarą. Zauważył, że dziewczyna była na początku nieśmiała, ale gdy tylko pierwsze lody puściły, okazała się bardzo bezpośrednia. Bez przerwy trzebiotała, co on przyjmował po prostu z uśmiechem.
- Jejku, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zgodziłeś się ze mną przyjść. – trajkotała mu nad uchem, gdy chwilę usiedli do stołu, żeby odpocząć pomiędzy kolejnymi tańcami. – Chyba do końca życia nie odwdzięczę się Klarze, że namówiła ci, żebyś był moją osobą towarzyszącą. To straszna siara iść samej na wesele własnej siostry, sam rozumiesz.
Blondyn w milczeniu pokiwał głową.
- Uwierz mi, że Klara wcale nie musiała mnie namawiać. Gdy tylko powiedziała, że jej najukochańsza kuzynka nie ma z kim iść na wesele, musiałem jej pomóc. A gdy tylko dodała, że jesteś bardzo ładna i sympatyczna, nie zastanawiałem się ani chwili. I powiem ci, że wcale nie kłamała. – wyszczerzył się obrońca Cagliari, a Wiola słysząc te słowa spłoniła się po czubki uszu i kokieteryjnie zasłoniła usta dłonią.
- No wiesz… - zachichotała. – Jesteś bardzo miły.
- Po prostu szczery. – uśmiechnął się szeroko piłkarz.
Tymczasem Amelka, która jak do tej pory była niezwykle grzeczna, właśnie siedziała z Łukaszem Teodorczykiem i wykładała mu swoje problemy sercowe. Teo nie znał się aż tak na dzieciach, jednak cierpliwie słuchał wywodu dziewczynki, ponieważ wiedział, jak wiele zależy od jego wizerunku w jej oczach.
- I wies, wujku, Kalol jest fajny, ale mówi mi, ze mam piegi. – oznajmiła dziewczynka i przysunęła twarz w stronę swojego wujka. – No zobac, psecies ja nie mam piegów.
- No faktycznie nie masz. – przytaknął jej piłkarz. – A może on cię tak podrywa? Wiesz, takie końskie zaloty.
- Końskie? Ale dlacego końskie? – dopytywała.
- No po prostu, tak się mówi. – skrzywił się, a dziewczynka dała spokój i po chwili zaczęła mu opowiadać o innych mniej lub bardziej sympatycznych kolegach z przedszkola.
Tymczasem nadeszła pora oczepin. Wokół panny młodej zebrało się kilkadziesiąt dziewczyn, które utworzyły kółeczko. Pan młody zasłonił swojej żony oczy i dziewczęta zaczęły się kręcić w rytm muzyki. W kółeczku tym były również Wiola i Klara. Pierwsza z nich była bardzo nastawiona na złapanie welonu, szczególnie, gdyby nowym panem młodym okazał się Bartek. Z kolei brunetka nawet nie myślała o tym, jednak traf chciał, że gdy muzyka się zatrzymała, Klara znalazła się centralnie za parą młodą i welon poleciał w jej stronę. Dziewczyna odruchowo go złapała i dopiero, gdy już zobaczyła, że dzierży w dłoni kawałek białego materiału, uświadomiła sobie powagę sytuacji.
- O jasna cholera. – zaklęła, a tymczasem Wiola i Agata pomogły jej przyczepić welon do włosów.
Tym razem wokół państwa młodych zebrało się kilkudziesięciu młodych kawalerów, jednak na złapaniu muszki szczególnie zależało dwóm z nich - Łukaszowi, ponieważ był chłopakiem Klary i nie wyobrażał sobie, żeby miał stanąć obok niej ktokolwiek inny i Bartkowi, który upatrywał w tym swojej szansy, żeby chociaż na chwilę poczuć, że Klara jest jego. Obaj byli bardzo skupieni, gdy muzyka zaczęła grać, a oni kręcić się w kółku. Gdy tylko głośniki ucichły, obaj rzucili się po muszkę, jednak Łukasz okazał się minimalnie szybszy.
- Sorki, Stary, ona jest moja. – puścił oczko do Bartka, a ten momentalnie stracił całą nadzieję.
Tak, Klara należała do Łukasza. Niezaprzeczalnie. I on sam musiał to w końcu pojąć.

-----------------------------------------------------------------------------------------

 Cześć Kochane! :*

Witam Was w nowej części opowiadania, która będzie trochę inna niż poprzednia. Niech Was nie zwiedzie pierwszy cukierkowy odcinek, tutaj będzie zdecydowanie ostrzej, dramatycznie i bardziej emocjonalnie :D Także póki co rozkoszujcie się idyllą, ale powiem tylko, że niedługo nastąpi "BUM" :))

W drugiej części przenosimy się w czasie o miesiąc później w stosunku do wydarzeń na EURO. W życiu bohaterów w sumie niewiele się zmieniło - Klara i Łukasz są w sobie zakochani, a Bartek dalej nie potrafi odpuścić sobie brunetki, także wszystko jest w normie :D

Jeżeli chcecie zobaczyć postać Wioli, zajrzyjcie do zakładki "Bohaterowie" :)

Kolejny pojawi się pod koniec czerwca (sesja nie poczeka niestety) ;)

Mam nadzieję, że podobał się Wam ten rozdział i na deser macie Klarę i Piszczka :D